poniedziałek, 11 lipca 2011

Otulacz

Z serii: gadżety dla bobasa, dziś otulacz. Kiedy już wchodzimy w fazę: 

Jeeeezzzuuu, już sam nie pamiętam dlaczego ryczę, bo ryczę już tak długo, a wy wciąż zaglądacie mi w gacie, albo pokazujecie piersi tej pani od mleka, że ja już z tego wszystkiego zapomniałem o co mi chodziło!!!!! 

mamy pewien sposób na uratowanie sytuacji. Otulacz właśnie :) Bo w tej dramatycznej fazie charakterystyczne jest wierzganie rączkami i nóżkami, których bobas nie identyfikuje jako swoje. Więc trzeba go "pozbawić" rąk imitując przytulne warunki mojego uroczego wnętrza. Sprawdzało się to lepiej jakiś tydzień temu, kiedy uwolnienie rączek było wielkim wysiłkiem. Dziś to żaden problem ;)


Moja ocena póki co: 5/10. Sytuację uratowaliśmy tym sposobem chyba 3 razy.

I na koniec ogólna refleksja: nawet nie mam zamiaru silić się na udowadnianie sobie i światu, że jestem w stanie zająć się czymkolwiek innym, jakimkolwiek innym twórczym zajęciem, niż prowadzenie naszego chowańca. Nie ma co ściemniać, dziecko zajmuje 100% czasu i jeszcze długo na blogu nie pojawi się nic ze starych tematów. Chociaż może się zaskoczę, kto wie, może w momencie kiedy młode zaśnie na błogie 3 godziny postanowię wyciągnąć karton scrapowy. I zasnę z nosem w kleju i stemplem odciśniętym na czole ;) Ale komputer włączyłam, to jest coś!

3 komentarze:

  1. na tym zdjęciu widzę Karola :) tzn podobieństwo ;D ale usta ma twoje bez dwóch zdań :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Martucha...Na żywo to jest Mała Ola :)
    Jeeezu, jak On nam szybko rośnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej to on jest podobny do Leny - mały, zaspany, bezzębny, miłośnik pozycji embrionalnej ;) No poza tym że jest łysy, a panna Lena ma całkiem bujną fryzurę ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails