wtorek, 15 listopada 2011

Jesienią w parkach spotkać można łosia

Łosiątko takie. Błąkało się po parku, to przygarnęłam. Okazało się, że jesienna aura go nie przeraża, wręcz przeciwnie - zmusza mnie nieustannie do dwugodzinnych spacerów. Wygląda przy tym tak:


lub tak:

(oczywiście nie mam wątpliwości, że każdy zwrócił na to uwagę, ale dla pewności położę na to akcent: Ja, łoś, siedzę w wózku. Siedzę. Co prawda z podpórką, ale od czegoś trzeba zacząć.). Jak ja wyglądam po dwóch godzinach łażenia w temp. 0 st, to sobie każdy może wyobrazić. Po prostu pod klatkę doczołguje się niebieska bryła lodu z dłońmi w kolorze buraczkowym. Kiedy ostatkiem sił, zamiast paść przed klatką i czekać na ratunek, wyciągam zgrabiałe dłonie, aby wyciągnąć z wózka dziecko, wspomniany bobas otwiera jedno oko udając cyklopa i uśmiecha się do mnie rumianymi cieplutkimi policzkami zapytując dziąsłowo "Oho, odpoczęliśmy na spacerku, nie mama?". Łe, no pewnie...


Ale muszę oddać sprawiedliwość matce naturze. Do połowy listopada było tak:



A teraz oczekujemy na najradośniejsze św. Bożego Narodzenia od lat! :)

ps. od tygodnia Kajetan próbuje dać mi do zrozumienia, że jest już dorosłym mężczyzną, który potrzebuje wyłącznie dwóch drzemek w ciągu dnia (a nie trzech, jak przez ostatnie 2 miesiące). Wciąż próbuję z nim negocjować tymi słowy: A pamiętasz, jak po twoim urodzeniu przyszliśmy ze szpitala i spałeś 20 godzin na dobę? Może pobawilibyśmy się raz w tygodniu w zabawę Jestem Malutkim Noworodkiem i pokazałbyś mi jak to się robiło? Nie? :( To może pośpisz do 8:00 rano, jak jeszcze tydzień temu? Też nie?! :( No dobra, zakładaj łosia, w wózku powieki stają się taaaakie ciężkie. Tu następuje gromki wiedźmowaty śmiech buahahahaha, który milknie w momencie uderzenia pierwszego arktycznego podmuchu wiatru na dworze. Bobas zasypia, matka pcha pod wiatr. Kurtyna, oklaski! ;)

8 komentarzy:

  1. Kocham Cię! ahahaha
    Musisz napisać jakąś powieść...nie wiem jaką (Ty na to masz wpaść muagahahaa) ale ja ją kupuję w ciemno! :D

    Cudne foty łosiowe ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. PODBIJAM TEMAT - KSIĄŻKA TO ŚWIETNY POMYSŁ, TWOJA WYOBRAŹNIA NIE ZNA GRANIC.... UWIELBIAM TWOJE POSTY, ZA KAŻDYM RAZEM MAM BANANA NA BUZI JAK CZYTAM WASZE CODZIENNE PERYPETIE. POZDRAWIAM
    KASIA

    OdpowiedzUsuń
  3. Łoś SuperKtoś :*****

    OdpowiedzUsuń
  4. łe jery, się zawstydziłam :) książka to marzenie... ale mam nadzieję, że je kiedyś spełnię. Dziękuję za doping i wsparcie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha!!! Łoś jest boski :D
    Z powyższymi opiniami o napisaniu książki zgadzam się w 200u procentach :))
    :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdaje się, że wózeczek jest Jedo, zgadłam? Jeśli tak, to napisz mi proszę jak się sprawował - czy nie skrzypiał, nie rdzewiał i czy ogólnie byliście zadowoleni z jakości wykonania? Warto kupić, czy lepiej trochę dołożyć do Emmaljungi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wózek jest Jedo i kupiliśmy go ze względu na jego gabaryty (b. duża gondola) oraz sensowną wagę i cenę. I faktycznie: gondola starczyła do 8 miesiąca życia (co wypadało na styczeń, czyli: śpiwór, koce i kołdry, gdyby wypadło to na miesiące letnie, to starczyłaby na dłużej), wózek się fajnie składa do samochodu i był testowany na niewyobrażalnych dziurach. Nie mamy żadnych zarzutów, wciąż sprawdza się świetnie. Emmaljunga jest chyba dużo droższa i cięższa (ale nie dam sobie za to nic obciąć i nie chce mi się sprawdzać ;)) Ja tam jestem z tych, co nie uważają, że wózek jest najważniejszą rzeczą na świecie, więc w życiu nie wydałabym więcej niż 1300 zł. Odkładam na podróż do Azji :)

      Usuń
  7. Dzięki za odpowiedź. :) No nie, Emma jest w sumie podobnej wagi. Fakt że nieco droższa, ale to dlatego że niepolska. Jedo jest - można powiedzieć - taką polską repliką Emmy. Zastanawiała mnie tylko jakość. Ale skoro piszesz, że wszystko git to się nad nim mocno zastanowię. Rozważam jeszcze ewentualnie Roana - kolejną polską replikę Emmy. Nie wiem tylko który lepszy.

    Mnie też w sumie nie zależny na marce, tylko głównie na jakości, trwałości i wygodzie mojej i dziecka. Niestety podobnie jak wy mamy jedne z tych "popularnych" polskich chodników. :/ Dziura na dziurze. Ech. Dlatego szukamy czegoś solidnego, mocnego, dobrze amortyzowanego i przede wszystkim nie grożącego rozsypaniem w dniu upływu gwarancji. A najchętniej to czegoś, co by jeszcze rodzeństwo wywoziło.

    Powodzenia z Azją! :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails