czwartek, 18 marca 2010

Makaron z kaczką sojowo-śliwkową

Kilka tygodni temu robiąc strasznie nudne zakupy jedzeniowe dotarłam, jak zawsze, do działu z mięsem. Chociaż w domu naszym panuje semi-wegetarianizm, a więc połowa dni w tygodniu poświęcona jest mięsu, a połowa bezmięsiu (na bezmięsiu i paluszek krabowy mięsem ;) , to jednak najpyszniejsze potrawy jakie w życiu jadłam zawierały ten niepoprawny politycznie składnik. Ale że do poprawności politycznej jest nam bardzo daleko (zapytajcie kiedyś Skoczka na kogo chciałby głosować w wyborach prezydenckich), mojemu bystremu oku nie umknęła wygrzewająca się w świetle halogenów, schładzana podmuchami zamrażarkowego wiatru... kaczusia. A konkretnie dwie jej piersi zalotnie rozłożone na tacce. To oczywiście nie ta sama kaczusia, która paradowała po babcinym podwórku korzystając z uroków ekologicznego gospodarstwa (bo wtedy każde gospodarstwo było eko). To już nie ta sama kaczusia, która radośnie zanurzała dziubek w źródlanej wodzie wylanej prosto do przeciętej opony... No i tak się trochę zawiesiłam przy tej zamrażarce, otoczona toną martwej zwierzyny i z błogim uśmiechem na twarzy wspominałam stare dobre czasy, kiedy to jedną małą kaczusię babcia brała ze sobą do łóżka, pozwalając się jej wygrzewać do woli. Kaczątko miało bowiem  za dużo rodzeństwa i nigdy się nie mieściło pod wspólną kaczą kołderkę mamy kaczki. No ale zimno mi się zaczęło robić przy tych zamrażarkach w tym nieekologicznym markecie, więc się szybko ocknęłam, złapałam za tackę i popędziłam do kasy. 
Po pierwsze stwierdzam co następuje: mistrzynią świata w przyrządzaniu kaczki jest Mamusia Akacji. Nie podlega to żadnym dyskusjom, to jej danie popisowe serwowane 2 razy w roku maksymalnie (to jak z Bożym Narodzeniem - nie może być częściej, bo przestaniemy doceniać). Ja się mogę podjąć przygotowania najwyżej dwóch skromnych piersi. No ale te wylądowały w zamrażarce czekając na moją wenę twórczą. Wyciągnęłam je stamtąd nagle w zeszły weekend i to nie dlatego, że miałam wenę, ale dlatego, że miałam doła związanego z awarią samochodu. I nie chciało mi się iść do sklepu po coś innego do jedzenia. Ale zrobiłam ją najlepiej jak umiałam. Jestem dumna, bo po cielęcinie było to dla mnie kolejne kulinarne wyzwanie!


Makaron z kaczką sojowo-śliwkową

Marynata:
- 3 ząbki czosnku
-1/4 szklanki oliwy
- 3 łyżki soku z limonki
- papryczka chili pokrojona w drobniutką kosteczkę
- 2 łyżeczki brązowego cukru lub miodu
- 1/4 szklanki sosu sojowego (ja używam bardzo gęstego sosu Dark Soy Sauce firmy nie wiem jakiej, bo jej nazwa jest wykaligrafowana po chińsku :)
Proporcje można zmieniać według uznania, byleby się wszystkie składniki znalazły w marynacie. Limonkę można zastąpić sokiem z cytryny.

Piersi z kaczki ponacinałam w karo po stronie, gdzie mamy skórę, a następnie włożyłam do plastikowego pojemnika i zalałam marynatą dbając, aby się dobrze nią pokryły. Wstawiłam do lodówki na ponad 3 godziny, ale im dłużej tym lepiej. Po schłodzeniu odlałam marynatę do miseczki, a piersi wrzuciłam na patelnię skórą do dołu. Patelnia była rozgrzana, polana olejem. Smażyłam 5 min na stronie ze skórą i około 4 minuty na drugiej stronie. Kaczka powinna być zarumieniona i chrupiąca, więc patelnia musi być dobrze rozgrzana. Następnie piersi wyjęłam z patelni i mięso pokroiłam na plastry. Na patelnię wylałam resztę marynaty, a do niej dodałam dwie łyżki powideł. Kiedy sos się zagotował wrzuciłam do niego pokrojoną kaczkę i dusiłam w sosie jeszcze około 5 minut. Na drugiej patelni podsmażyłam marchewkę pokrojoną w paseczki (trwa to jakieś 10 min, pod przykryciem) i połączyłam ją z zagotowanym makaronem. Na makaron wyłożyłam kaczkę i polałam sosem. Na wierzchu posypałam pietruszką. Następnym razem zrobię to danie z makaronem sojowym, teraz jednak nie miałam weny na takie szczegóły... W każdym razie: mniam! :)

6 komentarzy:

  1. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce19 marca 2010 03:01

    Ty mnie celowo torturujesz tymi wpisami! ;) Pozdrowienia znad bułki z dżemem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dominika, skąd wiedziałaś, że zawsze o Tobie myślę przed obiadem? :]
    A co do bycia kuchareczką, to słyszałam że Staśka w zeszłym tygodniu dała czadu i zrobiła grochówkę. Ojjj, co ja bym dała za talerz babcinej grochówki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    a marchewka to na czym posmażana? Właśnie to robię i ... utknęłam. Muszę szybko coś wymyślić. Może masło z rosołkiem? Ale to będzie duszenie a nie smażenie. Kurcze! POMOCYYYY!
    Justyna z Suwałk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra. ZZZ. Zrobione-Zjedzone-Zachwalane. A marcheweczkę usmażyłam na oleju, tak jak to robią na woku (w woku?). PYCHOTA! Mężuś zjadł, ja zjadłam, i NAWET mój nic nie jedzący synek zjadł! Całe dwa kawałeczki mięska! Byliśmy wszyscy wniebowzięci. Dziękuję Ci Akacjo :)
      Justyna z Suwałk

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę! U nas też dziś była kaczka na obiad :) a marchewkę też smażę jak na woku, na małym ogniu i raczej na chrupko. Dzięki za relację!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails