Świąteczny klimat zawdzięczamy literce M jak Manualne Możliwości Mamusi. To ona tak pięknie udekorowała stół, że wszystkim zachciało się jeść. Wigilia przebiegła w uroczym klimacie. Jednak trwała za krótko, minęła za szybko i zdecydowanie za dużo w ten wieczór przytrafiło się dyżurów w służbie narodu (ale czy naród to docenił?). W przyszłym roku dłużej poproszę :)
Ponieważ zwierzęta odgrywają bardzo ważną rolę w czasie Bożego Narodzenia, nasze zwierzę świętowało razem z nami. Niestety mysz nasza postanowiła i tym razem nie przemówić ludzkim głosem. A szkoda, bo planowałam poważną rozmowę na temat nocnego korzystania z karuzeli. Mimo tych drobnych niedogodności, jakie nam funduje, na wymarzony prezent zasłużyła. Oto prezent w powiększeniu (a tak na marginesie -cóż za ciekawy przyrząd znalazłam w trakcie robienia porządków).
A tu Sherman na tropie...
Bingo! Jest mój, cały mój, piękny orzeszek!
Wąsiki z bliska.
Muszę również koniecznie wspomnieć o Niej. Poznała nas ze sobą latem Malowana Fakturka. Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Zupełnie nie zauważyłam jak duże wrażanie wywarła Ona na Skoczku. Byłam tak zaabsorbowana podziwianiem jej zgrabnej sylwetki, cudownie harmonijnych kształtów i całej wręcz uroczej aparycji, że nie zauważyłam, iż Skoczek również jest pod jej urokiem. Kto by pomyślał, że tak jak ja rozważał możliwość wspólnego mieszkania, wspólnego życia z Nią. A potem okazało się, że cechuje ją nie tylko miła dla oka i urzekająca phisis, ale że jej umiejętności są naprawdę imponujące biorąc pod uwagę skromne gabaryty. I tak oto kilka miesięcy później znalazłam ją pod choinką. Oto Ona, Lidia:
Mam tylko taki mały problem. Od Gwiazdki nasz domowy krawiecki monopolista jest na permanentnym fochu. Dzisiaj spakował swój tobołek i oświadczył, że się wyprowadza. Nie będzie dzielił przestrzeni życiowej oraz uczuć właścicielki z jakąś nową przybłędą. No panie Bosh, po tej akcji chyba nie spodziewał się pan, że moje uczucia będą trwały wiecznie...
Moje uczucia krawieckie ulokowałam tym razem w kimś dużo bardziej godnym zaufania. Lidia i ja rozpoczynamy przygodę od uszycia wspólnie nowych firan, a potem to już kto wie, co będzie jak się rozkręcimy. Mimo pewnych podstaw, które posiadam, to jednak skromna ze mnie dziewczyna, więc na jakiś kurs krawiecki na pewno się zapiszę. Chociaż muszę przyznać, że wierzę w moje powołanie do szycia, bo z igłą jestem zaprzyjaźniona od najmłodszych lat (w odróżnienia od szydełka), a i Babunia była samoukiem. Więc na pewno wspólnie damy radę, co może potwierdzić moja pierwsza maszyna do szycia ubranek dla lalek ś.p. Gabriela (wiedziałam, że nie należało zdradzać maszyn o kobiecych imionach!). Niechaj me igły się nie łamią, a materiał się nie pruje. Do boju ;)
ps. Oddam w dobre ręce (chociaż w sumie ręce umiarkowanie dobre będą też dobre, a w zasadzie w każde ręce oddam) wspaniały twór maszynopodobny. Posiada niesamowite kompaktowe kształty, zmieści się nawet do walizki, jeżeli nie będziesz potrafiła się z nim rozstać i postanowisz wziąć go na wakacje! Pozbawiony jest tych wszystkich komplikujących życie bajerów typu "ścieg zygzakowy". Ktoś w końcu pomyślał, o tym, że są ludzie, którzy porostu chcą szyć prosto, a nie wydziwiać. No właśnie... szycie. Ta maszyna ma swoją własną osobowość, nie jest jedną z tych maszyn bez charakteru i osobowości, które szyją jak im każesz. Twój nowy Bosh czasami może nie mieć ochoty na szycie. Dlatego też gwarancji rozruchowej nie udzielam. Udzielam za to błogosławieństwa osobie o anielskiej cierpliwości lub wrażliwej na krzywdę odrzuconych maszyn duszy, która będzie chciała ją przygarnąć. Oferty przyjmuję w każdej formie. Wysyłam na swój własny koszt. Jedyne co mogę o niej powiedzieć pozytywnego: dziaa ( że tak sobie pozwolę zaciągnąć). A jak działa, to już jest zupełnie inna historia ;)




















