piątek, 12 marca 2010

Piątkowo scrapowo

Po ustaleni składu osobowego firmowej drużyny rękodzielniczej rozpoczęłyśmy realne działania. Malowanie na jedwabiu w ramach naszej wygranej aukcji charytatywnej okazało się wielką przyjemnością, a więc dlaczego tego nie kontynuować? No to kontynuujemy! Zajęcia zaczęły się godzinnym poślizgiem, gdyż za dość uczynić musiałyśmy naszym rytuałom kulinarnym. Należało również omówić aktualną sytuację życiową każdej z nas, zastanowić się nad tym co jeszcze można by zjeść i ponarzekać na pogodę. Po ustaleniu co następuje: wszystkie zdrowe(albo póki co nie mdlejące w malignie), zadowolone, najedzone, chętne do pracy - przystąpiłyśmy do tejże. Skoczek jest najbardziej zadowolony  warsztatów, bo zrobiłam coś specjalnie dla niego - zakładkę do książki:


A teraz  uwaga, najfajniejsze co posiada zakładka. Co to takiego? Kto poznaje? No wiadomo: mały blackhawk! Upatrzyłam go sobie na aukcji zawieszek Tajmart. To wierna kopia oryginału, Skoczek od razu poznał! I czarny puder do embossingu przydał się po raz pierwszy:


I teraz tak dziewczęta, tu powinno zostać zamieszczone piękne zdjęcie uśmiechniętej czwóreczki dzierżącej radośnie nożyczki i papiery. Tylko jest mały problem... szału na tych fotach nie robimy :D  Powiem tak, nie przyjęli by żadnej z nas do pracy w charakterze hostessy na targach Mercedesa. W zasadzie wyglądamy tak, jakby trzy z nas siedziały 8-9 godzin w robocie, a jedna miała gorączkę. Więc pozwolicie, że oszczędzę nam (i innym) tego widoku i w ramach dokumentacji, że byłyśmy, pracowałyśmy, tworzyłyśmy dodam takie oto niewinne zdjęcie:

Burdel jest, czyli praca wre. Nawet pierwszy w życiu layout Asi się załapał i kawałek Moni :) Jakież to było przyjemne patrzeć jak się dziewczyny wciągają i jak im się podoba ten magiczny świat kolorowych papierów. Asi wróżę bankructwo w kolejnych miesiącach bo dowiedziała się przy okazji o sklepach  internetowych do scrapbookingu. Ale jakaż to będzie kolorowa bieda ;)
A organizatorce należą się nie tylko całusy w ramach podziękowania za super warsztaty, ale też słowa uznania, że wytrzymała! Bo to właśnie Miszelka była tą, która miała gorączkę. A jednak przyjęła nas, ugościła i pokazała swoje skarby. I wytrzymała z nami do końca. Dzięki Miśku, było super, jesteś wulkanem energii i inspiracji :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails