środa, 26 maja 2010

Bawół, rumak i odwiedziny u wuja

Na idealny weekend składają się: ulubione kuzynki, rowery, lasy i pola oraz ciekawe zjawiska pogodowe (do ciekawych zjawisk pogodowych nie zalicza się temperatury poniżej 20 stopni). Poza co najmniej dwoma beztroskimi dniami do wykorzystania, było wszystko. Rozlany Bawół jest malowniczy jak nigdy wcześniej. Łąki błyszczą w słońcu jakby ktoś do nich wysypał tysiące diamentów. Niektóre pola zamieniły się w jeziora, pachnie tak pięknie, że można dostać zawrotu głowy. Wilgoć i słońce, przelotny deszcz i ciepłe powietrze - baśniowa aura. A kiedy wracałyśmy, z lasu wyskoczyła sarna i w podskokach biegła przez  wysokie trawy w  świetle zachodzącego słońca, powodując wzburzona falę na podtopionej łące. Zrobiła to specjalnie, aby podsumować niesamowity klimat tego majowego wilgotnego dnia.
Tak więc pojechałyśmy w odwiedziny do wuja. Na pewno by się cieszył, że jesteśmy, gdyby tylko mógł na nas czekać przed swoim drewnianym domkiem, na drewnianej ławeczce... I gdyby ten dom jeszcze stał w całości. Jestem jakby u siebie. Dosłownie i w przenośni.

Niżej panienka z okienka odurzona zapachem wielkiego krzaka bzu, którego w zeszłym roku nie wypatrzyłyśmy w gąszczu dzikich akacji. Od razu mi się przypomina:


(...) Liści tam - rwetes, olśnienie,
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.
J.Tuwim
 


 Niedługo wracam, Migawko dbaj o mojego/babcinego rumaka ;)

1 komentarz:

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails