środa, 23 czerwca 2010

Comfort food

Słomiane wdowy, porzucone na tydzień i tęskniące zarówno za mężem, jak i odrobiną egzotyki, w której tenże wcześniej wspomniany się pławi, zamiast leżeć plackiem na kanapie po powrocie z dalekiej delegacji ,  przez godzinę robią sushi. Potem kładą się na kanapie, oglądają "Niebezpieczne związki" i obżerają się... ale na zdrowo ;) Jeżeli chcemy robić sobie przyjemności, róbmy to dobrze!


A wyżej nigiri z surowym łososiem oraz maki z łososiem, mango, awokado i ogórkiem. Jak szaleć to szaleć!;)

4 komentarze:

  1. Dżizas, kobieto, ależ mi ślinka poleciała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Betty, witamy w klubie miłośników surowej ryby ;) Ja nie zawsze mam ochotę na sushi, ale jak już mam... to się nie mogę opamiętać!

    OdpowiedzUsuń
  3. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce23 czerwca 2010 23:18

    A se tak myślałam ostatnio, iść, nie iść na sushi, przecież ostatnio byłam....no i nie mam teraz wyboru ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale jak? Tak beze mnie? Buuuuu ;) Na szczęście dzisiaj mnie mężuś zabiera na surową rybkę, jak tylko wrócę z Pepiczkowa ;) Buziak

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails