czwartek, 8 października 2009

Brązowy

Tak go nazwała Złotowłosa Migawka, która przypomniała mi o nim kilka dni temu prosząc o przepis. Sama myśl o nim sprawiła, że poczułam się świadoma własnych ślinianek. No i musiałam go upiec. Uwielbiam ten placek... W oryginale nazywa się oczywiście Brownie i zawsze się udaje. Bo nawet jak się nie uda, bo nie urośnie(a generalnie nie rośnie, taka jego uroda), to i tak jest udany. A piekę go dokładnie według tego przepisu.
Pierwszego dnia zjedliśmy brązowego z sosem malinowym (mrożone maliny podsmażone z brązowym cukrem) i jogurtem (wersja dla tych, którzy nie jedzą na co dzień pączków powinna przewidywać lody waniliowe zamiast jogurtu). A drugiego dnia przestałam oszukiwać własną naturę i zrobiłam idealnie czekoladowy sos z gorzkiej czekolady i polałam nim brązowego :) Oszukuję się, że chodzi głównie o magnez zawarty w czekoladzie.





5 komentarzy:

  1. Wow! Wiesz, że nie jestem fanką słodkości, ale to wygląda booosko :D A smakuje pewnie jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czekolada zawsze wzbudza takie emocje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno byl pyszny:) Jak zawsze mam chec na brownie to czekolada juz zjedzona, ale musze koniecznie sprobowac:D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails