wtorek, 16 czerwca 2009

Idealny wieczór panieński

Jeżeli jakiekolwiek wydarzenie zasługuje na wyczerpujące opisanie w blogowym pamiętniku, to na pewno właśnie to, kiedy Panna Kasandra żegnała się ze stanem panieńskim. Wieczór sponsorowały: literka P jak piknik i jak placuszki z cukinii Słonecznikowej Fantazji W jak wino w rodowej zastawie Szydełkowej Czarodziejki, A jak aparat fotograficzny Złotej Migawki, O jak wyrafinowana opaska na oczy Księżycowej Rysowniczki i U jak promienny uśmiech Czekoladowej Prawniczki. Swój udział w imprezie miały również komary, ale kto by się przejmował takimi drobnymi niedogodnościami :)
Niespodzianka była niesamowita, dziewczyny porwały mnie z domu i woziły po okolicznych wertepach. Kiedy już całkowiecie straciłam poczucie kierunku doprowadziły mnie przez chaszcze na miejsce tajemnego spotkania. Do końca wierzyłam, że będzie to remiza strażacka w pobliskiej wsi :D Okazało się jednak, że to łąka koło mojego osiedla... Sprytnie ;) Tam zostałam obrzucona gradobiciem pytań i musiałam się wykazać znajomością przyszłego męża. Co prawda okazało się, że lepiej niż ja zna go moja świadkowa, czyli Księżycowa Rysowniczka, ale wychodząc z założenia, że co w rodzinie to nie zginie - bardzo się nie przejęłam. Oczywiście wyszło na jaw, że nie wiem czym się myje okna, oraz że sernik uważam za potrawę z jajek... Ale zostało mi wybaczone, ponieważ byłam regularnie pojona czerwonym winem.
A potem nastąpiła magiczna część zabawy. Dziewczyny napisały dla mnie piękne życzenia, które zostały przywiązane do lampionów i wieczorną porą puszczone w świat. Wylądowały w niebie lub u kogoś na ogrodzie.. w każdym razie prezentowały się na tle zachodzącego słońca magicznie. Kiedy już temperatura spadła niebezpiecznie nisko oraz ilość bzyczącej fauny zaczęła się powiększać udałyśmy się na część drugą imprezy do domu Słonecznikowej Fantazji, gdzie oddałyśmy się dalszej kulinarnej rozpuście. Była również dalsza część testu i cudowne prezenty! Cały czas czekałyśmy na przybycie ostatniej kandydatki do tytułu Miss Rozpusty - Zwariowanej Wiewiórki, która krążyła po bezdrożach polskiej wsi wiedziona swoim wewnętrzym GPSem. Nie było łatwo, ale dotarła :)

Było cudownie, magicznie i niezwykle. Dziękuję Wam dziewczyny!!!
ps. Największą pamiątką z wieczoru są zdjęcia i uroczy scrapbookowy album, który skompilowały dziewczyny. Jeżeli główna twórczyni się zgodzi, to może również go tu pokażę :)

2 komentarze:

  1. Było cudownie :) "I ja tam byłem, miód i wino piłem..." :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ile ciekawych rzeczy przy okazji się dowiedziałyśmy! Np pozycja na helikopter! Bardzo interesujace!! :D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails