wtorek, 31 sierpnia 2010

Piękny umysł, piękne wspomnienie

O dziadku, który rysował, malował, miał talent i duszę. I wrażliwość artysty. Rysował mi tygrysy i lwy na starej kanapie, w zeszycie w kratkę. Miałam 3 lata, ale pamiętam. Chciałabym mieć Jego talent.

A wspomnienie Michelle jest tutaj.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Polowanko, czyli Misja Czacz

Cel główny misji: kredens/komoda/szafa - cokolwiek co posiada funkcję składowania;
Cel poboczny: ... i różne inne takie, co wpadną w oko i nie będą toną fajansu, bo Skoczek się załamie jak zobaczy kolejne miseczki;
Główne ryzyka: *bankructwo lub też niedostateczna ilość gotówki uniemożliwiająca bankructwo; *śmierć z odwodnienia w upale; *nieznalezienie poszukiwanego mebla, co grozi załamaniem nerwowym poszukiwaczki.
Szanse: 100 starych szklarni przerobionych na śmietniko-sklepy, 30 obór i 20 stodół przerobionych w tym samym celu;
Środki: dość ograniczone (koniec miesiąca oraz niemożność pobrania pieniędzy przeznaczonych na prawdziwe urządzanie mieszkania ;)
Wymagania stylistyczne: brak szczególnych wymagań, zasiedlamy pokój - nieużytek;
Wymagany minimalny wiek mebla: nie nie ma ograniczeń wiekowych, nie musi być antyk.
Podsumowanie: ma być niedrogo i dobrze, czyli tak jak zawsze!
Wsparcie: dwie zaprawione w bojach poszukiwaczki o nieskończonych pokładach sił i energii do poszukiwań. Takie, co to żadna gemela im nie straszna! Mam dwie takie idealne kandydatki: Słonecznikowa Fantazja i Szydełkowa Czarodziejka.Girl power!

A pisząc gemela mam na myśli prawdziwy, rasowy... śmietnik. Bo, drogie dziewczęta, powiem jedno, zakupy w Czaczu to nie jakieś tam spacerowanie po zadbanej Starej Rzeźni... I nie eksplorowanie kategorii Antyki i Sztuka na Allegro z poziomu wygodnej kanapy. Czacz to przekopanie się przez tony niemieckich i holenderskich śmieci. Przebrnięcie przez kilogramy podstarzałego wyposażenia tyrolskiego domku letniskowego babci Ingrid. Czacz to połamane leżaki, poskręcane na nowo wieże Technicsa, dziecięce łóżeczka piętrowe, a na nich stare zakurzone zabawki, kule ze sztucznym śniegiem, stare drapaki dla kotów, poobijane wazoniki, fotele obite gobelinem z wizerunkiem jelenia na rykowisku oparte o stare lustra i szklany stoliczek rocznik '93. Ale gdzieś tam pod toną rzeczy OSOBLIWYCH na pewno czeka na każdą z nas jakaś perełka. Tylko trzeba umieć ją z tego śmietnika wygrzebać. Satysfakcja gwarantowana, zwrot pieniędzy - na 100% nie ;) Ale aby oddać sprawiedliwość - niektóre stoiska w Czaczu są zadbane, a meble w nich wyselekcjonowane i dobrze wyeksponowane. Tak się również zdarza :) Dosłownie, jak pan, taki kram!
Jak bardzo momentami przypomina to gemelę? Hmmm, bardzo ;)


Oczywiście jest zakaz fotografowania. Panowie właściciele foliowych straganów mają podejrzenia, że mojego bloga czyta Urząd Skarbowy ;)
A tu zadowolona poszukiwaczka upolowała skarby pomniejsze: dwie walizeczki, z czego jedna jest piknikowym koszykiem.


Niestety frustracja narasta - po 2 godzinach, 178 kredensach (taki jest wybór!!!), 40 foliach i 10 stodołach wciąż nie ma mebla dla  mnie. Gorzej, jeden się znalazł, ale okazał się sprzedany. Postanowiłam więc okazać niezadowolenie z tego faktu wszystkim w Czaczu. Ale się przejęli ;)


Ale i tak się udało :) Dzięki niestrudzonym towarzyszkom i cierpliwości całej drużyny. Za 450 zł piękny kawał mebla jest mój. W idealnym stanie i pasuje jak ulał. Skoczek miał niespodziankę, bo nawet nie zadzwoniłam po konsultację. Pierwotnie kredens miał iść pod pędzel, ale na razie zostawiam go w spokoju. Idealny stan mebla zniechęca mnie do chowania go pod warstwą farby. Jak mi się znudzi, to go przemaluję. Porcelanowe gałeczki, które kupiłam  na wymianę (odczuwam dziki popęd do porcelanowych uchwytów...) też na razie wylądowały w szufladzie. Cholerni Niemcy, nawet gałek nie potrafią przykręcić na odpieprz. Nie dość, że każda gałeczka jest przykręcona, to dodatkowo jest również przyklejona. Tylko nie wiem na co, chyba na ŚLINĘ SZATANA!


A to już kuferki. Oczywiście posłużą do segregacji scrapbookowych przyborów(Skoczek chciałby rzec... odpadów ;) Kartony po butach odchodzą na emeryturę. 



Mamuśka, patrz na ten porządek!

A na koniec emaliowany śliczny garnuszek.


Innymi słowy projekt zakończony sukcesem :)
ps. po raz kolejny na wycieczce do Czacza żar się z nieba lał.  Już tęsknię za upałem...Na przyszłe wakacje rezerwuję sobie jedną folię. W mojej świadomości tam zawsze świeci słońce!
ps.2 Misia, bardzo dziękuję za zdjęcia, ja nawet aparatu nie wyciągnęłam :)

wtorek, 24 sierpnia 2010

Sztuka przez duże SZ!

... czyli SZYCIE! :) Poważna sprawa. Kusi mnie odkąd pierwszy raz zobaczyłam Babunię za maszyną do szycia. Miałam też własną maszynę-zabawkę, na której szyłam ubranka dla Barbie. Model "Gabriela" ;) Potem ulubiona kuzynka poszła do technikum krawieckiego - to również było intrygujące. Kilka lat temu kupiłam kilka numerów magazynu Burda - Szycie krok po kroku. Mimo, że nie miałam na czym szyć. Kupowałam też resztki materiałów z kosza, a potem szyłam w rękach bluzeczki, maskotki itp. No ale maszyny nie miałam. Kiedym była biedną studentką, to stać mnie było tylko na pewien specyficzny wytwór  maszynopodobny. Stworek taki maszynowy prosto z Allegro ;) No i jest to obecnie jedyny sprzęt szyjący, którego mogłam użyć do uszycia poszewek na poduszki balkonowe. Więc teraz uwaga....
.
.
.
.
.
.
TADAM!


No ale żeby nie było, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy... to żem się wzięła do roboty bez marudzenia. Więcej czasu zajęło mi przygotowanie "maszyny" i zamontowanie tej wewnętrznej szpulki, niż samo szycie! Oczywiście sprzęt początkowo nie chciał współpracować (A mógłby sobie darować to krygowanie, bo to szlachta wśród maszyn nie jest! Tak, o tobie mówię, ty jednościegowy potworku!), ale potem prośbą i groźbą zmusiłam go do wystosowania prostego przeszycia. Po 15 min nawet przestał nitki plątać. Umęczyłam się tak, jakbym co najmniej garnitur szyła. Dwurzędowy. Z kamizelką. Ale najważniejsze jest to, czyli efekt...


Udało się :) Najprostsze zadanie początkującej maszynistki zakończone sukcesem. Teraz tylko pomaluję krzesła na balkonie i wszystko trafi na swoje miejsce niczym cudowna układanka! Trochę się późno wzięłam za ten balkon o_O 

p.s. wzorek to nic innego jak stempel + brązowy tusz StazOn
p.p.s. od czasu ostatnich odwiedzin w pięknym Gdańsku u Malowanej Fakturki i męża, po nocach śni mi się Lidia, a czasami Zofia...

niedziela, 22 sierpnia 2010

Caprese nieśmiertelna

Pamiętam doskonale, kiedy pierwszy raz jadłam sałatkę caprese. A były to czasy straszne i mroczne, kiedy to kraj nadwiślański spowijał mrok nieznajomości mozzarelli. Doprawdy ciężki był to czas i nie wracajmy do niego ;) Tak więc jadłam ją po raz pierwszy we Francji. Aż się dziwię, że Francuzi ją tak bezwstydnie serwowali, znając ich gorące uczucia względem Włochów i wszystkiego co włoskie. A jednak ich niechęć do tego narodu okazuje się wybiórcza - gardzą wszystkim co włoskie, oprócz spaghetti, pizzy, wina, lazanii, caprese itd. Od razu przypomina mi się fragment Żywotu Briana:
- Dobra, ale oprócz urządzeń sanitarnych kanalizacji, medycyny, edukacji, wina, porządku, nawadniania, dróg, czystej wody i publicznych łaźni, co ci Rzymianie dla nas zrobili?
Hih :D
No dobra, do rzeczy. Po tonach pomidorów i sera mozzarella pokrojonego w śliczne porządne plasterki schludnie ułożone na talerzu, potrzebuję odmiany.  Ten  porządek na talerzu ma jednak luźny związek z moją naturą ;) A więc robię nam na weekendowe śniadanka takie oto wersje, które szczerze polecam:
* pierwsza wg Jamiego Olivera z mojej pięknej książki "Włoska wyprawa Jamiego" (Wiewiórko, strzał w 10! ;)


Składniki te same, co w oryginale, a więc pomidory dojrzałe, letnie, pachnące i z krzaka (innych w zasadzie nie uważam w tej sałatce, że się tak gwarą moją domową wyrażę...), do tego duża kula mozzarelli, świeża bazylia oraz nowość: cebulka dymka. Pomidory pokrojone w obojętnie jakie kawałki, mozzarella podarta lub niedbale pokrojona. Do tego wrzucamy listki bazylii. Część listków zostawiamy, ucieramy w moździerzu lub w misce z solą i pieprzem, dodajemy dobrej jakości oliwę oraz odrobinę octu ziołowego. Można też dodać pesto, jak nam się nie chce ucierać bazylii.
* A druga sałatka to już wariacja na temat caprese:


Kawałki mozzarelli wrzucam na rukolę, dodaję pomidorki koktajlowe oraz cebulkę dymkę. Całość polewam oliwą z oliwek oraz gęstym octem balsamicznym (np. Montosco - Salsa Balsamica con fragola, chociaż coraz trudniej go gdzieś znaleźć, a kiedyś był w Auchan... chlip). Do tego sól oraz świeżo zmielony pieprz. Pyyycha :)
Śpieszmy się jeść pomidory, tak szybko się kończą... W październiku przestajemy je kupować i zapominamy o nich do czerwca. Całkowicie zdaję się wówczas na pomidory z puszki oraz przeciery. Ale co się dzieje w czerwcu po wielu miesiącach tęsknoty... szaleństwo! ;)

piątek, 20 sierpnia 2010

Marlenka i wrzos, czyli szczęśliwy los prezentów

Wszystkie prezenty, które dostaję z różnych okazji mają u mnie sielankę. Gdyż je uwielbiam, bo są piękne i moje - jak by powiedział As z "Odlotu". Dość powiedzieć, że wrzos od Czekoladowej Prawniczki jest prawdziwą ozdobą balkonu (potem trafi do mieszkania).


A Marlenka, którą stworzyła dla mnie Szydełkowa Czarodziejka (ha! jakżem trafnie ją nazwała!) opala się w zachodzącym słońcu ukryta za wrzosem. Przyzwoite  i cnotliwe panny powinny wracać na noc do domu, dlatego zaganiam ją do środka każdego wieczoru. Żeby mi na łajzy nie chodziła w nocy, albo żeby jakiś nietoperz jej nie wziął jako branki! Potem mi wróci z dzieciokami mieszańcami i każe wychowywać ;)


Pozostałe lipcowe prezenty również mają się świetnie. Michu, nie znoszę Cię - przez Ciebie zaczęłam prasować :P

środa, 18 sierpnia 2010

Oto kilka powodów...

... dla których marzę o kocie. Fakt, nie jestem może urodzonym hodowcą zwierząt. Moją burzliwą historię związków z gryzoniami opisywałam już na blogu. Historia hodowli psów była jeszcze krótsza. Jakieś 18 lat temu Ola wraz z bratem Michałem wystosowali  takie oto zapytanie: "Mamo, możemy mieć psa?". Mama: "Nie. A poza tym wyobraźcie sobie, że będziecie z nim wychodzić na spacer o 6:30 rano, po ciemku, w zimie, przy -20 st.C". Ja miałam już wtedy bogatą wyobraźnię ;) Jakoś nie powróciliśmy do tematu. No ale kot? Kot to co innego. Posiadanie kota jest moim marzeniem od dawna. Syn II tylko podsyca tę tęsknotę.

Zdjęcia dzięki talentowi i uprzejmości tej oto kociej mamy

Na moje tęsknoty złożył się również ten drobny szczegół, że najseksowniejsza kotka we wsi, jak ją błyskotliwie nazwała moja mała kuzynka, powiła kolejne urocze kocięta...

No i stała się nam we wsi nowina. Matka Kotka nasza najdroższa porodziła Syna! (Syna III Rudego, następcę Syna II Tygryska (osobnik na fotelu powyżej) i chlubnego następcę Syna I Rudego, który zginął śmiercią tragiczną w kwiecie wieku).

A to kandydatka na naszą domową pieszczoszkę. Mam nadzieję, że za 6 tygodni nie okaże się wcielonym kocim szatanem, który nie daje się pogłaskać. Albo że w tajemniczych okolicznościach wyrosły jej jajka ;)



wtorek, 17 sierpnia 2010

Powroty do miejsc szczęśliwych, czyli wakacje u babci

Tylko jadąc rano rowerem do sklepu przez wieś czuję, jak wszystko staje się łatwe i przyjemne, a wszechogarniający spokój potrafi doprowadzić do tego, że zapominam o pedałowaniu, co summa summarum potrafi mnie zrzucić z roweru. A nie, to były dziury w szosie, a nie spokój. Kocham te dziury :) I to słońce w ogrodzie. I te moje dwie kochane wariatki - słodkie kuzynki. No i Stasię! W końcu nasz genotyp zgadza się w jakichś 99%. Dałam sobie 1%  różnicy, bo Staśka nie lubi kotów (ale jest podejrzenie, że  to tylko oficjalna wersja). I znowu było cudowne słońce, więc jaszczurka we mnie szepcze: cudowne wakacje u babci...
Mój ulubiony domek po drodze do sklepu

Stasie w ogrodzie ;)

Ogródek babciny - dość intrygujące miejsce, w którym rośnie prawdziwa fasolka, prawdziwe pomidory (to jakie warzywa, z których nie leje się woda po przekrojeniu) oraz prawdziwe ogórki ( - j.w.) Też będę taki miała jak już będę duża...

Marta: - Babcia hasa po kuchni jak sarenka! Jak nie ona ;)

Co sobie wnuczki zażyczyły - pierogi  z jagodami. Jak tyć, to z klasą!
Przepisu nie zdradzę, bo jest dość trudny. Dużo w nim zaleceń typu: "Mąkę weź taką jaką masz i na oko usyp kopczyk". Liczę, że mam to po prostu we krwi.

I są jeszcze rzeczy nieważne, jak pisał Gałczyński... słońce w ogrodzie


Państwa-miasta na kocu...

Rowery bez hamulców... 

... pola, lasy i zagubione cmentarze oraz niedokończone wycieczki przed siebie

I już tęsknię za Wami dziewczyny. Kolejna zbiórka za rok, w tym samym miejscu i czasie. I wcale nie będziemy rok starsze. Będziemy rok piękniejsze! Cała nasza piątka. A nie, szóstka - nie zapominajmy o naszej Matce-kotce! Ale o niej będzie następnym razem.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Kartki urodzinowe różniste

Tyle było tych okazji ostatnio, że narobiłam się kartek. Mimo że rozpiętość wiekowa dziewczyn była dość znaczna: od 9 do 23 lat, to w zasadzie każdej można było życzyć tego samego, łącznie z samymi "piątkami" w szkole :)
Taką więc dostała 9-latka (niechaj jej tornister lekkim będzie, a tran zaginie w niewyjaśnionych okolicznościach):


Taką 18-letnia kociara (niechaj egzaminator prawa jazdy głuchy będzie i niemy oraz niechaj zapomni z domu okularów, co w przypadku takiej kolosalnej wady wzroku uciążliwością pewną się stanie):


A taką panna studentka (niechaj jej godziny rektorskie z nieba spadną w dzień kolokwium oraz niechaj  koledzy jej z akademika odnajdą sens użycia szczotki do sedesu i mleczka Cif).


Oby wam się dziewczyny życzenia spełniły (te prawdziwe, z kartek) :)
Stemple, których użyłam pochodzą wszystkie ze sklepu ArtPasje, który ma wspaniały wybór stempli (kotek:Penny Black, myszka: Rachelle Anne Miller, magnolia: Stamps Away). Wszystkie trzy ulubione :)

piątek, 6 sierpnia 2010

Z okazji 18 urodzin pewnej panny zebrało nam się na uczucia...



The moment I wake up
Kiedy tylko się obudzę
Before I put on my makeup
Jeszcze zanim nałożę makijaż
I say a little pray for you
Zmawiam krótką modlitwę za ciebie
While combing my hair now,
Rozczesując włosy
And wondering what dress to wear now,
Zastanawiając się, którą sukienkę ubrać
I say a little prayer for you
Zmawiam krótką modlitwę za ciebie

Forever, and ever, you'll stay in my heart and I will love you
Na zawsze i na wieki będziesz w moim sercu i będę cię kochać
Forever, and ever, we never will part
Oh, how I love you
Na zawsze i na wieki będziemy razem, och jak bardzo cię kocham
Together, forever, that's how it must be
Zawsze razem, tak musi być
To live without you
Żyć bez ciebie
Would only meen heartbreak for me.
To żyć ze złamanym sercem.

I run for the bus, dear,
Biegnę na autobus, kochanie
While riding I think of us, dear,
A w czasie jazdy myślę o nas, skarbie
I say a little prayer for you.
Zmawiam krótką modlitwę za ciebie
At work I just take time
W pracy znajduję chwilę dla siebie
And all through my coffee break-time,
I w czasie mojej przerwy kawowej
I say a little prayer for you.
Zmawiam krótką modlitwę za ciebie

Forever, and ever, you'll stay in my heart and I will love you( ...)
Na zawsze i na wieki pozostaniesz w moim sercu i będę cię kochać*


 Ja byłam szczególnie wylewna ;)
A oto sprawczyni całego tego emocjonalnego zamieszania, niestety już pełnoletnia:

Sto lat Maleńka :)

* wszystkich ewentualnych tłumaczy z języka angielskiego (chociaż nie sądzę, aby ich tu szczególnie wielu zaglądało ;) ) informuję, że nie siliłam się na żaden poetycki przekład i nie próbowałam zmienić tekstu piosenki tylko po to, aby brzmiał lepiej po polsku. A więc jeżeli kogoś tłumaczenie razi, to jakoś muszą to przełknąć ;) Tłumaczenie jest dosłowne dla tych członków mojej rodzinki, którzy po prostu chcieliby wiedzieć o czym jest piosenka, a niekoniecznie mają ochotę zapoznawać się z literacką interpretacją tekstu :)

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Wspomnienie piąte

Wracam z nim na Grodzisk, do prababci Marysi. Bo album będzie tylko o dziadkach. Wspomnienie mocno uduchowione, bo babcia była głęboko wierzącym aniołem. I o tej właśnie duchowej sferze jej życia jest ten wpis.


Do tej pracy, tak jak przy poprzednich wpisach, użyłam głównie materiałów z odzysku, starych gazet, papierów i świętych obrazków. A cała idea to nasze wspólne wyzwanie - Miszelki i moje. Może ktoś ma ochotę dołączyć? Pamiątka na całe życie i duchowy posag dla przyszłych pokoleń - gwarantowane!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails