poniedziałek, 2 listopada 2009

Uczę się ostrości

I przy okazji daję upust moim estetycznym tęsknotom zdobiąc kuchnię nową roślinką i robiąc zdjęcia. Roślinka trafiła na mój boski ceramiczny zlew (tak duży i głęboki, że jak to powiedział dr Cin, mogę w nim hodować karpie). Wydaje mi się, że jej kolor idealnie odbija się od jasnych kafelków, białego zlewu i gipsowej doniczki. Poza tym ma po prostu idealny kształt, zalotnie wyłania się z doniczki i daje wrażenie niesforności. Przy okazji jej kupna uczyłam się ręcznej nastawy ostrości na nowym aparacie. Umiejętność w sam raz na podróż poślubną, która rozpocznie się już za mniej więcej 12 godzin.

Podpowiem, że na tym zdjęciu ostrość miała iść na małą łodyżkę. Nie jestem pewna, czy wyszło, bo za każdym razem jak to zdjęcie widzę, to chwilę mi zajmuje znalezienie właściwej łodyżki. Co to za roślinka? Nie wiem, ale wiem kto może wiedzieć ;) Lecę kończyć pakowanie i usuwam ze świadomości słowo "przymrozek"! :D Przynajmniej na na 2 tygodnie.

2 komentarze:

  1. Kochana, ale nic nie poradze, że po rozmowach z Michałem jakoś tak mi fajniej na duszy :D Życiowy chłopak...
    A ta ostrość karygodna! Przynajmniej na tym drugim zdjęciu :P Oj ciocia Marta musi Cie nauczyć sztuki fotografowania! :D hahahaha
    No a jeśli chodzi o Synka to jest już jakies 3razy cięższy :) Jak mnie dzisiaj nadepnął (podczas przepychania sie do drzwi do kuchni) to aż zajęczałam z bólu :O :D serio, jest baaaardzo cięzki. teeeraz dopiero wygląda jak ryś! a właściwie jak niedźwiedź :D
    buziaczki ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, jak ty mi pokażesz jak to jest z ostrością na twoim monitorze, to normalnie szaleństwo, szaleństwo ;P

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails