środa, 23 lutego 2011

Ala ma kota

No więc historia jest prosta: Aga ma kota, kot ma na imię Eddie i cechuje go dobre wychowanie, duże uszy oraz piękne białe podkolanówki. Po Adze (czyli Słonecznikowej Fantazji) i jej mężu jesteśmy z moją kuzynką najbliżej spokrewnione z Edem. Mianowicie Marta go oswajała, a Ola karmiła w pierwszych dniach po odseparowaniu od mamy. Aha, no i nie możemy zapomnieć o zasługach Skoczka, który zapoznał Eda z zaletami korzystania z kociej toalety. Mój biedny szczurek, zawsze od czarnej roboty :D


A ponieważ Aga kocha Eddiego, to postanowiłam jej umilić codzienną rozłąkę i zmajstrować dla niej urodzinową podusię pod nadgarstek (sama używałam takiej w pracy, moja jest jakby z małego słonika ;] ). Co prawda poduszka została zinterpretowana jako "podusia dla kotka", ale może jeszcze jest szansa, że zostanie wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem opisanym na etykiecie ;) Wypchałam ją wkładem z własnej poduszki, bo zabrakło mi już pomysłów co by tam można było wepchnąć do środka (ale Aga, nie miej wyrzutów sumienia, za wysoką poduszkę kupiłam, kark mnie bolał, więc to będzie z korzyścią dla wszystkich).


Agu, sto lat z okazji urodzinek! Aby kot twój nie zorientował się, że struktura kredensu przypomina strukturę drzew z ogrodu, w którym spędzał dzieciństwo i aby kolejne urodziny miały miejsce za 3 lata ;) 

wtorek, 22 lutego 2011

Witamy nową mężatkę :)

Chciałoby się lamentować niczym pani Solska w Koglu - Moglu: "ŁOJ... córciu, córciu już ty długo panienką  nie będziesz, już Ci za mąż iść trzeba!!!". I szloch :D
Ale prawda jest taka, że płakać nie będziemy, bo się cieszymy i witamy w gronie szczęśliwych żon moją przyjaciółkę od lat... piętnastu (Jurek, dobrze liczę, bo aż się wierzyć nie chce!). A ponieważ znamy się już tyle lat i tyle razem przeżyłyśmy, to zaryzykuję stwierdzenie, że dobrze wiem, co było mojej Księżycowej Rysowniczce do szczęścia potrzebne i znam imię tego szczęścia. Tak więc układanka się ułożyła i słodko mi na sercu kiedy pomyślę o tej wielkiej radości i szczęściu osoby, która w blasku słońca składa przysięgę, w którą szczerze wierzy... Parafrazując Kazimierza Przerwę - Tetmajera: A kiedy będziesz jego żoną, umiłowaną, poślubioną, wówczas się ogród wam otworzy, ogród świetlisty pełen zorzy...

Jak widać na poniższym zdjęciu ostatni weekend w stanie wolnym napawał pannę młodą wielką radością:


W całym tym kobiecym gronie znalazło się również miejsce dla pierwiastka męskiego ;)

Zdjęcia z offu, a więc co się działo po powrocie z sesji do domu, zostawiamy dla siebie na wieczną i niekoniecznie jawną pamiątkę (chociaż jak bardzo można szaleć w 5 miesiącu ciąży, to każdy sobie wyobraża. No ale cóż, panna młoda takich ograniczeń nie miała ;) Junior! Lista wyrzeczeń ciążowych się wydłuża! Nie wiem jak się zrewanżujesz, ale przypilnujemy, żebyś to zrobił).

Kochana, ja osobiście życzę Ci miłości tak wielkiej jak w dniu ślubu :)

czwartek, 17 lutego 2011

Ubranko dla Kindla

Nowa zabawka Skoczka była zdecydowanie niekompletna. Co prawda używana jest głównie w łóżku i po nocach, ale z całą pewnością przyjdzie czas, że będzie również transportowana. Z tego właśnie powodu potrzebowała dobrego etui. Lidzia się spisała i mimo kilku tygodniu zastoju nie zapomniałyśmy obie jak się szyje. Bilans końcowy wygląda następująco: jedna złamana igła, 5 herbat, 2 kawy, jeden przypadkowo rozmontowany a następnie cudem złożony bębenek i jedno ubranko dla Kindla - voila!

Miś jest zamszowy, tło sztruksowe, a wnętrze wymoszczone szarym filcem. Oczywiście jest też podszewka i pseudo-skórzany (nie, lepiej brzmi eko-skóra,zdecydowanie lepiej... zapamiętać) pasek do zapinania. W sam raz na Walentynki, których konsekwentnie nie spędzamy w restauracji. Chociaż może to błąd, bo akurat w ten dzień jest jakaś szansa, że dostanie się coś świeżego. Obdarowanie mnie przez telewizję N programem "Kuchenne koszmary" z Gordonem Ramsayem nie zrobiło mi dobrze ;) Kto oglądał, wie o co chodzi.


A to mój warsztat. Zgrabny miś to połowa sukcesu. Odkąd okazało się, że w moim wnętrzu bryka mały królewicz a nie królewna, całkowicie przestawiłam się z wróżek na zwierzaki. I dobrze mi to robi na psychikę, bo ogrom różu jakim zalewane są dziewczynki jest ponad moje siły ;)

I na koniec dobra wiadomość dla wszystkich ludzi pracy - jest piątek!

czwartek, 10 lutego 2011

Zmiana tła

Wymuszona niestety. Uwielbiałam tło mojego bloga, ale serwis, który go udostępniał postanowił nie włączać go do oferty na nowym serwerze :( Dzisiaj zaczynam szukać czegoś nowego. Buhu...
Na pocieszenie mój mini bonzai storczyk zaczął kwitnąć po raz drugi. Byłam pewna, że ten maluch to tylko marketingowa ściema i po zgubieniu pierwszych kwiatów już nigdy nie zakwitnie. Myliłam się, jest obłędnie piękny.


Stoi koło storczyka rozmiarów naturalnych i to pierwszego (i jedynego) jakiego kupiłam. Zlitowałam się nad nim, bo prezentował jeno smętny kikut w dziale "wyprzedaż". Dzisiaj ugina się od kwiatów. Może jednak nie jestem aż tak beznadziejnym hodowcą. Albo orchidee są tak mało wymagające ;)


A to na pamiątkę:


wtorek, 8 lutego 2011

Kingsajz dla każdego!

To nie tak, że nic nie robię. Prawie nic nie robię ;) Poza spacerami, odpoczywaniem, gotowaniem i ogólnie pojętym dbaniem o siebie i Indianę. Kiedy tylko mam do dyspozycji  więcej wolnego niż zmęczone wieczory,  moja wyobraźnia robótkowa rusza pełną parą. Nareszcie czuję, że mi się CHCE. Właśnie przechodzimy z Mamusią Akacji drutofazę, więc wielkie porządkowanie szafy będzie musiało poczekać w kolejce (kolejka jest długa, i co chwilę na przód wpychają się jakieś złośliwe kolejkowe wyjadaczki typu manicure, scrapbooking, szycie...) Są ważniejsze sprawy, na przykład sweterki w misie.


Skoczek twierdzi, że mam niewielkie pojęcie o rozmiarach noworodka. No chyba, że to ma być sweterk na teraz - to w sam raz na półkilowego malucha! ;) Ponadto stwierdził, że po sweterku, a szczególnie łatach na łokciach, można bez wątpliwości stwierdzić, że miś wykładał na Politechnice. Ten styl podobno wciąż tam obowiązuje. Ja tam nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem i do tego humanistka ;)

A tak na serio to sweterek dla pierwszego misia, którego robię dla mojego Indiego. Powinnam zacząć od zrobienia misia, a nie jego ubranka. No ale cóż, jak wspominałam - drutofaza. Potrafimy zrobić z mamą niezły hałas, kiedy siedzimy obok siebie z drutami. Tylko piłki ręcznej nie udało nam się jeszcze zagłuszyć regularnym stukaniem ;)


Dla zainteresowanych sztrykowaniem polecam ten sklep: e-dziewiarka.pl w którym kupiłam tę cudownie miękką dziecięcą włóczkę marki Debbie Bliss. Tak naprawdę z tej włóczki powstanie sweterek dla Indiany. Ale chciałam żeby miał misia ubranego tak samo jak on.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails