piątek, 20 listopada 2009

Podróż poślubna, podróż marzeń

Wróciliśmy. Trochę szkoda, trochę dobrze, trochę się jeszcze nie oswoiliśmy z rzeczywistością. Jeszcze 5 dni temu budził mnie śpiew ptaków, odsłaniałam drewniane rolety i wracałam do łóżka, z którego podziwiałam tropikalny ogród. Naprawdę, w takim miejscu jak Bali można uwierzyć w moc feng shui! Nasza podróż poślubna była wyczekana, wytęskniona i wymarzona! Były romantyczne wieczory z wiatrem od morza, były pocałunki w rajskim ogrodzie, były też moje spalone stopy, Karola spalony nos, flora i fauna niekoniecznie pożądana, było spławikowanie w morzu, leniuchowanie i rejs na rafy. Jednym słowem - chcemy wracać natychmiast!


Pura Luhur Uluwatu w czasie zachodu słońca.


Tarasy ryżowe stykające się z lasami przy górach wulkanicznych.

W ogrodzie orchidei.


Nasza plaża hotelowa.

6 komentarzy:

  1. Boooombastycznie :)Fajowo, że wyprawa się udała, no i że jakoś przetrwaliście te dłuuugie godziny w powietrzu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. piękna podróż... tylko pozazdrościć ;)
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję za pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te papugi! Te rośliny! Zazdraszczam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie, az zapachnialo kwiatami. Trzeba bylo zapakowac chociaz jedna papuge do walizki, albo dac jej mape i wskazowki, moze by Was odwiedzila;) do Irlandii to pewnie one nie lataja;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails