niedziela, 22 sierpnia 2010

Caprese nieśmiertelna

Pamiętam doskonale, kiedy pierwszy raz jadłam sałatkę caprese. A były to czasy straszne i mroczne, kiedy to kraj nadwiślański spowijał mrok nieznajomości mozzarelli. Doprawdy ciężki był to czas i nie wracajmy do niego ;) Tak więc jadłam ją po raz pierwszy we Francji. Aż się dziwię, że Francuzi ją tak bezwstydnie serwowali, znając ich gorące uczucia względem Włochów i wszystkiego co włoskie. A jednak ich niechęć do tego narodu okazuje się wybiórcza - gardzą wszystkim co włoskie, oprócz spaghetti, pizzy, wina, lazanii, caprese itd. Od razu przypomina mi się fragment Żywotu Briana:
- Dobra, ale oprócz urządzeń sanitarnych kanalizacji, medycyny, edukacji, wina, porządku, nawadniania, dróg, czystej wody i publicznych łaźni, co ci Rzymianie dla nas zrobili?
Hih :D
No dobra, do rzeczy. Po tonach pomidorów i sera mozzarella pokrojonego w śliczne porządne plasterki schludnie ułożone na talerzu, potrzebuję odmiany.  Ten  porządek na talerzu ma jednak luźny związek z moją naturą ;) A więc robię nam na weekendowe śniadanka takie oto wersje, które szczerze polecam:
* pierwsza wg Jamiego Olivera z mojej pięknej książki "Włoska wyprawa Jamiego" (Wiewiórko, strzał w 10! ;)


Składniki te same, co w oryginale, a więc pomidory dojrzałe, letnie, pachnące i z krzaka (innych w zasadzie nie uważam w tej sałatce, że się tak gwarą moją domową wyrażę...), do tego duża kula mozzarelli, świeża bazylia oraz nowość: cebulka dymka. Pomidory pokrojone w obojętnie jakie kawałki, mozzarella podarta lub niedbale pokrojona. Do tego wrzucamy listki bazylii. Część listków zostawiamy, ucieramy w moździerzu lub w misce z solą i pieprzem, dodajemy dobrej jakości oliwę oraz odrobinę octu ziołowego. Można też dodać pesto, jak nam się nie chce ucierać bazylii.
* A druga sałatka to już wariacja na temat caprese:


Kawałki mozzarelli wrzucam na rukolę, dodaję pomidorki koktajlowe oraz cebulkę dymkę. Całość polewam oliwą z oliwek oraz gęstym octem balsamicznym (np. Montosco - Salsa Balsamica con fragola, chociaż coraz trudniej go gdzieś znaleźć, a kiedyś był w Auchan... chlip). Do tego sól oraz świeżo zmielony pieprz. Pyyycha :)
Śpieszmy się jeść pomidory, tak szybko się kończą... W październiku przestajemy je kupować i zapominamy o nich do czerwca. Całkowicie zdaję się wówczas na pomidory z puszki oraz przeciery. Ale co się dzieje w czerwcu po wielu miesiącach tęsknoty... szaleństwo! ;)

4 komentarze:

  1. Mniam, mniam. Koooocham caprese :)Miło, że Jamie zadomowił się u Was na dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne sałatki! Fajny , nowy sposób na pomidorki i mozzarellę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. ja właśnie powoli się zabieram za robienie pomidorowych przetworów na okres jesienno-zimowo-wiosenny. Też bojkotuję pomidory bez smaku i bez zapachu :-)

    krasne

    OdpowiedzUsuń
  4. Krasne, ludzie dzielą się na tych co "tak kochają pomidory, że muszą je jeść nawet z importu w zimie" oraz na tych co "tak kochają pomidory, że nie tkną tych zimowych". My najwyraźniej zaliczamy się do kategorii nr2 ;)
    Dzięki za komentarze dziewczyny! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails