sobota, 16 października 2010

Miś dla małego królika

Olusiowi z okazji Chrzcin :)


Do końca nie byłam pewna, czy kolory przeze mnie wybrane stworzą harmonijne cieniowanie i nie są zbyt kontrastowe. W oryginale miś był bardziej w kolorach miodowych. Ale ostatecznie uznałam, że cała rodzinka gustuje w brązach, więc jestem zadowolona :) Nic tak nie relaksuje jak haft krzyżykowy! A wzór z mojego ulubionego magazynu "The world of cross stitching".

niedziela, 10 października 2010

Introducing: koty!

Hmmm, co by tu mądrego napisać... może po prostu: mamy koty. Nie jednego, dwa. Nie wiem do końca jak to się stało, miał być jeden. Ale jakoś tak od miauknięcia do miauknięcia - wyszły nam dwa. Jak w "12 pracach Asterixa" : Nie należy rozdzielać rodziny


No więc mapety szaleją. Jest Mimi, tutaj śpiąca na moim ramieniu:


I jest (uwaga, bo wybór imienia zajął tydzień) Rudy, który właśnie wskoczył mi na klawiaturę. Oto wiadomość od niego: "C3FFFFFFFFFFFFFFGW".

Większość czasu zajmuje im zabawa "Zaczaję się w koszyku, a potem wskoczę z zaskoczenia na siostrę i odgryzę jej ucho",  więc napawajmy się tymi pięknymi chwilami ;)


Co pozytywne, futrzaki potrafią wyjątkowo głośno mruczeć, uwielbiają zasypiać na naszych kolanach, a po przebudzeniu  zbiera im się na czułości, które polegają na lizaniu nas po twarzy, mruczeniu do ucha i ugniataniu podłoża. Czekają na nas zawsze przy drzwiach, a przywitanie odbywa się rytualnie i składa się z  głaskania, pogaduszek na temat "Jak można w takim tempie zapełniać kuwetę?" oraz drapania po małych łebkach. Potem możemy przejść do zwykłych czynności dnia codziennego.


Oficjalnie zaczęłam wierzyć w historię "To nie ja licytowałem, to mój kot!" ;) Bez odbioru, uciekam, bo pisanie na klawiaturze trzymając laptopa na kolanach to ogromne wyzwanie w trakcie Catmageddonu!

wtorek, 5 października 2010

Pożegnanie z niunią

Nasz pierwszy wspólny samochód, nasza podpora, nasze wspólnie uciułane pieniądze... kupiony częściowo za pożyczkę od taty. Nasza niunia :) Nasze przeprowadzki, walizki, meble, karnisze, farby i całe urządzanie mieszkania... Karola nauka jazdy i parkowania na os. Batorego w Nowym Tomyślu. Nasze wycieczki na wybrzeże, cotygodniowe zakupy, codzienne żmudne dojazdy do pracy. Awaria pompy wodnej, awaria pompy sprzęgła - nie zastały nas w lesie. Samochodzik dokulał się za każdym razem do mechanika i padał na jego parkingu. Spadek po niemieckich emerytach, nasza duma jako właścicieli klasycznego samochodu. Nasze codzienne zmaganie się z życiem, wiosną, latem, jesienią, koszmarną zimą... zawsze z niunią. W końcu nasze ostatnie wakacje - setki kilometrów zrobione na Warmii z przyjaciółmi w środku. 


Żal serce ściska, kiedy myślę, że oddajemy ją komuś innemu... Skończyła się nasza wspólna podróż, już nie siądziemy więcej za jej kółkiem. To tylko samochód. Niby tylko samochód, a rozstanie naprawdę nie jest łatwe. A może to nie tylko samochód, tylko część naszego życia i ostatnich 4 wspólnych lat.  Robię się sentymentalna i aż dusi mnie w gardle kiedy to piszę (to straszna głupota!). Ale podróż naszą musimy kontynuować już innym samochodem. Też kiedyś będzie mi żal go sprzedać. Chciałabym napisać wujkowi, żeby dbał o naszą niunię, ale przecież wiem, że tak jak my dbaliśmy, to już nikt nie będzie.


Na pamiątkę zrobiliśmy tę sesję i zawsze będziemy dumni z naszego klasycznego czerwonego Audi 80, rocznik 1991.

Na ostatnich zdjęciach oczywiście pani Fotograf :)

niedziela, 3 października 2010

Wspomnienie siódme, powołanie do zawodu i różne z tego korzyści...

Wspomnienie, które rozwiązuje tajemnicę mojego niezdrowego pociągu do stempli. A było to tak, że dawno temu, kiedy jeszcze byłam za mała, aby dostać klucz do mieszkania na wstążeczce (zresztą nigdy go nie miałam), to po szkole chodziłam do babci. A babcia była pielęgniarką oddziałową na dziecięcym. To wiązało się z wieloma atrakcjami: ważeniem, mierzeniem, bezkarnym pisaniem po tablicy w "klasie", inhalacją ziołową na zdrowe płucka... itp. Ale najciekawsze były:  szafka wypchana Visolvitem oraz szuflada wypełniona pieczątkami. Dostawałam kartkę papieru i oddawałam się pasjonującej czynności odbijania! I tak mi zostało  do dzisiaj :)


Dobór materiałów do pracy był bardzo prosty - nie ma nic bardziej naturalnego i oczywistego w tej sytuacji niż gaza. A papier był z odzysku.
Wspomnienie Michelle na pewno pojawi się na jej blogu, bo to nasza wspólna zabawa. Miłych wspomnień...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails