wtorek, 21 lipca 2009

Kuchnia odc. 1

Niewątpliwie urządzanie mieszkania było czymś niesamowitym. Mój Niebiański skoczek zostawił wszystko w moich rękach i pozwalał podejmować wszystkie dekoratorskie decyzje. Prosiłam go o opinię tylko wtedy, kiedy naprawdę nie mogłam się zdecydować ("Króliku, bateria czarna, czy taka srebrna duża? Ta jest retro, a ta jest praktyczna. No zadecyduj..." ; "Nie wiem słońce, może ta srebrna"; "Ale srebrna jest brzydka i za duża. Biorę czarną"). Chciałabym mieć na moim blogu pamiątkę tego okresu, więc opiszę jak się to wszystko odbywało i jak się zmieniało mieszkanie. Co prawda zamiar był taki, aby częściej prezentować na blogu małe artystyczne formy, które uprawiam po godzinach, ale blog żyje chyba własnym życiem. Poza tym kuchnia to moje największe dzieło, jak do tej pory.
Bo kuchnia była najważniejsza. Strasznie wiele warunków musiała spełnić, żeby zasłużyć na moje uczucia. Start miała niezły, bo była otwarta na salon. Bardzo taką chciałam mieć, bo dużo czasu w niej spędzam i nie chciałam gadać do ścian. A tak gadam sobie z mężem kiedy coś w niej robię. No i nie spędzam czasu na jej sprzątaniu, bo mężuś ma mniejszą tolerancję na bałagan i nie potrafi spokojnie usiedzieć jeśli widzi burdel ;)
Wyposażenie musiało być bardzo dobre, oszczędne, ale nie przesadnie drogie. Może gdyby budżet był nieograniczony, to bym się tak tym nie przejmowała. Ale ja się po prostu wewnętrznie nie godzę na to, aby wydać na meble kilkanaście tyś zł wiedząc, że kuchnia nie jest tego warta, a marża zakładu wyniosła 100%. No więc polowałam na tańsze, ale jednocześnie piękne i szlachetne. Dzisiaj pieszczotliwie głaszczę moje dębowe fronty (w duszy przepraszając te biedne dęby, odwdzięczę się jakoś. W przyszłości obiecuję kilka posadzić!), które nie kosztowały fortuny. Wszystkie sprzęty kupiłam wyszukując na Ceneo, dzięki czemu byłam do przodu ok 2500 zł na lodówce, piekarniku, płycie i zmywarce. To się nazywa oszczędność :) A jak mi się coś zepsuje, to będę oddawać do reklamacji tak samo, jak ci którzy przepłacili w MM. I tak z grubsza wyglądała historia tych mniej "duchowych" elementów kuchni.
Ale najważniejszy był wystrój, klimat, spełnienie moich wyobrażeń o kuchni... Kuchnia musiała się składać ze starych mebli z duszą i dodatków, które pamiętałam z dzieciństwa na wsi u babci. Musiał być stary stół jak u babci, stare półki, przedmioty, które mnie przenoszą w czasie wstecz. Wszystko to się udało, ale kuchnia jeszcze nie jest skończona. Została mi jedna ściana do wykończenia, potem spocznę na laurach. Uwielbiam moją kuchnię. Nie jest jeszcze szczytem moich marzeń, bo jest w mieszkaniu w bloku. Na kuchnię z moich snów poczekam jeszcze trochę do momentu spełnienia największego marzenia - przeprowadzki do pięknego starego gospodarstwa koło Nowego Tomyśla. Już sobie jedno upatrzyłam, teraz tylko muszę wygrać w totka :]

Do rzeczy. Najpierw kazałam płytkarzowi zrobić kwadrat w karo z mozaikową obwódką, w miejscu piekarnika, a potem zastanawiałam się jak to zrobić, żeby właśnie w tym miejscu wypadł piekarnik.. Bo kuchnia jeszcze nie była zamówiona. Rozsądny harmonogram prac to podstawa :] Drugim ważnym elementem kuchni był wielki zlew ceramiczny, w którym się zakochałam. Pod niego były prowadzone przyłącza od wody.Wszystko było w kuchni podporządkowane płytkom w karo i zlewowi. I jakoś się udało. Po prostu panu, który wymierzał kuchnię powiedziałam wprost: "Proszę pana, musi się udać. Nie ma innej opcji".

Jak widać niżej: nie m półek, nie ma okapu, ale za to świeczki już stoją ;) Widać na tym zdjęciu jedną z moich mieszkaniowych miłości: piękny stary ludowy, ciężki jak jasna cholera stół z litego dębu (Znowu te biedne dęby...). Wynalazłam go na Allegro i kiedy zobaczyłam go na aukcji to serce mi mocniej zabiło. To, ile czasu spędziłam impregnując, woskując, lakierując i pielęgnując w tradycyjny sposób jego blat wiemy tylko ja i ten stół. I niech to będzie dowód moich uczuć do niego.

Śliczne krzesełka też upolowałam na Allegro i przemalowałam na biało. Ściany pomalowaliśmy na blady róż - jeden z moich ulubionych kolorów. Okap oczywiście znaleziony na Ceneo. Porcelanowe uchwyty w szafkach miały przywodzić na myśl kuchnię w Serbinowie. Czyli jak w starym dworku :)


Ściana okazała się nie do końca satysfakcjonować mnie swoją różowością. Zdecydowanie czułam niedosyt. A to jakie kroki podjęłam, aby odnaleźć różowy eden napiszę następnym razem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails