poniedziałek, 31 maja 2010

Wspomnienie trzecie

To trzecia odsłona wspomnieniowego wyzwania, które razem z Miszelką wymyśliłyśmy i konsekwentnie wypełniamy.  Do mojego wspomnieniowego albumu staram się wybierać najwcześniejsze wspomnienia jakie tylko potrafię wygrzebać z gąszczu niepotrzebnych obrazów mojej pamięci. Trochę ze strachu, że mogę w końcu zapomnieć. Dzisiaj drugie z bardzo wczesnych wspomnień. Musi być wczesne, bo mieszkaliśmy "na starym mieszkaniu", Michał spał w łóżeczku koło pieca kaflowego i był malutki. Mogłam mieć maksymalnie 4 lata. Wspomnienie powstało ze zdziwienia. Bo nagle, nie spodziewając się jej przyjazdu, zobaczyłam babcię siedzącą przy łóżeczku Michała. Słodko do niego przemawiała i go zabawiała. Łagodna jak anioł.


A na zdjęciu obrazek z innej beczki, bo na rękach jestem ja. Zresztą nietrudno się domyślić, raczej mała szansa, żeby się mnie babcia wyparła ;) Kształt brwi i czoła mówi sam za siebie. Geny  Gronowskich są zaiste bardzo silne, już mi się pionowa kreska robi na czole bez jego marszczenia!




A kolejne wspomnienie będzie o kimś, kto idzie ze mną przez życie od samego początku, o mojej drugiej babci Zdzisi. I będzie w zupełnie innym klimacie, bo kobieta z ułańską fantazją, która w 20 stopniowym mrozie w latach 70-tych potrafiła w spódnicy, szpilkach i cieniutkich rajstopkach paradować po mieście, oczywiście z idealnie natapirowaną fryzurą, niczym Kalina Jędrusik, wymaga całkiem specjalnego traktowania! Po prostu Carrie Bradshaw PRLu! ;)

środa, 26 maja 2010

Bawół, rumak i odwiedziny u wuja

Na idealny weekend składają się: ulubione kuzynki, rowery, lasy i pola oraz ciekawe zjawiska pogodowe (do ciekawych zjawisk pogodowych nie zalicza się temperatury poniżej 20 stopni). Poza co najmniej dwoma beztroskimi dniami do wykorzystania, było wszystko. Rozlany Bawół jest malowniczy jak nigdy wcześniej. Łąki błyszczą w słońcu jakby ktoś do nich wysypał tysiące diamentów. Niektóre pola zamieniły się w jeziora, pachnie tak pięknie, że można dostać zawrotu głowy. Wilgoć i słońce, przelotny deszcz i ciepłe powietrze - baśniowa aura. A kiedy wracałyśmy, z lasu wyskoczyła sarna i w podskokach biegła przez  wysokie trawy w  świetle zachodzącego słońca, powodując wzburzona falę na podtopionej łące. Zrobiła to specjalnie, aby podsumować niesamowity klimat tego majowego wilgotnego dnia.
Tak więc pojechałyśmy w odwiedziny do wuja. Na pewno by się cieszył, że jesteśmy, gdyby tylko mógł na nas czekać przed swoim drewnianym domkiem, na drewnianej ławeczce... I gdyby ten dom jeszcze stał w całości. Jestem jakby u siebie. Dosłownie i w przenośni.

Niżej panienka z okienka odurzona zapachem wielkiego krzaka bzu, którego w zeszłym roku nie wypatrzyłyśmy w gąszczu dzikich akacji. Od razu mi się przypomina:


(...) Liści tam - rwetes, olśnienie,
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.
J.Tuwim
 


 Niedługo wracam, Migawko dbaj o mojego/babcinego rumaka ;)

czwartek, 20 maja 2010

Krem szparagowy z szafranem

Brzmi dumnie, czyż nie? No więc może streszczę pokrótce proces powstawania potrawy, żeby przestało być tak magicznie ;) Otóż miał być jakiś profesjonalny krem z jakiegoś wyszukanego przepisu. Czytając kolejne przepisy dochodziłam do coraz bardziej druzgocącego wniosku, iż nie posiadam w domu wszystkich składników na tę zupę. Posiadam za to niewyczerpane pokłady lenistwa, które uniemożliwiły mi wycieczkę do sklepu.. Posiadam też 2 pęczki pięknych cienkich szparagów, z których - no do cholery! - da się chyba zrobić jakąś zupę. No i się dało ;)



Niechaj  więc przekażę potomności mój błyskotliwy przepis. I oby wnuczki moje przekazywały go sobie w  sekrecie, niczym skarb najcenniejszy i nie wyjawiały nawet na torturach potomkom Pascala B.!
Znalazłam w lodówce i szafkach:
- 2 pęczki szparagów (ok 20 sztuk)
- pół kubka jogurtu (jakbym miała więcej, to na pewno dałabym więcej)
- kubek bulionu warzywnego (z kostki, rzecz jasna)
- niecały kartonik mleka skondensowanego niesłodzonego(to takie małe niebieskie kartoniki z krówką)
- 2 cebulki dymki
- białe wino w ilości ok. 4-5 łyżek
- szczypta szafranu, suszona kolendra, resztka koperku, sól i pieprz.

Szparagi ugotowałam, po ugotowaniu odcięłam wszystkie główki, żeby później mogły  się swobodnie taplać w kremie i odłożyłam  je w miseczce na bok. Blenderem zmiksowałam  resztę szparagów na całkowitą miazgę i postawiłam na ogniu. Dodałam jogurt, dodałam mleko, dodałam bulion. i wino Na patelence obok podsmażyłam drobno posiekaną cebulkę i wrzuciłam do zupy. Dodałam wszystkie przyprawy i zagotowałam. Krem bulgotał jeszcze ze 30 min. Do zupy zrobiłam grzanki z czosnkiem i dopiero przed podaniem wrzuciłam do zupki główki szparagów.
Wierzycie czy nie - to było naprawdę pyszne! Nie namawiam do kopiowania dokładnie mojego szalonego przepisu (bo co to w sumie jest "niecały kartonik mleka skondensowanego" :] sama dobrze nie wiem ile go tam było, z pół szklanki  może). Ale zachęcam do eksperymentów! I będę bardzo wdzięczna za przepisy na ulubione kremy szparagowe. Wiewiórka, Twój już zakodowałam! ;)

piątek, 14 maja 2010

Szparagi

Na to czekałam. Jak na prawdziwą nowotomyślankę przystało zamieniłam się ostatnimi czasy w chodzącego szparaga :) Wszystkie sposoby na przyrządzenie tej boskiej rośliny są wspaniałe, ale ta klasyczna z podsmażoną bułką... do tego ziemniaczki z koperkiem, jajko sadzone i maślanka! Jestem w kulinarnym niebie :) Ugotowałam ten obiad mimo, że ledwo się przemieszczałam na linii lodówka -kuchenka  (a to w wyniku jakiegoś niefortunnego schylenia się wczoraj do szuflady). Ale co tam, było warto się pomęczyć.


Zielone szparagi też lubię. Mają wspaniałą konsystencję, nie są łykowate i mają duże główki. No ale nie pachną i nie smakują jak białe. Nie są białymi, to ich główna wada :) Mimo to coś z nimi wymyślę.  Muszę  naładować szparagowy akumulator na cały rok. Tymczasem zachęcam wszystkich, którzy nie są przekonani do szparagów, żeby spróbowali. Wystarczy je obrać przed ugotowaniem - jak marchewkę - i na pewno nie będą łykowate. Enjoy!

czwartek, 13 maja 2010

Balkon ożywa

Okazało się w tym roku, że kocham bratki, szczególnie w wersji mini. Stoją sobie niewinnie obok foteli wiklinowych na kuchennym parapecie i obłędnie pachną, kiedy jemy obiad na balkonie.


Pierwszy raz tak bujnie zakwitły mi powojniki. Polecam więc tego Sprzedającego :)


Ale jeszcze trochę pracy czeka nas w związku z balkonem. Póki co muszę kupić białą farbę w sprayu i szukam wolnej powierzchni warsztatowej. Klunkiernia odkąd została pomieszczeniem do składowania "instrumentów muzycznych" niestety nie nadaje się na warsztat ;)

sobota, 8 maja 2010

Home sweet home oraz o tym, jak zostanę gwiazdą rocka

Wróciłam w końcu z długiej (jak dla mnie) delegacji. I co zastaję wchodząc do pokoju "graciarni" ? Na marginesie:  zapowiedziane było, że zastanę porządek... Widzę perkusję i gitarę do gry "Rock band" oraz chomika wiszącego na kolbie orzechowej (jakiś miesiąc temu ustaliliśmy, że chomik idzie na orzechowy odwyk, bo zamieniał się we włochatą piłeczkę antystresową). Czyli, że tak powiem... niekoniecznie to, co chciałabym zobaczyć po 4 dniach poza domem ;) No i cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zostać członkinią zespołu rockowego. Jeszcze nie ustalono, czy gram na gitarze czy na perkusji :D Ale zdaje się, że jako jedyna mam poczucie rytmu, więc chyba jestem skazana na perkusję. Zaczynamy jako kapela garażowa i mamy zrobić karierę. Szaleństwo ;) Tak to się kończy, jak człowiek sobie bierze za męża ex-punka z ambicjami muzycznymi i garażową historią. Moja droga Czekoladowa Prawniczko, doceniaj pianino i męża pianistę ;)
Jak już zagram koncert, to zabieram się za roślinki w domu. Ostatnio przybyło dużo bratków, a powojniki na balkonie przepięknie rozkwitły! No i demontuję lampki z półki kuchennej, odsłużyły swoje w czasie bardzo długiej zimy.


Czy wspominałam kiedyś, że nie zawsze czytam opisy aukcji? To dość dziwna przypadłość jak na hard-core compulsive power buyera (w skrócie: allegrową zakupoholiczkę). Na przykład kiedyś kupiłam mamie komplet bielizny, który składał się ze stanika i stringów. A mama to nie Pinokio ze Shreka - nie znosi stringów. Ja po prostu nie przeczytałam opisu aukcji. Oczko do wszystkich, którzy mnie znają na co dzień i wiedzą, gdzie pracowałam jakieś 3 lata temu ;) W 90% podejmuję decyzję o zakupie na podstawie zdjęć. No i system się zasadniczo sprawdza, bo na 500 wygranych aukcji wystawiłam w sumie 3 neutrale. Dobra, do czego zmierzam. Postanowiłam ostatnio kupić ładną retro skrzynkę  na pelargonie. No i znalazłam uroczą na Allegro. Oczywiście decyzja została podjęta w kilka sekund, po przeanalizowaniu zdjęć. Jak wysyłałam Skoczka na pocztę to jeszcze mu zapowiedziałam, że nie musi jechać samochodem, ale w kartonie będzie drewniana skrzynka na pelargonie, więc żeby przy okazji nie robił zakupów, bo się nie zabierze. No i mam :D


Skrzynusię na mini-bratki :] Naprawdę wyglądała na większą na aukcji...

Drogie dzieci, pamiętajcie, że należy uważnie czytać opis aukcji! No chyba, że lubicie niespodzianki, tak jak ja ;) Miłego weekendu!

ps. wiadomość z ostatniej chwili: mogę być wokalistką w naszym domowym zespole rockowym! Oh yeah! ;)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails