czwartek, 3 września 2009

Rodzinne włości

Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że wykazuję niezdrowe zainteresowanie przeszłością we wszystkich jej objawach. A mój ulubiony objaw to opuszczone, porzucone, zaniedbane stare chałupy. Jest coś cudownie niepokojącego w tych strasznych domach, coś nieskończenie smutnego w tych zarośniętych studniach, dziurawych dachach, wybitych szybkach w małych białych okienkach. Wszystko się zaczęło chyba wtedy, kiedy będąc dzieckiem próbowałam zajrzeć do starej chałupy sąsiadów prababci, która to chata stała porzucona na podwórku, z zabitymi oknami i koło której przechodziliśmy zawsze w drodze do sadu. A! i jeszcze wtedy, kiedy namawiałam mojego brata, abyśmy weszli na strych w domu prababci, bo zawsze wyobrażałam sobie, że znajdę tam niesamowite cuda. Marzyłam o skrzyni z tajemnymi szufladkami. Na strych delegowałam brata, a sama dowodziłam akcją z drabiny. Ubzdurałam sobie bowiem, że dom jest tak stary i w takim złym stanie, że dach pod moim ciężarem na pewno się załamie i wpadnę do sypialni. A mój brat był młodszy i malutki :) Pamiętam dobrze, jeszcze była opowieść taty o starej szabli znalezionej w ścianie rozbieranej chałupy... Jeszcze były drewniane kościoły. Ta perełka w Lipem i ten najpiękniejszy, blizanowski, w którym mnie ochrzczono, z odsłanianą Matką Boską i pieśnią na odsłonięcie. I ten niesamowity zapach drewna ...


No więc ten zapach wilgoci, starego drewna, te wiejskie proste przedmioty, te tajemnice kryjące się za zabitymi deskami oknami - to wszystko odcisnęło się ogromnym piętnem na całej mojej osobowości i obecnym życiu. I szukam tych zapachów i wrażeń odtąd już zawsze i przy każdej okazji. Zaraziłam pasją moje kochane dziewczyny i razem szukamy tej przeszłości. I razem zastanawiamy się, jak wyglądała ta babuleńka z dziadkiem siedzący przed drewnianą chatką w środku lasu. Zapomniani przez wszystkich. I jak to było kiedy jedno z nich odeszło, a drugie umarło z rozpaczy zostawiając po sobie te piękne stare deski, które 80 lat wcześniej własnoręcznie złożone zostały w domek.
Jakaż była moja radość, kiedy Mrucząca Fotografka powiedziała mi pewnego dnia, że w czasie wycieczki z kolegą znalazła opuszczony drewniany domek, przy którego drzwiach wisiała tabliczka z imieniem i nazwiskiem:

Władysław Gronowski





1 komentarz:

  1. Iście szlacheckie klimaty. Herb Roch pozdrawia :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails