piątek, 5 sierpnia 2011

Indiana skończył dwa miesiące

   Pierwsze dwa tygodnie pamiętam jak przez mgłę. Przypominam sobie, że w pierwszym tygodniu Skoczek coś do mnie mówił, a ja nawet widziałam że porusza ustami, ale nie rozumiałam słów. Taka byłam zmęczona. Było też dużo płaczu i dużo strachu. Ale jak wszystkie gorsze chwile, to również minęło. Za to poród pamiętam w każdym jego szczególe i bardzo lubię o tym opowiadać. To takie moje zboczenie ;) Ale moja historia jest z serii niesamowite i wzruszające przeżycie, a nie jak w większości przypadków - opowieść z krypty.
   Wciąż bywam niewyspana, wciąż brakuje mi wolności, wciąż nie mogę zdobyć się na jakąś poważniejszą wycieczkę do miasta, bo potomek w ciągu dnia stołuje się średnio co dwie godziny. W razie korków/deszczu/targów/Euro/godziny 16:00/kolizji tramwajów itp. nie zdążyłabym w 2 godziny dojechać od siebie z domu do Starego Browaru. Ale myślę, że mój nagi biust przyciągnąłby wzrok niejednego taksiarza stojącego w korku obok mnie, gdyby przyszło mi karmić. Dlatego ograniczenie przestrzeni do granic mojego rodzinnego miasta odpowiada mi najbardziej, przynajmniej mogę zrobić satysfakcjonującą rundę z wózkiem dookoła w 2 godziny (zakładając szybkie tempo marszu). Wciąż nie przyzwyczaiłam się do nocnego karmienia i nie mam nadziei że to kiedykolwiek nastąpi. Obecnie ograniczyliśmy te atrakcje do dwóch karmień, więc dajemy radę. Ogólna refleksja? Posiadanie dzieci w wieku 20 lat, tak częste w pokoleniu naszych rodziców, miało głęboki sens. Utrata wygodnego życia nie stanowiła problemu, bo takowego i tak się nie prowadziło.
   To tyle marudzenia na cienie macierzyństwa, bo na drugim biegunie mamy piękne stworzonko z wielkimi oczami, które uwielbia być noszone jak małpka pionowo na brzuchu. Wczepia się wtedy łapkami w nasze ubrania, marszczy czółko szeroko otwierając oczy, otwiera dziób i PATRZY. Jakby wszystkiemu się dziwił, a najbardziej żyrandolowi z Ikei, który wydawał się całkiem zwykły kiedy go kupowaliśmy, a teraz okazuje się, że przynajmniej dla jednego stworzenia na świecie jest on fascynujący! A jak śpi... jak śpi, jest tak piękny, że mam go ochotę zacałować i tylko resztki zdrowego rozsądku mnie powstrzymują. Szybko sobie tłumaczę, że jak się obudzi to na pewno będzie znowu głodny, więc może niech jeszcze chwilę pośpi. Trochę mała ja, trochę mały Skoczek, a tak naprawdę całkiem autonomiczne cudo. I zaczął się uśmiechać, i zaczął gaworzyć, i już wiem co zrobić, aby uniknąć karmienia o 6:00 i pospać do 8:30 lub 9:00. Czyli ten cały mroczny pierwszy miesiąc zaczyna się zwracać. A skoro już teraz się zwraca, to co będzie dalej? Nie możemy się doczekać :)
   Największy sukces wychowawczy? Młody zasypia na noc w swoim łóżeczku bez naszej ingerencji i pozostaje w tym miejscu do ok 6:00 (oczywiście podglądamy go co chwilę nie mogąc się nacieszyć i nadziwić procesowi samousypiania).  Największa porażka? Wszystko inne ;) Ale w sumie zaczynam skłaniać się ku teorii, że porażek nie ma jeżeli dziecko nie płacze*. Więc zmieniam zdanie - wszystko robimy jak trzeba!

* dotyczy dziecka do 12 miesięcy, a nie dwulatka w histerii przy półce z zabawkami w markecie ;)

   A to krótka wycieczka przez ostatnie 2 miesiące:
 15 minut po porodzie... w totalnym szoku :) długie nogi i długie ręce zwiastują problem z dobraniem kreacji

Zawinięte w profesjonalny szpitalny kokon, maleństwo dochodzi do siebie po porodzie leżąc koło mnie w szpitalnym łóżku. Ja również dochodzę do siebie wpatrując się w tą główkę wielkości grejpfruta :)


Wracamy do domu, a potomek sukcesywnie poznaje wszystkich członków rodziny. No, być może "poznaje" to z dużo powiedziane, bo wciąż głównie śpi. I nadal  robi przez sen śmieszne minki przypominając czasami bardziej żabkę niż człowieka

Drugi tydzień życia. Wciąż wszystkie ubranka są za duże, rożek trzeba dodatkowo owijać wstążką, a dziecko zasypia po każdym karmieniu.


Jest tak malutki, że strach go dotykać. Babcia Magda jako jedyna nie boi się przebierać i przewijać kruszynkę. Kajtek mieści się w dwóch dłoniach swojego (jedynego!) dziadka.


Wkrótce potem przechodzimy koszmar choroby i szpitala. Potem jest już tylko lepiej - Kajtek kończy 3 tygodnie i coraz częściej pozwala nam zajrzeć w swoje granatowe oczęta. Po ospie zostaje blizna nad lewym oczkiem. Dziś już zupełnie niewidoczna.


30% taty, 30% mamy, 40% Wodnika Szuwarka = nasze dziecko ;)

Czwarty tydzień, czyli wchodzimy w fazę dostrzegania otaczającego nas świata. Jeszcze tydzień temu mogłam po karmieniu wymknąć się niepostrzeżenie pozostawiając słodko śpiące dziecko w łóżeczku. W tym tygodniu potomek odłożony do łóżeczka obdarza nas bardzo wymownym spojrzeniem, które zdaje się mówić "Chyba żartujesz, że teraz sobie pójdziesz i mnie tu zostawisz, a ja będę spał? A w ogóle... kim jesteś?"


W piątym tygodniu bobas zaznajamia się ze swoim domem, pokojem i łóżeczkiem. Ale w zasadzie z łóżeczkiem akurat najmniej. 
Rany, jaki ten świat jest fascynujący! To jest blok? A to firana? A ten człowiek z brodą to kto? Dlaczego nie ma tu tej szalonej pani, która wciąż wyznaje mi miłość? I tego człowieka z wielkimi brwiami? I co to jest krużganek??? Dlaczego pozwoliliście mi przespać pierwszy miesiąc skoro tu jest tyle atrakcji! Chyba się z tego wszystkiego popłaczę...


No dobra, może i jest dość fascynująco, ale jakbym się tak chwilę zdrzemnął, to też by było ciekawie...

Mama bobasa: Alleluja! Śpi, naprawdę śpi! Jestem gotowa nie ruszać się przez kolejne 2 godziny, byle tylko spał. Niech mi ktoś poda pilota. I książkę. I drinka z dużą ilością whiskey!


Bobas: Ja tylko tak niewinnie wyglądam. Tak naprawdę czuwam z zamkniętymi oczami (jak to zwykła mawiać babcia Magda do Oli 25 lat temu kładąc się na kanapie po nocce "Nie, nie śpię. Tylko oczy mi odpoczywają dlatego mam zamknięte"). Niech mnie tylko pani spróbuje odłożyć do łóżeczka, moja droga pani od mleka. I mlecznego shake'a poproszę!

A teraz? Teraz to już prawdziwy Indiana! Cięższy o około 2 kg w porównaniu do dnia wypisu ze szpitala, bogatszy o dodatkowy podbródek, w przyszłości właściciel modelowej diastemy oraz 190 cm wzrostu (wróżby lekarzy i pielęgniarek). Na ospę i usypianie w czasie późnopopołudniowego spaceru odporny. Króliki na karuzeli zauważa, babcię rozpozna (na razie raczej jako panią, która się dużo uśmiecha i prawi mi komplementy, więc niech jej będzie - uśmiechnę się w rewanżu, może przyniesie mi to grające coś), w nocy uśmiecha się przy przewijaniu zamiast spać, po czym płynnie przechodzi w bardzo donośny ryk o treści "Boże, jaki jestem głodny! Sekundę temu to jeszcze było śmieszne, ale teraz po prostu umieram z głodu!!! Niby jeszcze się nie zdarzyło, żebym jeść nie dostał, ale w razie gdyby teraz miało się to stać zacznę płakać jeszcze głośniej i żałośniej!!!". Ewy Demarczyk wciąż nie lubi, a przede wszystkim wie, że trzy ostrzegawcze podkowy (czyli bardzo sugestywne gesty mimiczne, które opanował do perfekcji) sprawią, że Pani Od Mleka oraz Pan Od Noszenia zaraz się nim zainteresują i trochę ponoszą, wycałują, a potem nawet będą się wygłupiać śpiewając piosenki (Pani Od Mleka od dechy do dechy śpiewa tylko piosenki Heya oraz czołówkę do 4 pancernych, ale jest nadzieja, że kiedyś ciocia Judyta odśpiewa Kolorowe kredki). Albo babcia wyciągnie z wózka na spacerze i pokaże mu deptak. I tak się właśnie dziecko nam rozpuszcza. No bo naprawdę zastanówmy się ile taki przystojny Indiana może wytrzymać leżąc na plecach, no ile? No niewiele. Nawet we śnie woli leżeć na brzuchu.

Cioci Kasi dziękujemy za piękne ubranko :) Pasuje idealnie od tego tygodnia, więc trzymajmy kciuki za ładną pogodę, aby kawaler mógł się w nie ubierać!

6 komentarzy:

  1. Uch, śpiąca jestem jak najbardziej śpiący człowiek, sortuję dobytek na daleką przeprowadzkę, ale przeczytać musiałam całość i napisać trzy słowa :) Gratulacje, o Akacjo Srebrna, najcięższy okres za Wami! Czas niepewności i niewyspania zupełnego. Teraz Indiana zacznie się z Wami komunikować, uśmiechać się, zagadywać po swojemu, achhhh, teraz to dopiero będzie! :) A w kwestii karmienia w nocy też będzie lepiej. Ja pamiętam jak siadywałam w nocy i karmiłam, karmiłam, za każdym razem bitą godzinę, bo synu (hehe) zasypiał ciągle przy cycku, budził się i od nowa. Małżonek wstawał do tych karmień ze mną i przez godzinę gadał do mnie o głupotach, bo inaczej bym wzięła i usnęła z dzieckiem na rękach. A teraz? Teraz William nadal budzi się w nocy i chce do cycka (choć oczywizda wszystkie poradniki będą pisać, że już tego nie potrzebuje - tu pytanie do autora brzmi: a jak mu to wytłumaczyć, żeby zrozumiał? I, co ważniejsze, tak żeby mu nie było przykro? :). W każdym razie w którymś momencie zaczęłam transportować dziecko na karmienie do łóżka i nawet nie wiem, że karmię, bo śpię, a jak się później przebudzę i mi się wyjątkowo chce to dziecko przenoszę (ja bądź małżonek) do łóżeczka. Nno :)

    Pięknie opisałaś te dwa miesiące, i zdjęcia Indiany też piękne, ciepło Was pozdrawiam! :) M.

    OdpowiedzUsuń
  2. OOO, kurczę ciocia Ola! I on na twoim mleku tak mężnieje w oczach?! Mały bysio się z niego robi :) az miło patrzeć , buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu "Indiana skończył dwa miesiące" You might also like: "Co chomiki lubią najbardziej?" system rekomendacji prima sort :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Marchewko, dziękuję za cień nadziei "A w kwestii karmienia w nocy też będzie lepiej" :) na razie jest gorzej, bo w zeszłym tygodniu chowaniec żądał posiłku w nocy 2 razy, a w tym wróciliśmy do 3 karmień (ale nie tracę nadziei!) Tak jakby chciał mi przekazać "kochana mamo, poprzedni tydzień to był taki na złapanie oddechu, a w tym tygodniu znowu zamierzam urosnąć. Podgrzewaj mleczko!". Natomiast w jednym z poradników przeczytałam:jeżeli twoje dziecko płacze i żąda karmienia częściej niż co 2 godziny, to nie wynika to z głodu. Powinnaś powstrzymać się od przystawiania go do piersi". No więc tłumaczę temu krzyczącemu dziecku "Kaju! Tu pani napisała, że wcale nie jesteś głodny! Tak? Zrozumiałeś? Nie, nie jesteś głodny!". Ale nie zrozumiał :D Jak już mi popękały bębenki w uszach, to go nakarmiłam, a poradnik został odłożony na stos "do porzucenia na klatce schodowej, na skrzynce na listy".
    Martuś - ja mam tajemną funkcję organizmu "dodaj drożdży do mleka" :D Chyba zacznę na tym mleku placki piec. (Drogi mężu, telepatycznie dostrzegłam grozę na twej twarzy ;P )
    Buziaki, dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ten czas leci... Kaju rzeczywiście rośnie jak na drożdżach ;))) Co nie zmienia faktu, że zjem Go kiedyś w całości :*************

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze przeczytałam chłonąc każde słowo!
    Cudna relacja, aż się uśmiałam! :D

    Trzymam kciuki żeby wszystko przebiegało płynnie i bezproblemowo :*

    Cudny ten wasz Skoczek :D ♥

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails