czwartek, 29 grudnia 2011

Mina przeciwpancerna

Mimo iż mąż mój twierdzi inaczej - to jest chlebak! Film przekrojowy z kolejnych 3 miesięcy życia Kaja już wysyła się na serwery YouTuba i potrwa to jeszcze jakieś tetrazylion godzin, a ja w tym czasie pochwalę się nową ozdobą mojej kuchni :) Taki piękny emaliowany prezent otrzymałam pod choinkę w tym roku. Tym samym moja kolekcja zabytkowej emalii została powiększona o naprawdę efektowny okaz. Cieszmy się i radujmy z chleba naszego powszedniego! Amen.

czwartek, 22 grudnia 2011

Pierwszy ząb!

Czy to normalne, że uważam to za wydarzenie dalece ekscytujące?! Radość była niewymowna, gdym na własnej skórze poczuła! Ałaaaaaaaaaaaa! Wrzasnęłam "ukłuta" bezzębnymi z pozoru dziąsłami. Ale cóż to? Czyżby? A może? Jest! Pierwszy własny ząbek naszego chowańca! :) Jakie to niesamowite wydarzenie! Zaraz będzie miał wszystkie zęby, potem mu one wypadną, następnie urosną nowe i zaczną się psuć, bo - mimo moich bezcelowych starań - dziecko jakimś cudem wciąż będzie miało w buzi czekoladę. Potem będzie dentysta i awantury:
- Chyba żartujesz, że to ja z nim pójdę do dentysty! Powiedziałam ci zanim w ciążę zaszłam, że okej na dziecko mogę się zgodzić, ale pod warunkiem, że ty z nim do dentysty będziesz chodził. Ja nawet ze sobą nie jestem w stanie pójść do dentysty! Hmmm, może byś nas oboje zabrał? A dostanę lizaka i plakietkę "Dzielny pacjent"?
- Nie dostaniesz, bo nie jesteś dzielna :P
A niżej real photo naszego syna w dniu, w którym dokonaliśmy odkrycia i oględzin zębiska (bo jak wiadomo bardzo jest łatwo sfotografować wnętrze paszczy półrocznego niemowlęcia).


Ehhhh, nasz bobasek robi się dorosły :) Przesadziłam z ideologią doczepioną do jednej ledwo wyrżniętej dolnej jedynki? ;) 
ps. Mężu, zgodnie z tradycją nowa kiecka się należy! 

wtorek, 20 grudnia 2011

Przygotowania

Wielkie i radosne są przygotowania do tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia. Prawdopodobnie popadliśmy w otchłań obłędu, gdyż motorem nas napędzającym jest to oto stworzonko...


... które, jak się nad tym zastanowić choćby 5 sekund, naprawdę nic z tego nie zrozumie i nie zapamięta. Ja pamiętam jedną Gwiazdkę na "starym mieszkaniu", czyli mogłam mieć wtedy 4 lata. Odcisnęła się w mej pamięci za sprawą prezentu, który mnie wówczas całkowicie zafascynował. Był to rodzaj układanki. Za pomocą małych wciskanych elementów (kółeczka, trójkąty, romby, kwadraty) układało się na plastikowej podstawce rożne wzory. Pamiętam konkretnie jeden wzór, który próbowałam stworzyć, mianowicie sowę. W roku 1986 ta układanka musiała być naprawdę nieziemsko atrakcyjna. No ale syn nasz ma lat 0, miesięcy 6,5. Nic nie zapamięta :) No ale my będziemy pamiętać, więc chyba robimy to również dla siebie samych. W tym roku dwa wielkie przełomy choinkowe. Po pierwsze PIERWSZY raz choinki będą żywe (jedna u dziadków bobasa, druga u nas), a po drugie - dla mnie i dla Skoczka to też pierwsza choinka w naszym domu. W latach poprzednich zupełnie nam się nie chciało choinki ubierać. Chyba oboje uważamy, że choinka powinna być tam, gdzie są dzieci. W tym roku była to ogromna przyjemność!


Choinki oczywiście są w donicach i oczywiście zostaną wkopane w ziemię zaraz po Świętach. Każdy kto mnie zna, wie że nie zniosłabym w domu umierającego drzewka (ja z tych co ratują, nie wycinają) i nigdy bym się na taką choinkę nie zgodziła. A tak? Piękne drzewko w domu oraz dobry uczynek dla środowiska w postaci nowego tlenoproducenta!  A przede wszystkim: jakie to będzie fantastyczne - odwiedzać w lesie z Kajetanem "twoją pierwszą choinkę" (lub choinki, jeżeli obie się przyjmą), a za 20 lat wyć pod 2 metrowym drzewem, że jezu, kiedy to było, nie wierzę, że to ta malutka choineczka, jacy my jesteśmy starzy, a jaki nasz syn dorosły. Bomba :) Damy im imiona i co roku będziemy robili małemu zdjęcie przy jego własnych drzewach. 
- Kajtuś, przesuń się słonko trochę w lewo, bliżej pnia! Bo nie widzę cię dobrze w obiektywie. A teraz chwyć rączką gałąź! No?
- Mammmoooo... ja mam 17 lat, nie sądzisz że wyglądam pod tym drzewem jak idiota? A w ogóle to nie widzisz mnie w obiektywie, bo cię od roku proszę, żebyś sobie okulary kupiła, a ty mi wciskasz, że masz sokoli wzrok jak nastolatka.
Hehe. No co! Do czasu ukończenia przez  niego 18 lat będziemy już mieli pokaźny lasek. A dodatkowo będzie to fajna lekcja poszanowania dla przyrody dla mojego małego ekobobasa :) Na razie Kajtuś "podziwia" choinki w wersji domowej (tak na serio, to w  ogóle się nie zainteresował, ale ta mniejsza motywuje go do nauki raczkowania, więc dobre i to  ;).

Ubieranie choinki u dziadków:

Turlamy się przy mniejszej choince u siebie w domu:
Z łosiowo-świątecznym pozdrowieniem! :)

czwartek, 15 grudnia 2011

Kartki świąteczne

Myślę, że nie jestem jedyną mamą, która podpisze się pod tezą, iż dziecko potrafi wiele spraw skomplikować (zwracam się do członkiń Klubu Matek Nieidealnych, członkinie Klubu Matek Idealnych proszone są o nie nasyłanie na mnie Inkwizycji. A przynajmniej nie przed świętami!). Cotygodniowe zakupy już nie są beztroskim hasaniem po markecie, wypad weekendowy stanowi logistyczny horror, a samodzielna wycieczka do przyjaciółki na drugi koniec miasta z 6 miesięcznym maluchem to wyprawa godna dokumentu na Discovery (szczególnie jeśli w tym mieście remontowana jest co druga ulica). Oczywiście po pewnym czasie wszystko to staje się normą, a wierzę, że za jakiś czas nie będziemy pamiętać, jakie to wszystko było łatwe w naszym poprzednim życiu. I hej, niech nikt mi tego nie próbuje przypominać! ;)  Z drugiej jednak strony, ileż rzeczy staje się łatwiejsze! Nie miałaś kiedyś czasu na manikiur? Teraz potrafisz go zrobić w 3 minuty, o ile tylko przybornik do paznokci położysz gdzieś w okolicach sedesu! Nie mogłaś zdecydować się, czy poszewki na poduszki powinny być w kolorze zgniłej czy butelkowej zieleni? A po co mi właściwie poduszki, lepiej kupię obojętnie jaki koc dla pełzaka! No a kartki świąteczne? Dzięki narodzinom potomka kartki świąteczne już nigdy nie będą stanowiły problemu :)


O wiele większym problemem będzie ich wysłanie. Ale problem kolejek na poczcie jest zupełnie niezależny od tego czy masz, czy też nie masz dziecka. Przed wizytą na poczcie koniecznie muszę zaopatrzyć się w krem na żylaki ;)


Ze świątecznym pozdrowieniem - mama Ola, tata Szczuro-Skoczek i syn Marchewkowy Potwór!

niedziela, 11 grudnia 2011

A teraz losowanie na serio :)

And the winner is... !


Ze zwyciężczynią (gratulacje!:)) skontaktuję się za kilka dni, dam jej najpierw szansę odnaleźć się w filmiku :) Uwaga! Reżyseria: Tata Skoczek. Mama Akacja nie odpowiada za żadne dziwne kadry, ucięte głowy itd. Szansa na nakręcenie losowania była tylko jedna. Faktem jest, że nie zamierzaliśmy kręcić Titanica 2, a zamierzaliśmy wylosować nowy dom dla "bombek" i ten cel z powodzeniem zrealizowano! Bawiliśmy się wszyscy świetnie, tak więc mam nadzieję, że nie zawiedziecie mnie kochane dziewczyny przy kolejnej takiej zabawie! Już zaczynam obmyślać kolejną edycję :)

ps. przepraszam za błąd w słowie "zwycięski". Nie przespałam nocy od pół roku. To moje usprawiedliwienie na każdą wpadkę ;)

ps. 2 Wciąż czekamy z Edi na wieści ultrasonograficzne od Dorotki :)

Losowanie

W toku :) linie telefoniczne zostały zamknięte, rozpoczynamy akcję Losowanie. Z tym, że akurat maszyna losująca poszła spać (nareszcie! ludzie, jest 11:00, to dziecko powinno spać od godziny!). Po cudownym przebudzeniu - oby nastąpiło jak najpóźniej - wydrukuję wszystkie komentarze (wezmę pod uwagę tylko 1 komentarz od danej osoby i wspaniałomyślnie ominę swoje własne wynurzenia, hih), uruchomimy maszynę losującą i... będzie wesoło :) Do zobaczenia później!

wtorek, 6 grudnia 2011

6 grudnia, czyli jaki dzień???


Dokładnie tak, jak myślicie!!! Dzisiaj jest ten jedyny w roku dzień, od dawna wyczekiwany i z nadzieją witany. Dzisiaj jest dzień ukończenia przez naszego syna SZEŚCIU MIESIĘCY! :D Mama podskakuje i wznosi dzikie okrzyki, tata rzuca się na kolana udając, że gra solówki na gitarze elektrycznej, pieluchy wirują, oliwka się leje, marchewka ze słoiczka sama się wydostała i biegnie w stronę rozdziawionej paszczy Kaja Pączkowskiego - bobasa sześciomiesięcznego! Jednym słowem: szaleństwo! Największe trudy za nami, teraz oficjalnie wchodzimy w fazę martwienia się o to, co z niego wyrośnie i żeby nie rozbił sobie głowy o kant przy wannie (w czasie nauki chodzenia). Cóż za radość :)



Oczywiście sama sześciomiesięcznica odbyła się bez przełomowych rozwojowych wydarzeń, jak każde "urodziny". Niemniej jednak granica 6 miesięcy jest zawsze symboliczna i ważna. Przynajmniej do tego przyzwyczaili mnie producenci odzieży dziecięcej (rozm. 6-9 miesięcy), mleka modyfikowanego (nr 2!), smoczków i innych rozmiarowych gadżetów, a echem w mojej głowie odbija się obiecujące zeznanie przyjaciółki Kasi: "Tak naprawdę pierwszy raz odpoczęłam po sześciu miesiącach". Kajetan! Drinka z palemką poproszę!
***
A teraz niespodzianka w klimacie świątecznym :) Gwiazdorek, którego widzimy na zdjęciach powyżej, nie byłby prawdziwym Gwiazdorkiem, gdyby prezentów nie rozdawał! Tak więc mam tu mały prezencik dla ciebie, tajemniczy lub znajomy czytelniku mojego bloga, po drugiej stronie kabla. Zestaw 6 szytych "bombek" na choinkę, lub jak kto woli - zawieszek świątecznych, dyndadełek samochodowych, wisiorków ozdobnych - pole do interpretacji jest szerokie. Oto one:


Jeżeli byłby ktoś chętny na ten mały prezencik (zachęcam wszystkich! znajomych  i nieznajomych,  moje dziewczyny i rodzinkę! Nie, mamo, nie chodzi o Ciebie... no dobra, uszyję ci zestaw poza konkursem!), to proszę tylko dać znać w komentarzu pod tym postem. W niedzielę 11.12.2011 Kajek Mikołajek wylosuje zwycięzcę, a ja umieszczę informację o tym na blogu tego samego dnia. Wtedy się skontaktujemy i paczuszka poleci wprost w ręce zwycięzcy za pomocą naszej nieśmiertelnej PP lub zostanie wręczona osobiście przez pana Gwiazdorka. Deal? :)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails