środa, 20 kwietnia 2011

Życzenia już na zaś (Wielkanoc 2011)

... gdyż udaję się na cudowne wakacje u rodziców, gdzie będę oddawała siebie i dziecko słońcu oraz spędzała sielankowy czas w miłym towarzystwie. Sama sobie zazdroszczę :) Info dla Oli czytającej to za kilka lat: tak właśnie miałaś dobrze, i do tego byłaś młodsza! I dobrze Ci tak, bo to nieprzyzwoite było - mieć tyle przyjemności z życia. Nie rycz i nie rób scen :D

Do rzeczy. Całuję wszystkich przyjaciół, pozdrawiam znajomych i nieznajomych i uciekam od komputera na trochę. A niżej wynik mojej fascynacji sztucznym mchem. Robienie z niego kompozycji kwiatowych to moje ostatnie hobby.  A więc przesyłamy świąteczne życzenia: ja i moje ostatnie w tym roku szafirki!


Over and out! :)
ps. Errata do poprzedniego postu, gdyż zostałam bardzo poważnie upomniana przez Skoczka. Błąd był straszny, hańba ci  Maurice!... Maverick kochanie, pisze się Maverick!

wtorek, 19 kwietnia 2011

Pokoik Indiego - ostatnie starcie!

I co, już nic nie zostało do urządzenia w mieszkaniu? Zaczynam planować dom :)
A radosna informacja jest taka, że skończyliśmy przygotowywanie dziecięcego pokoju. Jeszcze na pewno pomalujemy kredens i na pewno pojawią się nowe ramki ze zdjęciami oraz kilka (to ważne, bo mogłoby być 'wiele') strasznie-ważnych-i-niezbędnych-bo-inaczej-dziecka-nie-oporządzisz-no-trudno-że-drogich-sprzętów. Ale tak naprawdę - pokoik jest gotowy i czeka na swojego mieszkańca (Nie, drogie dziecko, to nie jest zachęta do przedwczesnego opuszczenia hotelu! Siedź tam i nie kombinuj, jak mówią mężowie zaprzyjaźnionych świeżo upieczonych mam - GRUNT TO PUNKTUALNOŚĆ!). 
W ostatniej fazie urządzania pokoju zostały do zrobienia same przyjemności, a więc skręcanie mebli i jeżdżenie z nimi po pokoju w celu wpasowania. Nie lubię kompletów mebli, nigdy nie lubiłam. Podobają mi się mebelki różne, wyszukane, upatrzone. Takim sposobem pojawiło się łóżeczko. Wypatrzyliśmy je w nowotomyskim sklepie i była to miłość od pierwszego wejrzenia - spojrzeliśmy na nie ze Skoczkiem i było wiadomo - to jest to! Komentarz Skoczka do instrukcji montażu, którą studiował prawie tak wnikliwie jak swoją pracę mgr mając przy tym następujący wyraz twarzy :
No cóż, Ikea to to nie jest... Składam na czuja, może wyjdzie. Potrzebne jest jedynie 3 pary rąk do jego złożenia.  


Do dyspozycji mieliśmy dwie pary (No ja mam jeszcze w zapasie jedną parkę rąk, ale Indi olał składanie swojego łóżeczka, spał jak suseł i odmówił współpracy).


Następnie czas przyszedł na komódkę z przewijakiem. Długo się broniłam przed meblem przeznaczonym do przewijania małego. Chyba wciąż wypieram, że będę musiała to robić 8 razy dziennie. Przekonało mnie kilka ważnych czynników: mąż, który oświadczył, że nie wychodzi bez tego mebla z Ikei; fakt że blat do przewijania jest odkręcany i jak już nauczymy Indiego korzystania z nocnika w 6 mscu życia, to blat się odkręci i będzie komódka na książki i zabawki oraz to, że nie nie byłam przekonana do żadnego innego pomysłu na przewijanie bobasa. Więc tradycyjnie, jak trwoga to do Ikei ;) W tym, że decyzja była dobra utwierdziła mnie moja główna konsultantka ds. wychowywania dzieci (nie miała wyjścia, musiała odpowiadać na moje namolne pytania od początku ciąży, bo mam przyjemność siedzieć zaraz obok niej w pracy) - Gosia. Mianowicie  uświadomiła mi, że przy naszym wzroście przewijanie dziecka na komodzie, kanapie, łóżku, podłodze, fotelu w samochodzie, kasie w markecie, biurku szefowej... i tak dalej ;] nie wchodzi w grę. Skończyć się to może jedynie ciężkim urazem kręgosłupa i w konsekwencji nas też ktoś będzie musiał przewijać. A więc tak, jestem pogodzona, dziecko trzeba przewijać i radosna wiadomość - mamy na czym dokonywać tej godnej czynności. Tym razem obyło się bez niespodzianek i gdyby Skoczek był tym pamperkiem z instrukcji, to zadzwoniłby do Ikei z informacją:  

 
Bądźcie błogosławieni!

Największym problemem było wniesienie kartonu, potem już było z górki. Ja dźwigać podobno nie mogę (chociaż czasami udaję, że o tym zapomniałam, bo koszyk w markecie zawsze jakiś taki pełny), więc Skoczek musiał dać radę samodzielnie. W nagrodę dostał wyłączność na skręcanie mebla ;P


Ja w tym czasie szyłam moskitierę na łóżeczko, uzupełniałam ramki na zdjęcia, zmieniałam firany i zasłony w całym domu... total makeover. Nie ma nic fajniejszego niż wieczoem położyć się na kanapie podziwiając efekty własnej pracy. Pokoik (a przy okazji całe mieszkanie na wiosnę) jest już w dużej mierze gotowy.

Królik też już czeka:

I kapciuszki od cioci Justyny:

Krzesło od Babuni do biurka rodziców (ten bastion "normalnego" życia został zachowany i nie zostanie nam odebrany!) i krzesełko dla Indiego:


Zestaw zupełnie nie z jednego zestawu, a więc łóżeczko i diabelski przybornik do mycia i czyszczenia dziecięcej...  a co się będę wdawać w szczegóły i straszyć wszystkie przyszłe mamy ;)


No i jeszcze pewna kwestia... chyba trzeba będzie przemianować Indianę na Maverica. Obawiam się, że ojciec mojego dziecka zaczął osuwać się w otchłań obłędu. A myślałam, że to ja mam szajbę na punkcie ślicznych dziecięcych ciuszków. Ale kiedy usłyszałam tajemną rozmowę taty z brzuchem o treści: "Nie bój się, tata nie pozwoli zrobić z ciebie małego Oliviera Twista, nie...". A potem zobaczyłam to:

 (szczególną uwagę proszę zwrócić na napęd czołgu...)

... i ważny detal:
... żeby nie było wątpliwości, naszywka głosi MINI MILITARY MAN JUNIOR RECRUT

Uczcijmy to minutą ciszy ;)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Naszyjniki, koraliki

W tym momencie aby oderwać mnie od tematów związanych z powiększaniem rodziny, coś musi mnie bardzo zainspirować. Do ostatnich wyczynów koralikowych zainspirowały mnie kosmiczne ceny naszyjników w jednym ze sklepów sieciowych. Bardzo chciałam sobie zrobić prezent w postaci takiego naszyjnika, a wyszłam ze sklepu oburzona. Ogólnie sklepy sieciowe mnie ostatnio oburzają ;) Pół roku temu kupiłabym ten naszyjnik i się głębiej nad tym nie zastanawiała, ale jak się nagle ma na liście zakupów wózek i milion sztuk dziecięcego osprzętu, to 49 zł na naszyjnik staje się oburzające ;) Oczywiście podobno nasze mamy dawały radę bez tych wszystkich niemowlęcych gadżetów i żyły. Ale co to było za życie... ? Więc sobie zrobiłam sama naszyjnik, dzięki czemu przewijak jakoś się utrzymał na liście zakupów. Wskazówki dla tych, które również będą wolały zrobić same niż kupić: łańcuszek był z Empiku, a wszystkie koraliki oraz małe łańcuszki z Allegro.

Powyższy naszyjnik został doceniony przez profesjonalną komisję nadzorczą ds. błyszczącego się sprzętu dyndającego - Olka, lat 1 :) Mężczyzna, a zna się na biżuterii!
A niżej komplet, który zrobiłam w prezencie dla przyszłej bratowej. Tutaj również nie nie szalałam z kolorami, ponieważ chciałam aby pasował do wszystkiego. Wszystkie składniki na ten komplet kupione zostały na Allegro. Polecam na przykład tego Sprzedającego.


Jak już ten komplet zrobiłam, to resztką sił woli udało mi się go oddać ;) Justynka, mam nadzieję, że będzie si służył. 
Przybywa materiałów do albumu ciążowego... naprawdę mi się nie chce za to ponownie zabierać. Mam ochotę na wszystko oprócz scrapbookingu. Póki co zabiorę się za balkon!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails