poniedziałek, 15 czerwca 2009

Pocałuj żabcię w łapcię

Pierwsze moje kroki w koralikowym świecie poczyniłam we Francji. Wtedy to pewna Francuzka pokazała mi coś co było dla mnie całkowitym odlotem - sklepy z koralikami. Był rok (chyba) 2004 i pierwszy raz zobaczyłam tak zwane szkło weneckie i wydaje mi się, że w Polsce jeszcze wtedy tego nie było (a przynajmniej nie było to popularne). Na cały wyjazd miałam 80 euro kieszonkowego, a za 15 euro w sklepie Matiere Premiere w Paryżu kupiłam małą garstkę koralików. Majątek! Zrobiłam wówczas swoje pierwsze kolczyki i zwariowałam z dumy :) Każdy drucik był na wagę złota, bo stać mnie było tylko na 6 szpilek. Gdybym jakąś ucięła nie w tym miejscu co trzeba... A potem ta sama Francuzka zabrała mnie do sklepu, w którym Azjaci sprzedawali koraliki hurtowo. Wtedy za 5 euro kupiłam pudełeczko drobnych kolorowych koralików, takich jakie zapamiętałam z dzieciństwa I zaczęłam tworzyć. Nauczyłam się jednego wzoru, a potem lekko go modyfikowałam. I tak narodził się Marian, moja pierworodna żabka:

Na początku Marian był po prostu moją maskotką, ale potem pomyślałam sobie, że gdyby go tak rozmnożyć to może nawet miałaby żaba jakieś praktyczne zastosowanie. I tak po kolei rodziły się broszki i kolczyki:


Jedna z moich żabek została pewnego dnia mamą:

A Coco nie mogła żyć bez swojej siostry bliźniaczki Chanele:
To były naprawdę szczęśliwe żaby i wszystkie poszły na wydanie. Mam nadzieję że do dzisiaj cieszą czyjeś oczy. Niestety z tego twórczego okresu nie ostało mi się więcej zdjęć, tym bardziej lepszej jakości. Ale dobre i to co mam :)

2 komentarze:

  1. Jeden Marian (niewymieniony w tym wpisie) od kilku lat dumnie trzyma się lampki na biurku w pracy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żabki są piękne! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócisz do zwierzaczków z koralików, bo wychodziły Ci cudne!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails