niedziela, 27 czerwca 2010

Guacamole z dojrzałych (!) awokado, czyli o zaletach podróżowania

Cztery lata temu Skoczek twierdził, że margaryna jest smaczna, chleb tostowy zdrowy (a co najmniej pożywny) oraz "co to jest mozzarella?". Cztery lata później na drugiej półkuli ziemskiej zamiast oglądać TV w  hotelu, odpoczywając po "trudach" integracji ze swoimi i z lokalsami, mój kochany Skoczek wyruszył w miasto w poszukiwaniu pyszności. A miał niewiele czasu oraz poczucie zagrożenia, jako że Sao Paulo okazało się nie być najbardziej przyjaznym miejscem na świecie. Także można powiedzieć, że ryzykował życie na rzecz kilku kolejnych obiadów ;) Jakież to dla nas typowe :D Zwiedzanie lokalnych marektów i straganów zaowocowało przemyceniem w walizce ogromnych (a najmniejszych, jakie mieli, żeby weszły do walizki) owoców m.in. awokado, tu w łapkach Skoczka...


...oraz wielkich dojrzałych mango. Bez komentarza, w kwestii tego zdjęcia. Prawda czasu - prawda ekranu, KOCHAM mango.


Oraz siatki przypraw, czekolady oraz przepysznej brazylijskiej kawy z ziarnami czekolady i miętą! Jasna cholera, chyba będę musiała stworzyć własny system kartek na przydział porcji tej kawy. I trzeba będzie na te kartki jakoś zasłużyć, bo inaczej ją po prostu pochłoniemy do końca przyszłego tygodnia! Skoczek, 10 przysiadów! Inaczej będzie pół filiżanki ;P
Tak więc mango chomikuję, ale zostały mi już tylko 2 sztuki. A z awokado zrobiłam dzisiaj guacamole do karkówki. Aby je zrobić wystarczy utrzeć awokado (pierwszy raz miałam awokado o konsystencji masła, które dało się utrzeć!), 1-2 ząbki czosnku, sól, pieprz z kilkoma (3-4) łyżkami soku z cytryny (lub limonki) i 2 łyżkami oliwy.


Karkówka również jest prosta. Najpierw zrobiłam marynatę:
- 1/4 szkl. ciemnego sosu sojowego
- 1/4 szkl. oliwy
- sok z 1 ctryny
- 1 łyżka miodu
- sól, pieprz
Następnie nacięłam mięso i włożyłam do środka śliwki oraz jadalne kasztany (również zdobycz zza Atlantyku) i polałam całość marynatą. W tej marynacie karkówka  leżała sobie ok. 2 godzin. Następnie wyłożyłam korytko folią aluminiową, włożyłam karkówkę, polałam marynatą i dość szczelnie owinęłam mięso folią (aby stało w marynacie). Piekłam niecałe 2 godz. w 200 st., a ostatnie 20 min odkryłam mięso od góry i posmarowałam sosem z miodu i sosu sojowego, aby dostało ładnej skórki. Pieczenie mięsa nie jest takie trudne, jak mi się kiedyś wydawało :) No i przede wszystkim okazało się, że było warto życie narażać dla tego awokado!

5 komentarzy:

  1. Witaj! Przejrzalam Twojego bloga od deski do deski i musze powiedzieć, że ślicznei tu :) Podoba mi się strasznie optymizm, którego tu mnówstwo :) Na pewno będę jeszce zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! To bardzo miłe i bardzo motywujące :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam.
    Testuję sobie Twoje przepisy. Mam znowu pytanie: co robisz z tymi kasztanami? Obierasz (na imno, czy może prażysz jakoś?) i dzielisz na np cztery części, czy wkładasz w mięsko całe?
    Justyna z Suwałk pisząca jedną ręką bo na drugiej "wisi" dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak boga kocham, nie pamiętam :) Raz w życiu miałam to w domu! Pewnie włożyłam w w całości na surowo, ale myślę, że można je po prostu pominąć :)

      Usuń
    2. oki - nic nie szkodzi. Raz to zrobiłam i pytam, bo chciałam wiedzieć czy dobrze. Wyszło - mmmmmm - boskie. Dałam śliwki wędzone polskie i te kasztany podziabałam na jakieś cztery kawałki (po obraniu ze skóry). Chyba to będzie u nas na obiad w świąteczny ;D
      Pozdrawiam i życzymy cudownych Świąt.
      Justyna z Suwałk ("Suwałek" - jak mówi mój synek)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails