poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Rzecz o pięknych miejscach, poezji i przyjaźni

Kto miał przyjemność poznać Malowaną Fakturkę wie, że jest postacią dużo barwniejszą niż Madonna, a spotkania z nią powinny być biletowane i wyceniane dużo wyżej niż bilety na wspomnianą piosenkarkę. Niewiele więc myśląc spakowaliśmy manatki i popędziliśmy w stronę Gdańska, aby w końcu móc się zobaczyć z naszą ulubioną Parką Roku: Malowaną Fakturką i Kaszubem z Cypru i spędzić razem cudowny weekend. Sam Gdańsk powalił nas na kolana! Piękne kamienice, jachty, kawiarenki, muzea... zawrót głowy. Wszystko to, co zobaczyliśmy było dla nas estetyczno - kulturalną ucztą. Wyższości Gdańska nad Poznaniem nie będziemy roztrząsać, tym bardziej, że gościć chcemy również Parkę Roku u nas, więc odstraszanie gości jest niemile widziane. Poprzeczkę mamy wysoko postawioną w każdym razie, ale sprostamy, choćbyśmy mieli własnymi rękoma wybudować kilka muzeów. Ja już hoduję na balkonie największego ziemniaka na świecie, jako atrakcję regionu.

Spotkanie dwóch dusz targanych tęsknotą za pięknymi słowami o głębokim znaczeniu i uczuciami, które warto przeżywać kończy się klasycznie (przynajmniej w naszym przypadku), a więc śpiewaniem piosenek Heya i cytowaniem ukochanych wierszy. Nie w centrum miasta oczywiście, bez obaw. Chociaż... hmm, "Dosyć poważnie" śpiewałyśmy w restauracji. Ale nie jest to jeszcze pełnia naszych możliwości :]

Stara prawda, że co 3 polonistów to nie jeden, miała zastosowanie również na tej wycieczce. Niebiański Skoczek w lekkim stresie formułował wypowiedzi i udało mu się nie powiedzieć do mnie "wchódź" ani razu. I tak go zdemaskowałam z tym wchódzeniem ;) Biedak pozostawił za sobą tyle atrakcji jakby dla niego stworzonych. Westerplatte (może to i dobrze że było w remoncie, bo istnieje obawa, że próbowałby je zdobyć szturmem formułując okrzyki po niemiecku...) i Muzeum Marynarki Wojennej póki co go ominęło. A jeżeli przy okazji kolejnej wizyty będzie zachowywał się zbyt podejrzanie w okolicach Westerplatte, to weźmiemy saperkę, okopiemy go na plaży i zostawimy w piachu z misją wypatrywania wroga. Ale to oczywiście następnym razem.


Ku chwale ojczyzny!
Plaża była niespokojna, a słońce już chyba za horyzontem, kiedy robiliśmy to wspólne zdjęcie. Weekend zapamiętamy jako ogrom pozytywnych przeżyć, niesamowitych rozmów, które przetoczyły się przez wszystkie istotne dziedziny życia, przemierzyły drogę od brudnych podwórzy do bezmiaru kosmosu i wcale nie chciały się skończyć. Weekend będzie miał smak piwa wiśniowego prosto z Belgii, kolor słońca odbijającego się w 300-stu letniej kamienicy, zapach wiatru znad morza i jakość bursztynu wyszlifowanego w kształt żagla prosto z niesamowitego muzeum. Strasznie dużo nam jeszcze zostało do zobaczenia i niemożliwie dużo do obgadania. Jak to powiedział Niebiański Skoczek w drodze do domku: niesamowite masz szczęście do przyjaciół. Amen!


1 komentarz:

  1. Dziękujemy Wam. Ogromnie, ogromniaście! Tchnęliście dużo optymizmu i pogody ducha, których w nas ostatnio była raptem kapka.

    Ale teraz będzie lepiej;) Nos na kwintę już nie grozi. Nastrój "promienny i entuzjastyczny" zaprogramowany jest do jesieni. Wtedy to poprosimy Was ponownie o doładowanie baterii...

    cm

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails