... po raz ostatni. Uczyniwszy wszystko, co w mocy, aby dnia tego nie zmarnować, po słońcu połazić, kawę na balkonie wypić itp, czas na kropkę nad i. Ostatni dzień lata zasługuje na jego wspomnienie. Tak więc kontynuując tradycję - krótką acz zacną - dokumentowania pór roku w mieście, zamieszczam ten oto wpis. Lato w moim pięknym Nowym Tomyślu. A ten pan co się w beżowej kurtce przechadza po deptaku, to mąż.
A to wszystko w ramach wyzwania mojego i Michelle (oby zwierzęta Twoje zdrowe były, a karma ich staniała o połowę i aby inspiracje twórcze nigdy nie opuściły głowy twojej i domostwa!). A także w ramach mojego niesłabnącego uczucia względem tuszy alkoholowych.
Wiosna już była, lato było... czekamy na jesień. Ostatni dzień lata 2010 uważam za zakończony.








Jest przepiękny!!! Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę na żywo! Krótko mówiąc - zostałaś alkoholiczką :D
OdpowiedzUsuń