wtorek, 30 sierpnia 2011

Krótki film o...

Cały drugi miesiąc życia Kajetan trenował wzrok i umiejętności społeczne. Na pamiątkę tych przełomowych wydarzeń krótki film:


Zdolności społeczne Kaja rozwijają się w szybkim tempie, podczas gdy moje umiejętności komunikacyjne dotknął pewien regres. Mam nadzieję, że to chwilowe ;)

środa, 24 sierpnia 2011

Baby scout Cute Troops!

No więc dzisiaj na śniadanie i poranną kawkę wpadła do mnie Sarah Palin i pyta mnie czy nie zaopiekuję się tym małym skautem, bo ona ma kilka takich w domu, a ja przecież tak świetnie sobie radzę...


No ba, pewnie że przygarnę! I do Yellowstone też kiedyś pojedziemy na wakacje, masz to jak w banku Pączek :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Postępy dwumiesięcznego Kajetana

Obserwowanie rozwoju Kajetana jest naprawdę niesamowite. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to fascynujące tylko i wyłącznie dla nas :) Po pierwsze, po drugim miesiącu zaczynamy odczuwać ... ulgę. Z jakiego powodu? Z takiego, że Kaj mało płacze, a jeżeli już to robi, to z łatwo identyfikowalnych przyczyn ( 45% przypadków - jeść; 45% przypadków - spać; 10% - Boże, czy nie widzicie, że położony na plecach jestem jak żuczek przewrócony na pancerz i jeżeli natychmiast ktoś mnie nie spionizuje to po prostu zaryczę tę kanapę!). Ten ostatni przypadek oczywiście ma miejsce bardzo często, ale z reguły nie kończy się wyciem, bo reagujemy dość szybko. Poza tym tryb życia naszego dziecka jest cudownie stabilny: jedzenie, godzinka pogadanek/uśmiechów/noszenia/prób chwycenia taty za nos, a następnie drzemka trwająca ok 30 min. I tak w kółko. Nikt nie wspominał, że życie rodzica jest nieprawdopodobnie monotonne? ;) No to wspominam. Wrażliwsi rodzice mogą słowo "monotonne" zastąpić przymiotnikiem "usystematyzowane". Z tym, że dla takich widoków można tę monotonię dzielnie znieść.


Ale najważniejsze to to, że synek uśmiecha się i cudownie głuży. Gada do nas, do maskotek, do żyrandola. Budzi się z uśmiechem na twarzy i jest to tak słodkie, że nawet kiedy ma miejsce przy okazji karmienia o 4:30, a ja przewijam dziecko z jednym okiem otwartym, bo drugiego jeszcze nie udało mi się otworzyć, to i tak nie mogę się powstrzymać, żeby też się nie uśmiechnąć. Oczywiście próbuję zachować kamienną twarz, aby go nie rozbudzać, ale to prawie niemożliwe :) Ale nie, nie zwariowałam - wciąż jedyne o czym marzę o tej 4:30 to to, aby znaleźć się znowu w łóżku. I chyba jako jedyna matka na świecie odkładam dziecko do łóżeczka w jego pokoju, nie złamałam się póki co i nie przytargałam łóżeczka do sypialni. Firma angelcare - producent niań elektronicznych - zadbała o to, żebym nie przegapiła żadnego ziewnięcia z sapnięciem lub zniecierpliwionego pojękiwania.
Wczoraj byliśmy świadkami zdarzenia bez precedensu, które jednak już dziś wydaje mi się zupełną abstrakcją i zadaję sobie pytanie, czy tego nie wymyśliłam. Otóż zdaje się że... dziecko nasze zaśmiało się w głos! Czy to możliwe w wieku 2,5 miesiąca? Ale wyraźnie patrzył zachwycony na żyrandol i w pełnym uśmiechu wydał z siebie radosny rechot! Nawet jeżeli to nie był śmiech, to było to przeurocze.
Co do innych kwestii rozwojowych: bardzo intensywnie potomek ćwiczy chwytanie. Te energiczne i nieskoordynowane ruchy, zdające się jedynie wskazywać na intencję chwycenia, są przekomiczne. I komicznie się te próby kończą, bo na przykład wczoraj - próbując chwycić żyrafę - Kajetan chwycił swoją własną koszulkę i ciągnął ją z całej siły, co wyglądało jakby próbował podnieść się z kanapy przy pomocy własnej ręki. Ale za to od tygodnia wiemy po co istnieje kciuk! Ssące kciuk niemowlę jest PRZESŁODKIE (nie? to znowu urojenie ogłupiałej matki? damn it!).

Ostatnie dni kosza wiklinowego. Po urodzeniu Kajtuś był tak mały, że go w tym koszu szukałam. To było jedyne 2,5 miesiąca temu!!! Litości... nie nadążam. 



To takie męskie popołudnie. Każdy robi to, co lubi robić najbardziej - jeden śpi na brzuchu, a drugi bawi się sprzętem elektronicznym.

Zapoznanie z prababcią - samicą alfa naszego rodu i dawczynią naprawdę zacnych genów. Wciąż trzymam kciuki, żeby oczy i zęby dziedziczył po niej ;)

Nie, to dziecko niezbyt wiele czasu spędza w pozycji leżącej. No chyba że jest wyłącznie ze mną cały dzień - wtedy nie ma wyjścia. Na drugim zdjęciu oglądamy telewizję. Niewychowawcze?  Wszystkich którzy tak uważają zapraszam na osobistą pogawędkę i demonstrację niezadowolenia dziecka przy próbie stosowania "wychowawczych" metod :P


I tak minęło lato, jak jeden zupełnie szalony dzień spędzony na kolejce górskiej. Czasmi czlowiek jest zachwycony, a czasmi jest mu słabo i bardzo chce wysiąść. Ale ostatecznie wspomnienia są niezwykłe i człowiek mimo obaw wsiada do tej kolejki ponownie. Pewnie stąd bierze się zjawisko zwane rodzeństwem ;)

 ***
Jesień będzie czasem kolejnych przełomów, a do Wigilii usiądziemy wszyscy razem i Mysikrólik będzie z nami przy stole w swoim dziecięcym krzesełku! Szaleństwo :) Lecę zadawać sobie odwieczne pytanie:  Jest 19.30 - karmić czy kąpać?

wtorek, 9 sierpnia 2011

Coś na pamiątkę dla pewnej młodej panienki

Królik z misiem specjalnie dla panny Leny, która dziś kończy trzy miesiące.

Tu w trakcie prac. Z tyłu wzór, oczywiście z magazynu The world of cross stitching.


Haftuję obrazki dla dzieci bliskich memu sercu. A to dziecię? No cóż, toż to brzuchowa siostra mojego Kajetana! Znają się od  pierwszego bicia serca słyszanego z aparatu USG (jeżeli wierzyć w to, że płód może słyszeć). Lena miała się urodzić tydzień przed moim kawalerem, a przyszła na świat prawie równy miesiąc wcześniej. Na szczęście zdążyłam z tym haftem będąc jeszcze w ciąży, bo teraz to sobie mogę co najwyżej wizualizować dwugodzinną sesję hafciarską, z kawką i muzyczką. Ale za to ile innych atrakcji ;)


...a teraz mamy to :) Kajtek, nie bij koleżanki... A tata to nie wiem jak pilnuje córki, skoro ta w tak młodym wieku już sypia na jednej kanapie z chłopakiem. To co to będzie za 16 lat?!

piątek, 5 sierpnia 2011

Indiana skończył dwa miesiące

   Pierwsze dwa tygodnie pamiętam jak przez mgłę. Przypominam sobie, że w pierwszym tygodniu Skoczek coś do mnie mówił, a ja nawet widziałam że porusza ustami, ale nie rozumiałam słów. Taka byłam zmęczona. Było też dużo płaczu i dużo strachu. Ale jak wszystkie gorsze chwile, to również minęło. Za to poród pamiętam w każdym jego szczególe i bardzo lubię o tym opowiadać. To takie moje zboczenie ;) Ale moja historia jest z serii niesamowite i wzruszające przeżycie, a nie jak w większości przypadków - opowieść z krypty.
   Wciąż bywam niewyspana, wciąż brakuje mi wolności, wciąż nie mogę zdobyć się na jakąś poważniejszą wycieczkę do miasta, bo potomek w ciągu dnia stołuje się średnio co dwie godziny. W razie korków/deszczu/targów/Euro/godziny 16:00/kolizji tramwajów itp. nie zdążyłabym w 2 godziny dojechać od siebie z domu do Starego Browaru. Ale myślę, że mój nagi biust przyciągnąłby wzrok niejednego taksiarza stojącego w korku obok mnie, gdyby przyszło mi karmić. Dlatego ograniczenie przestrzeni do granic mojego rodzinnego miasta odpowiada mi najbardziej, przynajmniej mogę zrobić satysfakcjonującą rundę z wózkiem dookoła w 2 godziny (zakładając szybkie tempo marszu). Wciąż nie przyzwyczaiłam się do nocnego karmienia i nie mam nadziei że to kiedykolwiek nastąpi. Obecnie ograniczyliśmy te atrakcje do dwóch karmień, więc dajemy radę. Ogólna refleksja? Posiadanie dzieci w wieku 20 lat, tak częste w pokoleniu naszych rodziców, miało głęboki sens. Utrata wygodnego życia nie stanowiła problemu, bo takowego i tak się nie prowadziło.
   To tyle marudzenia na cienie macierzyństwa, bo na drugim biegunie mamy piękne stworzonko z wielkimi oczami, które uwielbia być noszone jak małpka pionowo na brzuchu. Wczepia się wtedy łapkami w nasze ubrania, marszczy czółko szeroko otwierając oczy, otwiera dziób i PATRZY. Jakby wszystkiemu się dziwił, a najbardziej żyrandolowi z Ikei, który wydawał się całkiem zwykły kiedy go kupowaliśmy, a teraz okazuje się, że przynajmniej dla jednego stworzenia na świecie jest on fascynujący! A jak śpi... jak śpi, jest tak piękny, że mam go ochotę zacałować i tylko resztki zdrowego rozsądku mnie powstrzymują. Szybko sobie tłumaczę, że jak się obudzi to na pewno będzie znowu głodny, więc może niech jeszcze chwilę pośpi. Trochę mała ja, trochę mały Skoczek, a tak naprawdę całkiem autonomiczne cudo. I zaczął się uśmiechać, i zaczął gaworzyć, i już wiem co zrobić, aby uniknąć karmienia o 6:00 i pospać do 8:30 lub 9:00. Czyli ten cały mroczny pierwszy miesiąc zaczyna się zwracać. A skoro już teraz się zwraca, to co będzie dalej? Nie możemy się doczekać :)
   Największy sukces wychowawczy? Młody zasypia na noc w swoim łóżeczku bez naszej ingerencji i pozostaje w tym miejscu do ok 6:00 (oczywiście podglądamy go co chwilę nie mogąc się nacieszyć i nadziwić procesowi samousypiania).  Największa porażka? Wszystko inne ;) Ale w sumie zaczynam skłaniać się ku teorii, że porażek nie ma jeżeli dziecko nie płacze*. Więc zmieniam zdanie - wszystko robimy jak trzeba!

* dotyczy dziecka do 12 miesięcy, a nie dwulatka w histerii przy półce z zabawkami w markecie ;)

   A to krótka wycieczka przez ostatnie 2 miesiące:
 15 minut po porodzie... w totalnym szoku :) długie nogi i długie ręce zwiastują problem z dobraniem kreacji

Zawinięte w profesjonalny szpitalny kokon, maleństwo dochodzi do siebie po porodzie leżąc koło mnie w szpitalnym łóżku. Ja również dochodzę do siebie wpatrując się w tą główkę wielkości grejpfruta :)


Wracamy do domu, a potomek sukcesywnie poznaje wszystkich członków rodziny. No, być może "poznaje" to z dużo powiedziane, bo wciąż głównie śpi. I nadal  robi przez sen śmieszne minki przypominając czasami bardziej żabkę niż człowieka

Drugi tydzień życia. Wciąż wszystkie ubranka są za duże, rożek trzeba dodatkowo owijać wstążką, a dziecko zasypia po każdym karmieniu.


Jest tak malutki, że strach go dotykać. Babcia Magda jako jedyna nie boi się przebierać i przewijać kruszynkę. Kajtek mieści się w dwóch dłoniach swojego (jedynego!) dziadka.


Wkrótce potem przechodzimy koszmar choroby i szpitala. Potem jest już tylko lepiej - Kajtek kończy 3 tygodnie i coraz częściej pozwala nam zajrzeć w swoje granatowe oczęta. Po ospie zostaje blizna nad lewym oczkiem. Dziś już zupełnie niewidoczna.


30% taty, 30% mamy, 40% Wodnika Szuwarka = nasze dziecko ;)

Czwarty tydzień, czyli wchodzimy w fazę dostrzegania otaczającego nas świata. Jeszcze tydzień temu mogłam po karmieniu wymknąć się niepostrzeżenie pozostawiając słodko śpiące dziecko w łóżeczku. W tym tygodniu potomek odłożony do łóżeczka obdarza nas bardzo wymownym spojrzeniem, które zdaje się mówić "Chyba żartujesz, że teraz sobie pójdziesz i mnie tu zostawisz, a ja będę spał? A w ogóle... kim jesteś?"


W piątym tygodniu bobas zaznajamia się ze swoim domem, pokojem i łóżeczkiem. Ale w zasadzie z łóżeczkiem akurat najmniej. 
Rany, jaki ten świat jest fascynujący! To jest blok? A to firana? A ten człowiek z brodą to kto? Dlaczego nie ma tu tej szalonej pani, która wciąż wyznaje mi miłość? I tego człowieka z wielkimi brwiami? I co to jest krużganek??? Dlaczego pozwoliliście mi przespać pierwszy miesiąc skoro tu jest tyle atrakcji! Chyba się z tego wszystkiego popłaczę...


No dobra, może i jest dość fascynująco, ale jakbym się tak chwilę zdrzemnął, to też by było ciekawie...

Mama bobasa: Alleluja! Śpi, naprawdę śpi! Jestem gotowa nie ruszać się przez kolejne 2 godziny, byle tylko spał. Niech mi ktoś poda pilota. I książkę. I drinka z dużą ilością whiskey!


Bobas: Ja tylko tak niewinnie wyglądam. Tak naprawdę czuwam z zamkniętymi oczami (jak to zwykła mawiać babcia Magda do Oli 25 lat temu kładąc się na kanapie po nocce "Nie, nie śpię. Tylko oczy mi odpoczywają dlatego mam zamknięte"). Niech mnie tylko pani spróbuje odłożyć do łóżeczka, moja droga pani od mleka. I mlecznego shake'a poproszę!

A teraz? Teraz to już prawdziwy Indiana! Cięższy o około 2 kg w porównaniu do dnia wypisu ze szpitala, bogatszy o dodatkowy podbródek, w przyszłości właściciel modelowej diastemy oraz 190 cm wzrostu (wróżby lekarzy i pielęgniarek). Na ospę i usypianie w czasie późnopopołudniowego spaceru odporny. Króliki na karuzeli zauważa, babcię rozpozna (na razie raczej jako panią, która się dużo uśmiecha i prawi mi komplementy, więc niech jej będzie - uśmiechnę się w rewanżu, może przyniesie mi to grające coś), w nocy uśmiecha się przy przewijaniu zamiast spać, po czym płynnie przechodzi w bardzo donośny ryk o treści "Boże, jaki jestem głodny! Sekundę temu to jeszcze było śmieszne, ale teraz po prostu umieram z głodu!!! Niby jeszcze się nie zdarzyło, żebym jeść nie dostał, ale w razie gdyby teraz miało się to stać zacznę płakać jeszcze głośniej i żałośniej!!!". Ewy Demarczyk wciąż nie lubi, a przede wszystkim wie, że trzy ostrzegawcze podkowy (czyli bardzo sugestywne gesty mimiczne, które opanował do perfekcji) sprawią, że Pani Od Mleka oraz Pan Od Noszenia zaraz się nim zainteresują i trochę ponoszą, wycałują, a potem nawet będą się wygłupiać śpiewając piosenki (Pani Od Mleka od dechy do dechy śpiewa tylko piosenki Heya oraz czołówkę do 4 pancernych, ale jest nadzieja, że kiedyś ciocia Judyta odśpiewa Kolorowe kredki). Albo babcia wyciągnie z wózka na spacerze i pokaże mu deptak. I tak się właśnie dziecko nam rozpuszcza. No bo naprawdę zastanówmy się ile taki przystojny Indiana może wytrzymać leżąc na plecach, no ile? No niewiele. Nawet we śnie woli leżeć na brzuchu.

Cioci Kasi dziękujemy za piękne ubranko :) Pasuje idealnie od tego tygodnia, więc trzymajmy kciuki za ładną pogodę, aby kawaler mógł się w nie ubierać!

środa, 3 sierpnia 2011

Zabawki od Jozimamy

Jozimama (szyje sama!) to żywy dowód na to, że dziecko nie koliduje z rękodziełem. Czyli jest jakaś nadzieja ;) Te ręcznie robione zabawki dostaliśmy w prezencie od Jozimamy zaraz po narodzinach potomka. Jestem pod dużym wrażeniem ich jakości i perfekcyjnego wykonania, dlatego chciałabym pokazać je na blogu.Oraz dlatego, że była to przemiła niespodzianka ze strony Ani, koleżanki z pracy :)


W pierwszym miesiącu Kaju był średnio zainteresowany, gdyż głównie spał. Ale w drugim miesiącu to już zupełnie inna sprawa! W żyrafę potrafi się naprawdę długo wpatrywać, co "olimamie" jest bardzo na rękę, bo może na przykład posta na blogu napisać. Kiedy Kajetan wpatruje się w żyrafę, ja wpatruję się w kulę próbując dojść do tego jak można coś tak tak perfekcyjnie zszyć. Ona jest naprawdę idealnie okrągła! Dobrze że nikt mnie nie obserwuje w takich sytuacjach, bo minę mam pewnie też jak dwumiesięczne dziecko. Dobrze, że się nie  ślinię ;)


Polecam stronę Ani: www.jozimama.pl

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails