czwartek, 11 lutego 2010

Kurczak w limonkowej marynacie

Azjatyckich inspiracji kulinarnych ciąg dalszy...


Jeszcze przed naszą azjatycką wyprawą byłam miłośniczką sklepu "Kuchnie Świata". Po podróży wręcz się od niego uzależniłam. Będąc w St. Browarze staram się nie myśleć o Złotych Tarasach w Warszawie, gdzie "Kuchnie Świata" są ze 3 razy większe. Cieszę się tym co mam :) A więc w naszym sklepie zakupiłam pikantną  lime - marinade, w której wylegiwała się pierś z kurczaka  przez kilka dobrych godzin.  Sos zrobiłam z mleczka kokosowego, papryczek chili i reszty marynaty (plus suszona kolendra, sól, pieprz oraz  liście limonki podarowane przez koleżankę z pracy, która je wiozła z Azji!). Sos był  pikantny i pachniał liśćmi kafiru. A do tego podałam ryż (Pachnący jaśminowy z KŚ, bo ryżu z tytki u mnie w domu niet ;)) z szafranem i zeszłoroczny genialny wynalazek mamy: marynowana w słodko-kwaśnej zalewie dynia.


Coś wspaniałego! Tak wspaniałe jak suszone pomidory babuni! (chomikuję po 1 słoiczku i tego i tego, i obawiam się, że już nigdy nie będzie wystarczająco godnej sytuacji, aby któryś otworzyć).

ps. Zjadłam dzisiaj 2 pączki pod rząd, a Niebiański Skoczek chciał mi zrobić przyjemność i na obiad zrobił danie na słodko. Cukier mi się wysypuje uszami ;)

2 komentarze:

  1. A wersja wegetariańska to co, pies? :) Zrób, zróóóóóób :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, wersja wegetariańska nie przewiduje jedzenia psa :] W każdym razie, moja droga, sugestia została zapisana i zostanie rozpatrzona przez komitet operujący kuchenką w najbliższym terminie. Darz bór! :D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails