poniedziałek, 7 września 2009

Kuchnia cz.2 czyli akcja "wałek"

Zwiedzanie starych domów zawsze w poszukiwaniu tego samego - wspomnień, atmosfery i starych porzuconych przedmiotów oraz szczęśliwe wakacje u babci na wsi (boże, moje dzieci będą takie biedne pod tym względem...) poskutkowało szczególnymi upodobaniami estetycznymi. A więc nie wysmakowana Prowansja, nie nowoczesność, ale po prostu - wieś. A co było elementem obowiązkowym każdego wiejskiego domu? Oczywiście wałek!
Prawdziwym rytuałem było malowanie kuchni letniej u prababci. Jak już wszystkie najgorsze czynności w postaci wynoszenia i mycia sprzętów oraz samego malowania zostały dokonane, przychodził czas na najlepszą część - wybór wałka. Sami nie posiadaliśmy interesującej kolekcji wzorów, ale od czego byli na wsi sąsiedzi! Próba wałka odbywała się za domem i polegała na maczaniu wałka w rozrzedzonej farbie lub wodzie z beczki i próbowaniu wzoru na ścianie wujkowego garażu. Oczywiście decydujące zdanie w kwestii wzoru miała zawsze wodzirejka przedsięwzięcia - babcia Zdzisia. Ona to również miała przywilej nakładania wzoru. Zawsze mi się to wydawało niesamowitą czynnością i zawsze chciałam spróbować to zrobić, chociaż nigdy się nie wyrywałam, bo wiedziałam, że próba jest tylko jedna.
Byłam szczęśliwa jak dziecko kładąc wałek we własnej kuchni. I nic mnie nie obchodzi co inni o tym sądzą i czy się komuś podoba. Wałki pochodzą od tych samym sąsiadów, co wtedy w dzieciństwie i chociaż Dorotka szukając ich dla mnie wyrażała głębokie zdziwienie i niedowierzanie, to jednak pozwoliła mi wziąć korytko i 4 wzory. Jak mi się znudzą wymienię je na inne :) Próba wzorów również tradycyjnie miała miejsce. Sąsiedzi jeszcze nie zlokalizowani ozdobionej ściany.
Jak już pisałam wcześniej, kolor różowy, który wybrałam do kuchni był dalece za mało różowy. Tak wyglądała kuchnia przed akcją, ale już przygotowana do boju. Niezbyt różowo...


Aby nie było z kolei zbyt cukierkowo postanowiłam nałożyć tylko pasy ciemniejszej farby. Przyklejanie pasków taśmy malarskiej w idealnych odstępach - co za koszmarna robota!

Następnie nałożyłam na ścianę kolor bardziej zdecydowany.


Potem rozpoczęła się najśmieszniejsza część i zarazem najbardziej satysfakcjonująca - nakładanie wzoru z wałka. Szansa jest tylko jedna, nie wolno oderwać wałka, lecimy od dołu do góry, mieszkanie ma 2,70 cm, a w na około 150 cm trzeba wleźć na drabinę nie odrywając wałka od ściany. Było wesoło :DA to już efekt końcowy. Moja ściana :)

7 komentarzy:

  1. Przepiękny efekt :) Na żywo oczywiście lepiej niż na zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześlicznie :D w ogóle masz piękną kuchnie.... mmhhh też mi sie taka marzy ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ta sciana wyglada, ciekawa jestem gdzie kupilas ten okap, jest cudny!

    OdpowiedzUsuń
  4. O ... jej, w koncu! Caly czas probowalam zamiescic komentarz i w koncu sie udalo, czekalam chyba z 2 miesiace :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okap (Faber) oczywiście na ceneo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boombastycznie :) Ja też uwielbiam Twoją kuchnię Mała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale fajnie to wygląda, świetny pomysł :D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails