poniedziałek, 14 czerwca 2010

Fondue czekoladowo - gruszkowe z truskawkami

No więc jestem na diecie. Tak jakby. Nic to nie ma wspólnego z proteinami, south beach i dietetyczną zupą z kapusty. Dieta  moja jest podobna do tej, którą stosowałam przed ślubem, tylko tym razem trochę bardziej restrykcyjna. Sama ją wymyśliłam, jestem bardzo dumna z tego. Przed ślubem brzmiała: "Nie żryj tyle pączków", a ta obecna to: "Nie żryj w ogóle pączków, chleba, a jeżeli chodzi o inne posiłki to jedz 3/4 porcji, no chyba że jesteś na wakacjach, w gościach, u rodziców na weekend, w kawiarni, u teściowej na obiedzie, mąż cię zaprosił na kolację albo będziesz jeździć na rowerze lub zamierzasz przejść Paryż pieszo" :D  To dość prosta dieta, tylko trudno ją utrzymać, bo wyjątki można wymyślać na bieżąco. Polecam! ;) Cel: 2 kg w dół, dzięki czemu latem będę mogła pokazać się w kostiumie nie owijając "uchwytów miłości" balijskim sarongiem (duża chusta co wszystko zakryje). Mam nadzieję, że nie będzie padać deszcz przez 2 miesiące, bo za granicę nie wyjeżdżam i jeżeli w tym kraju wiecznego lodu nie będzie okazji do założenia kostiumu, to cały mój trud szlag trafi.
Do rzeczy jednak. Odkąd stosuję moją cudowną dietę (nie mylić z dietą cud, cudów na bank nie będzie) mój mózg  przechodzi sam siebie w kategorii "co by tu zjeść z domowych zapasów". Mam wręcz poczucie, że któraś półkula intensywnie mi się rozrasta. To chyba Cukrowy Przymóżdżek Wojtczaków. Zdaje się, że Braciszek i Mamusia Akcji mają przerost tego gruczołu... No więc leżę sobie na kanapie i myślę "Zjem truskawkę, będzie zdrowo". Skoczek wcina truskawy aż mu się uszy trzęsą, więc rzeczone zaraz się skończą. Oglądam jedną, wącham. No niby dobre, mogłabym zjeść. Już zaczynam ją skubać prawą "dwójką" z dość skwaszonym wyrazem twarzy... I wtedy doznałam wizji! Ja w rozmiarach Calineczki, w kostiumie kąpielowym (z płaskim brzuchem i bez baczków) podskakuję na wielkiej truskawce,  wybijam się i nurkuję w basenie pełnym czekolady! A potem tarzam się w niej podgryzając jednocześnie wielką truskawę... ;) No więc wpadłam w trans i w panice przeszukałam wszystkie szafki kuchenne. Jest! Czekolada Lindt!!! Z suszoną gruszką i migdałami! Oooooo tak... 


Czem prędzej więc przygotowałam kąpiel wodną, a w czasie kiedy moje tęczówki zabarwiły się na ciemny brąz pokruszyłam jedną tabliczkę wspomnianej czekolady do filiżanki zanurzonej w kąpieli. Do tego dodałam 1 czubatą łyżeczkę Nutelli (oh yeah...) oraz listek masła. I jęłam rozpuszczać cudowną masę w gorączce kąpieli wodnej jednocześnie świdrując ją hipnotycznym wzrokiem... Kiedy masa byla już roztopiona dodałam około 2-3 łyżeczek wrzątku z kąpieli, aby rozrzedzić masę (konsystencję proponuję według uznania, a więc warto stopniowo dodawać wody). Słyszałam dobrze, że jakiś głos za mną szeptał "śmietanka 30-tka, śmietanka 30-tka...przecież nic się nie stanie jak dodasz odrobinkę...". A jednak zaprzysiężona mojej niezawodnej diecie powstrzymałam się i dodałam wody!


A potem przelałam masę do kieliszeczków, zrobiłam kilka zdjęć(to była sesja EKSPRESOWA), a następnie rozłożyłam się na kanapie i och, ach!!! Truskawki naprawdę są cuuudowne! Spróbujcie, musicie spróbować! Żebym miała choć odrobinę mniejsze wyrzuty sumienia ;) I polecam tę dokładnie czekoladę Lindt-jest  świetnej jakości, a przede wszystkim jest bezbłędna i obłędna! Jutro kupię nową tabliczkę, a poodchudzam się w pracy ;)

2 komentarze:

  1. Obłędna dieta i boska, czekoladowa truskawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce15 czerwca 2010 00:21

    Dobij mnie, dobij mnie szybko, zanim skończę czytać posta ;)))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails