piątek, 6 maja 2011

6 maja, czyli...

...równy miesiąc do dnia, w którym nasze życie wywróci się do góry nogami i zmieni na zawsze. Ja bym najchętniej w tym momencie zatrzymała zegar, a Skoczek chętnie by go przyśpieszył. Spotkamy się gdzieś po środku, na sali z ogromnym oknem i łóżkiem z różnymi guziczkami, których mam nadzieję mąż mój nie będzie przyciskał w nerwach. Bo nie chcę urodzić wystrzelona przez okno, na szpitalnym parkingu ;) Jeżeli Czekoladowa Prawniczka postanowi wydać na świat córkę w tę samą noc, to ja zamawiam wannę! 

Chwilo trwaj, jesteś piękna...

Cioci Kasi dziękujemy po stokroć za przecudowną sesję zdjęciową, której tylko drobną namiastką są te fotografie. Reszta zdjęć dla wybrańców :)

 

Tę ilość szczęścia emanującego z dwóch bardzo pokaźnych już brzuszków naprawdę niesamowicie było uchwycić na zdjęciach. Kto by pomyślał, że po wspólnej sesji ślubnej będziemy robić wspólną sesję ciążową!  To się nie śniło nawet filozofom. A jednak życie pisze najlepsze scenariusze :)

5 komentarzy:

  1. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce6 maja 2011 11:48

    Olek, przepiękne zdjęcia. Świetna pamiątka dla Was i Indiany :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno się tak nie naśmiałam. Oby więcej takich chwil:)

    OdpowiedzUsuń
  3. się wzruszyłam się.... ehhh ;) cudownie

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails