niedziela, 21 listopada 2010

Wspomnienie jagodowe

A było to tak... żeby nie bać się trzasku gałęzi, żeby nie słyszeć szeptów w paprociach, żeby nie widzieć Skradającego się za każdym drzewem, babcie moje znalazły sobie towarzysza wycieczek po lesie. Babcia Zdzisia zabierała 4-letnią Akację na grzyby, a babcia Stasia zabierała 6-letnią Akację na jagody. Moje zadanie nie było ambitne - miałam być i być dzieckiem. Dzięki temu nic złego nie czaiło się w głuszy. Nic tak nie odstrasza skrytobójców i dzikich zwierząt, jak siedząca w jagodzinach i podśpiewująca dziewczynka w wieku przedszkolnym. Wypady uznaję jednak za cenne, bo dodatkowo dostawałam lekcję orientacji w terenie. Babcia Stasia robiła bowiem taki numer, że okręcała mnie kilka razy dookoła własnej osi, nakazując uprzednio zamknięcie oczu. Kiedy przestawałam się kręcić, pytała "Którędy do domu?". Jam to, nie chwaląc się, wiedziała ;) A dzisiaj, no cóż, najchętniej w lesie bym zamieszkała. No i co mi zrobiłyście, kochane babcie? Jak ja mam teraz żyć w (niechaj słowo to będzie przeklęte) dużym mieście?! Ja chcę mieszkać tam, gdzie do lasu są dwa kroki. I będę, przyrzekam to sobie i Niebiańskiemu. 

Do wspomnienia się naprawdę przyłożyłam. Krzaczki czarnej borówki zebraliśmy z Niebiańskim na spacerze po Glińskich Górach. Co prawda mąż poczynił pewien zamach na ich suszenie. Bo zawsze do łóżka musi wziąć tę książkę, w której ja suszę roślinki. To jakiś radar na suszki, czy co? No i potem zbieram z prześcieradła Bardzo-Ważne (Nie,Nie możesz wyrzucić przez balkon!)-Piękne-(Tak, Piękne!Nie znasz się ) roślinki!!!. No dobra, w sumie nie ja zbierałam z prześcieradła, tylko ten który je wysypał. A miesiąc później odwieczne pytanie "Do której książki wsadziłeś jagodziny?" Ta męka na twarzy... nie do odtworzenia za pomocą klawiatury :D


A co do wspomnienia, to wybacz Michelle opóźnienie (na Twój wpis warto było poczekać). Ale czuję się rozgrzeszona w sumie, ponieważ obie w listopadzie luźno podeszłyśmy do naszych terminów. No i na koniec muszę jeszcze napisać, że bardzo mnie uszczęśliwił ten wpis, bo po pierwsze czuję, że udało mi się w tej pracy osiągnąć atmosferę, która spowija to wspomnienie. A po drugie kocham to zdjęcie babci, bo na jego podstawie młodzi studenci medycyny mogliby się uczyć przedmiotu o nazwie genetyka. Gdyby babci zakryć włosy i sukienkę, to na zdjęciu pojawia się kto? Zagadka najwyższego stopnia trudności, szczególnie dla wszystkich, którzy znają moich rodziców ;)

5 komentarzy:

  1. Cudny albumik! Strasznie podobają mi się te gałązki przyklejone "skrawkiem" taśmy ♥
    Określenie które nasuwa mi się na usta to:uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nom z duszą..można by kropelką kleju przykleić, to taśma nie potrzebna wtedy i niewidoczna ;)..ciągnie wilka do lasu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc roślinki są przyklejone klejem. A tasiemki dodałam celowo dla hmm... przaśności ;)
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarze! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale właśnie ta taśma to jest TO. Bez niej nie byłoby to samo :) więc po co ją zakrywać :)

    Cieszę się że natchnęłam tekturą! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna strona w pięknym albumie! Aż ręce świerzbią, żeby własnoręcznie pomacać!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails