wtorek, 28 września 2010

Kuchnia o zachodzie słońca

Zawsze będę chciała mieć kuchnię od zachodu. Zachodzące słońce wpadało przez drzwi do kuchni mojej prababci, to samo słońce oświetla wnętrze kuchni u rodziców, takie światło mam i teraz. W przyszłym domu marzeń również kuchnia będzie oblewana zachodzącymi promieniami. Takie kuchnie kocham najbardziej.  Są romantyczne, klimatyczne, zachodzące słońce spowija je uspokajającym światłem. A tak wygląda moja w godzinach popołudniowych. A raczej wyglądała, bo od 2 tygodni słońce nie sięga już moim okien. Kolejny raz zobaczę to wiosną. A tak bardzo lubię ten widok...


A to lubię jeszcze bardziej. Skoczek i babcine wino, jedyne niewinne 15% ;) W sumie nikt tego nie sprawdzał, bo też zapał nam się szybko kończy do badań. Jeden kieliszek i wszyscy są w krainie wiecznego szczęścia!


Chwilę potem popołudnie się kończy i zbliża wieczór... 

Nawet wizja ciepłych wieczorów przy blasku lampy, z kocem i herbatą nie jest mi w stanie zrekompensować tych popołudniowo-wieczornych widoków. No ale przecież nie będę marudzić :)

środa, 22 września 2010

Lato...

... po raz ostatni. Uczyniwszy wszystko, co w mocy, aby dnia tego nie zmarnować, po słońcu połazić, kawę na balkonie wypić itp,  czas na kropkę nad i. Ostatni dzień lata zasługuje na jego wspomnienie. Tak więc kontynuując tradycję - krótką acz zacną - dokumentowania pór roku w mieście, zamieszczam ten oto wpis. Lato w moim pięknym Nowym Tomyślu. A ten pan co się w beżowej kurtce przechadza po deptaku, to mąż.



A to wszystko w ramach wyzwania mojego i Michelle (oby zwierzęta Twoje zdrowe były, a karma ich staniała o połowę i aby inspiracje twórcze nigdy nie opuściły głowy twojej i domostwa!). A także w ramach mojego niesłabnącego uczucia względem tuszy alkoholowych.  

Wiosna już była, lato było... czekamy na jesień. Ostatni dzień lata 2010 uważam za zakończony.

środa, 15 września 2010

Lato chowam do szafy

I nastrój mam jesienny, jak w wierszu Juliana Tuwima "Wiatr ją prosi"...

***
W dzień jest wietrznie, słonecznie i wrześniowo złociście,
Nocą wiatr ociemniały suche przewraca liście.
Wiatr śpiewak swe tęsknodie zawodzi triste, triste,
O, polonezy żalu - szelestne, posuwiste!
Czasem w szyby uderzy rozpaczliwym porywem,
Jęknie w ramie okiennej przypomnieniem tęskliwem:
"Rozsyp, rozsyp się liśćmi złocistemi po ziemi,
Ja tak proszę, tak płaczę pod oknami twojemi".
Jakieś dzikie pradzieje śpiewa, śpiewa, zamiera,
U szyb wisi, całuje, do pokoju się wdziera.
Potem płacząc opada, zrozpaczony, zmęczony,
Zawierusza się w nocy, bijąc korne pokłony... 
 
 
Zerwaną na wakacjach lawendę ususzyłam i schowałam do szafy, wisi obok letnich sukienek w ślicznych woreczkach od babci. Niech pachnie latem.
 

W domu wrzos i jesień, która przynosi dziwny niepokój. Ale cieszy mnie, bo jest piękna...


środa, 8 września 2010

Wchodzimy w wiek szkolny

Okres niemowlęcy już dawno za nami. Świnki morskie definitywnie przeistoczyły się w kocięta. Już nie są małymi  nieporadnymi futrzanymi kuleczkami, które człowiek  ma ochotę zadusić w przypływie miłości i zjeść z tych samych powodów ;) Właśnie wchodzimy w wiek szkolny, którego się trochę obawiam. W szkole Mamy Kotki większość zajęć poświęcona jest łapaniu, męczeniu, rozczłonkowywaniu i zjadaniu gryzoni... Co niestety pozwoli Mimi żyć w przeświadczeniu, że wszystko co jest małe i ma futerko trzeba złapać i zjeść. Nawet jeżeli Pani i Pan karmią to coś i to coś biega w karuzeli... Biedny Sherman. Ale jestem dobrej myśli, przekonam Mimi, że Sherman jest ciężkostrawny.

Oho, wywaliliśmy miskę, z której mieliśmy nie wyłazić...


Oh well!


Zdjęcia synusiów (i córci) autorstwa mojej kochanej kuzynki Marty.

wtorek, 7 września 2010

Nasze popołudnia na balkonie

UWAGA! Zaraz nastąpi seria bolesnych zdjęć z połowy sierpnia, kiedy to słońce świeciło i grzało, a każde popołudnie po pracy oznaczało obiad, a potem herbatę i piwko na balkonie... Muszę jednak wrzucić tego posta, żeby móc sobie szybko przypomnieć w listopadzie na co warto czekać. Poza tym cieszę się, że wykorzystałam każdy promień słońca tego lata, ani razu nie narzekałam na upał i ani razu się nie chowałam przed słońcem :)


Tak więc w połowie sierpnia uszyłam poszewki na poduszki, a potem wymalowałam moją balkonową wiklinę, gdyż po zimie na balkonie nie prezentowała się przesadnie ładnie.


Poduszki trafiły na swoje miejsce, obrus od babci również. Balkon zaczął przypominać miejsce, które widziałam w nim od samego początku. Nigdy nie mogłam zrozumieć po co człowiekowi mieszkanie bez balkonu. To jak dom bez ogródka.


A potem już tylko korzystaliśmy z dobrodziejstw balkonu, hojności zapachowej naszej róży i lawendy, wytworów lokalnych browarów i słońca...


Dzięki Szydełkowej Czarodziejce w słoikowych lampionach jestem zakochana od czasu mojego wieczoru panieńskiego. Zrobienie ich jest naprawdę proste, wystarczy ładny słoiczek, trochę koronki, sznurek i klej polimerowy - zachęcam!
No i na koniec chciałoby się powiedzieć... posta piszę na balkonie ogrzewana promieniami zachodzącego słońca (gdyż balkon nasz od zachodu). Ale niestety, leżę pod kocykiem w domu, popijam herbatę i chciałabym się zamienić w niedźwiedzia. Ale mam dowody na to, że było tak...

czwartek, 2 września 2010

Makaron szpinakowy z kurkami

Makaron zrobiłam natchniona ostatnim grzybobraniem. Własnoręcznie te kurki wydłubywałam z mchu :) To oznacza +10 do dobrego smaku i zadowolenia z obiadu. Przepis oparłam  na spaghetti carbonara.



Składniki dla 2 osób:
- ok. 4 garści kurek;
- pół puszki groszku;
- 1 cebula;
- kubek śmietany 12%
- 4 żółtka
- ok. 2 garście startego sera (u mnie był Ementaler)
- makaron szpinakowy (ale niekoniecznie);

Kurki podsmażyłam na maśle z cebulką i odrobiną oliwy. Po 5 min. smażenia dodałam również groszek i jeszcze kilka minut trzymałam na ogniu. W miseczce roztrzepałam 4 żółtka, dodałam kubek śmietany, sól, pieprz, odrobinę gałki muszkatołowej. Na samym końcu do kremowej masy dodałam starty na drobniutkich oczkach ser żółty. Ugotowany makaron odcedziłam i szybko wrzuciłam z powrotem do garnka stojącego na rozgrzanej płycie, wlałam sos. Makaron wymieszałam, aby dobrze połączył się z sosem. Kurki można wymieszać w garnku z makaronem lub położyć na makaron. Skoczek mówi, że dobre ;) A jeszcze 4 lata temu grzybów się brzydził!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails