niedziela, 3 października 2010

Wspomnienie siódme, powołanie do zawodu i różne z tego korzyści...

Wspomnienie, które rozwiązuje tajemnicę mojego niezdrowego pociągu do stempli. A było to tak, że dawno temu, kiedy jeszcze byłam za mała, aby dostać klucz do mieszkania na wstążeczce (zresztą nigdy go nie miałam), to po szkole chodziłam do babci. A babcia była pielęgniarką oddziałową na dziecięcym. To wiązało się z wieloma atrakcjami: ważeniem, mierzeniem, bezkarnym pisaniem po tablicy w "klasie", inhalacją ziołową na zdrowe płucka... itp. Ale najciekawsze były:  szafka wypchana Visolvitem oraz szuflada wypełniona pieczątkami. Dostawałam kartkę papieru i oddawałam się pasjonującej czynności odbijania! I tak mi zostało  do dzisiaj :)


Dobór materiałów do pracy był bardzo prosty - nie ma nic bardziej naturalnego i oczywistego w tej sytuacji niż gaza. A papier był z odzysku.
Wspomnienie Michelle na pewno pojawi się na jej blogu, bo to nasza wspólna zabawa. Miłych wspomnień...

1 komentarz:

  1. Szafka wypchana Visolvitem wzbudziła moją zazdrość :P

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails