poniedziałek, 5 października 2009

Półka kuchenna Pierwsza

Mogłam się spodziewać, że jeżeli duża wiejska stara jak świat półka kosztuje 45 zł to coś z nią musi być nie tak. Sprzedający lakonicznie wspomniał w opisie aukcji o "nieaktywnym kołatku" i przezornie nie zamieszczał zdjęć z bliska. Ale kiedy ją zobaczyłam na tej aukcji Allegro... ehhh, to już mi było wszystko obojętne. Była moja i tyle, wystarczyło tylko wygrać aukcję. Ku mojemu zdziwieniu nikt mnie nie przelicytował i tydzień później już byłyśmy razem. Ja i moja wiejska półka z litego antycznego drewna dębowego. Uściskom i łzom nie było końca. A jak już osuszyłam wzruszone oczęta to można powiedzieć, że nagle na nie przejrzałam. No cóż, powiedzieć o niej że ma pewne ubytki po nieaktywnym kołatku to jak powiedzieć o pogodzie w lipcu, że istnieje pewne niewielkie ryzyko, że może popadać nad polskim morzem... Powiedzmy sobie wprost - półka się ledwo trzymała kupy. Szczególnie przednia ozdobna listwa i ostatnia pozioma deska były okrutnie naruszone przez drewnojada. Miejscami drewno było po prostu próchnem, które mogłabym rozdrapać paznokciem.


Ale nic to, zakasałam rękawy, przeniosłam zdobycz do pracowni zwanej również "pokojem kawalerskim", a szerszym kręgom znanej jako klunkiernia. Najsampierw władowałam w dębinę prawie całą puszkę środka owadobójczego, danie główne dla kołatka podano! Na 90% już tam nie mieszkał(bo już powoli kończyło mu się jedzenie), ale jak wiadomo profilaktyka lepsza niż leczenie. Potem wszystkie ubytki uzupełniałam szpachlą drewnianą. Zużyłam 2 opakowania.


Gorzej, że korzystałam ze szpachli białej. Nauczka na całe życie: białej szpachli nie da się zabarwić bejcą (jak ja mogłam w ogóle pomyśleć, że się da!)! A więc co się okazało - półka nie może pozostać w surowym drewnie, bo jest wysmarowna białą szpachlą. A więc musi być na biało. No ale front nie może być biały! I to był pierwszy kryzys , w wyniku którego ciągnęłam półkę w stronę drzwi, aby wyrzucić ją na śmietnik. Przy drzwiach się załamałam, tym że się załamałam. Cofnęłam półkę do klunkierni, postanowiłam walczyć dalej. Zeskrobałam białą szpachlę z frontowej deski, szlifowałam, czyściłam, wydziubywałam z dziurek. Na to miejsce zastosowałam szpachlę w kolorze dębu. Kolor nie chciał się wyrównać i przyszedł krzyzys nr 2. Półka była kolejny raz na wylocie. Ale kiedy po raz drugi ciągnęłam ją w stronę śmietnika, to pomyślałam sobie, że tyle się już napracowałam, że teraz nie mogę jej wyrzucić. Wróciłam, poeksperymentowałam z bejcą, następnie z woskiem. Poziome i boczne deski przemalowałam na biało, a Niebiański dokonał uroczystego zawieszenia. Dzisiaj nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez niej. Idealnie nie jest, ale z daleka nie widać :)


Całości dopełniła zrobiona własnoręcznie przez Babunię koronka przetkana różową wstążką.

4 komentarze:

  1. Ojej, ale byla polkowa przepychanka, dobrze, ze jej nie wyrzucilas, jest super. Nie niszczylabym zwierzakowych dziurek, jest wiekowa i taka ma byc:)!
    Tylko ten gaszcz rzeczy nie za bardzo mi sie podoba, zostawilabym tylko czesc, a czesc nastepnym razem polozylabym jak by znudzily sie poprzednie. Wiem ciezko, bo wszystko potrzebne, ale ciezko dojrzec te piekne rzeczy. Oj sie rozpisalam, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie się zgadzam ;) Faktycznie rzeczy nazbierało się dużo, ale szczególnie pod półką - już parę miesięcy temu zostały eksmitowane na inną część blatu (zdjęcie jest z wiosny, o czym świadczą bujne zioła). No ale na samej półce nie będę "przerzedzać", bo większość umieszczonych na niej rzeczy ma jednak charakter funkcjonalny. Półka spełnia funkcję praktyczną na równi z estetyczną (mam mało wiszących szafek). Jeżeli chodzi o dziurki po kołatku, to gdyby ich było kilka, to na pewno bym zostawiła. Ale wierz mi, przy tym stopniu naruszenia, to musiałam stosować szpachlę, aby mi się deski w pół nie złamały :) Praktyczność wygrała z estetytką. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna półka! I wiem o czym piszesz, jeśli chodzi o kołatki. Ja ostatnio kupilam kredens. Miał być czysty, bez lokatorów... Ale i tak go kocham i powoli daję mu radę. Ale chciałam Cię zapytać o to bejcowanie i woskowanie. Mój kredens jest dębowy, pomalowałam go na biało, ale blat pozostawiłam naturalny. Muszę go pociągnąć właśnie woskiem, ale wcześniej chyba potraktować bejcą dębową, by ciut przyciemnic. I tu moje pytanie. Czy używałaś wodnej bejcy czy alkoholowej? Zastanawiałam się też czy nie połączyć bejcy z woskiem, wtedy tylko alkoholowa(?) wchodziłaby w grę. I trochą mnie martwi to, że szpachla nie barwi się, bo parę ubytków zatarłam jasnym dębem. Teraz, gdy chcę przyciemnić blat, mogę mieć kłopot....
    Co do kołatków, tak na koniec, to wyczytałam, że siarczysty mróz da im radę. I muszę to potwierdzić:))) Pozbyłam się tego dziadostwa z komody, którą trułam chemicznie, niestety nieskutecznie. Pewnego pięknego zimowego wieczoru wystawiłam mebel na balkon. Problem zniknął. Teraz też czekam na mrozy, mimo, że trochę ten kredens poostrzykiwałam.
    Podziwiam Twój zapał i kuchnię, w ogóle całość:))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails