poniedziałek, 28 maja 2012

Update z krainy chmielu i wikliny

Nie ma kiedy pisać, nie ma! Tyle się dzieje, tyle czasu spędzamy poza domem, tyle ważnych maili mam do napisania, a każdy w moim stylu, czyli na setki stron. Zamiast tego zamieszczam więc szybki post na blogu, krótszy o gigazylion znaków od tego, co chciałabym napisać do przyjaciółek, koleżanek, znajomych i zbiorowo wszystkich przepraszam i obiecuję poprawę, kiedy tylko Skoczek wróci do pracy z "ojcowskiego" (ale nie, błagam zooooostań!!!), spadnie deszcz i będę miała wolny wieczór. O nikim nie zapomniałam, nikogo nie pomijam, po prostu nie mogę dogonić zaległości, ale dogonię, bo chcę! A teraz dodatkowo jestem pochłonięta całkowicie tym, że: a) MÓJ SYN CHODZI!!! (dziś miałam wrzucić film to obrazujący, ale ... a nie ważne, ręce opadają) i b) mój syn ma za tydzień urodziny!!! c) już niedługo wracam do pracy . I czasami jestem tak zmęczona, że mam ochotę dokładnie na coś w tym stylu:

[tu miała być fota młodego, który przyciął komara w wózku, w pozycji 'na stoliczek w PKP', ale dziadek Janusz ma w domu taką elektroniczną twierdzę, że zdjęcie nie przeszło przez 6 firewalli; to kolejna porażka po próbie skopiowania filmu; słabo mi]

No to może jeszcze tylko podzielę się radosną nowiną: moje dziecko od ok. 2 tygodni NIE JE W NOCY! I śpi, i budzi się w swoim pokoju, w swoim łóżeczku. Życie znowu stało się normalne i piękne i zamiast się tym napawać wrócę do pracy. BOMBA! ;)

czwartek, 24 maja 2012

Polska pieluszka wielorazowa Maylily - recenzja i prezent!

Przez ostatnie 2 miesiące Kajetan testował polską pieluszkę marki Malylily. Producent zachwala swoją pieluszkę jako wykonaną z najwyższej jakości materiałów, a my jesteśmy jak najbardziej chętni do tego, aby tę tezę obalić lub podtrzymać! Do testów przystąpiliśmy z ochotą, bo co tu dużo mówić - miło byłoby móc polecać polskie pieluszki, a nie tylko cuda zza oceanu. Generalnie polskiemu przemysłowi mówię TAK, a więc hulaj dusza - sikamy w polskie dobra! No może przesadziłam z tą liczbą mnogą ;)
Otóż i moja recenzja w wersji filmowej, bo uważam, że lepiej pokazać na filmie niż napisać. Do każdej zainteresowanej mamy na pewno lepiej przemówi obraz wideo. 


Ale jeśli ktoś nie ma siły na oglądanie mojego zmęczonego oblicza i wysłuchiwania potoku słów, które bezustannie się ze mnie wydobywają, szybki skrót.

Plusy:
- świetna jakość materiałów, najwyższa!
- mięciutki i milutki polarek w środku kieszonki;
- jakość wykonania i dbałość o każdy szczegół, np. obszyte wejście do kieszeni;
- estetyczne wykonanie (metki, wszywki, ogólne wzornictwo);
- cuuudowne wkłady: chłonne, zróżnicowane wielkością i nieziemsko estetyczne - żal w nie sikać i robić kupę! ;)
- chłonna, ładna i DUŻA, a to duży plus.

Minusy:
- za rzadko umiejscowione napy na przedzie pieluszki, co w rezultacie daje mniejszy zakres rozmiarowy wszerz i dopasowanie pieluszki w pasie może sprawiać problem;
***
Prosto od producenta mam dla Was jedną taką pieluszkę i chętnie poślę ją w świat! Tym razem losowania nie robimy, bo było ono ostatnio i jakże niedawno. Ty razem pieluszka poleci do pierwszej chętnej mamy, która napisze w komentarzu że jest zainteresowana i dodatkowo poda ile wzorów graficznych pieluszek ma w ofercie producent. Czekam niecierpliwie na pierwszą chętną, która chciałaby zobaczyć pupę swojego malucha w tej pięknej oprawie (wzór unisex moim zdaniem):




poniedziałek, 14 maja 2012

Szalejemy z Lidzią!

Mojej maszyny do szycia już nawet nie chowam do szafy, stoi cały czas na stole i czeka na ataki mojej weny. Czasami zrywa mi nitkę i jej za to nienawidzę, czasami hałasuje jak lokomotywa (w ciągu dnia nie mam takiego wrażenia, ale jak szyję kiedy mały śpi, to wydaje mi się, że ktoś mi czaszkę rozłupuje młotem pneumatycznym). Nieważne, prawdziwa miłość wady wybacza, a my się kochamy ;)
Jakiś czas temu uszyłam sobie więc torbę na przybory do szycia (w środku kieszonki i podszewka w te same grochy, z których powstała kokarda).


Wzór haftu zaczerpnęłam z ksiązki z serii Tilda, którą dostałam od kochanego męża pod choinkę.


A ostatnio uszyłam podusię (a tak dokładnie, to poszewkę na jasiek) dla pewnego kawalera, który skończył 2 lata. Pomijam fakt, że maszyna odmówiła współpracy właśnie wtedy, gdy naszywałam aplikację... no comment, złośliwa jędza ;P Na szczęście w połowie się naprawiła i miś ma rozdwojenie jaźni: do połowy przyszyty, jakby go przyszywał ktoś z co najmniej 3 promilami alc. we krwi, a od połowy, jakby przyszywała krawcowa. A tak w ogóle, to ja jestem gorsza niż mój tata kiedy samochód sprzedaje. Po co komu zwracać uwagę na drobne usterki?! ;)


(na lewej stronie aksamit w przepięknym kolorze pruskiego błękitu)

PO!dusia na krzesełku Kajetana, które dziedziczy po tacie :)

Z gromkim stukotem i złamaną igłą - pozdrawiamy!
Ps. niedługo będę miała kolejną piękną pieluszkę do oddania :]

wtorek, 8 maja 2012

11 miesięcy i Gdańsk

Dwa dni temu świętowaliśmy 11 miesięcy życia Kaja. I świętowaliśmy na wyjeździe! 11 miesięcy wstawania do dziecka w nocy to wystarczający powód, aby z okazji tej pięknej liczby uciec od rzeczonego dziecka na odległość niecałych 400 km. Ale wróciliśmy i pielęgnujemy w sercach wspomnienie fantastycznych 2 dni odpoczynku na łonie naszych niezawodnych przyjaciół oraz miny Kajetana po naszym powrocie - zero zainteresowania! Dzięki synu, teraz już mam pewność, że słowa mama doczekam się za kilka lat, jak będziesz próbował wymusić lizaka w sklepie ;P
Dwudniowa ucieczka od życia do pięknego, pachnącego świeżością i nowością gniazdka Malowanej Fakturki i Kaszuba z Cypru będzie jak każda poprzednia - niezapomniana. Tym razem największej rozrywki dostarczył nam (nikt inny, jak właśnie....!) Skoczek, który niczym kwiat paproci postanowił rozkwitnąć towarzysko na jedną noc w roku. Ach, dziękujemy że mogliśmy być świadkami tego niezwykłego wydarzenia i kulamy się ze śmiechu na wspomnienie procesu przekiwtania, który miał miejsce dnia następnego. 


Za obłędne jedzenie(dowody poniżej), godziny rozmów, cierpliwość dla dziecięcych tematów, za Westerplatte i najpiękniejsze w Polsce Stare Miasto oraz najbardziej odlotowe miejskie slumsy, za to, że jesteście - dziękujemy :) Rewanż u nas, bo maruda pytał kiedy ciocia Edzia przyjedzie czytać bajki!


A jedenaście miesięcy życia naszego rozrabiaki uczcijmy krótkim podsumowaniem ku pamięci oraz filmem z happy endem. 
Rozwój ruchowy: raczkuje jak szalony, wstaje nie tylko na grzbietach stóp, ale również unosząc stópkę, schodzi tyłem z tapczanu (o chwała Wam za to, dziadkowie!), chodzi wzdłuż ścian i innych obiektów, potrafi obrócić się stojąc, aby dosięgnąć przedmiotu, który ma za plecami. Stoi samodzielnie bez podpórki na całych stópkach do 1 min. Już raz wstał w krzesełku do karmienia i próbował wkroczyć na stół... Chodzi również z pchaczem (-> The Film) i baaaardzo głośno z nami rozmawia. Używa obu rączek, choć nieznacznie woli lewą.
Rozwój fizyczny: chłop jak dąb, 9 kg, 5 zębów (ten jeden nie do pary to dolna lewa dwójka), żadnych wałeczków, baczków i tłustych podbródków, tylko brzucho wystaje (szczególnie w wannie). Włosy gęste acz cienkie (zawsze to słyszę u fryzjera ;), ale trzeba się dobrze przyjrzeć, aby je znaleźć. Oczy wciąż niebieskie z delikatnymi niteczkami złotego koloru przy źrenicach. Stópki jak u małego owczarka niemieckiego (nie chodzi o sierść!).
Rozwój emocjonalno - umysłowy: potrafi sam bawić się zabawkami, a szczególnie zafascynowany jest procesem wyciągam-wkładam. To co inne dzieci rozrzucą, on pozbiera i będzie próbował włożyć na miejsce. Jego ulubione zajęcie to wkładanie kubeczków jeden w drugi, wkładanie wtyczek do kontaktów (płonne nadzieje, wszystkie kontakty zabezpieczone) i wkładanie siebie do kojca przez dziurę, a następnie oczekiwanie na kogoś, kto będzie go śledził i z tej dziury zaatakuje łaskocząc w co się da :) Bardzo dużo gada, a jego repertuar to "tata", "dada", "gaga", "bubu", "kaka", "kap kap", "koko". Ulubione słówko to gromkie TA! fascynują go psy, koty i inne dzieci. Również mrówki, szczególnie jeśli maszerują po drzewach. Wie doskonale kiedy robi coś dobrze (uśmiecha się wówczas promiennie i patrzy na nas robiąc to) oraz kiedy robi coś, czego mu nie wolno. W drugim przypadku ma minę anioła (mimo że wciąż ręką sięga do wnętrza odtwarzacza video) i cichutko zapytuje "ta?", w odpowiedzi na gromkie "nie wolno!!!". Zawstydza się, gdy zaczepia go ktoś obcy i mimo, że nadal się uśmiecha, to woli być przylepiony do mamy (kładzie wtedy główkę na mojej piersi, to przesłodkie!). Nie robi papa i  nie gada na zawołanie. Ot, taka fantazja! Niestety nie boi się obcych ludzi, obcych miejsc i nieznanych sytuacji. Ogólnie niczego się nie boi i uwielbia ruchliwe ulice, parki i centra handlowe. A to pies na zakupy, szczek szczek! :) W książeczce pokazuje kota, a nie pokazuje psa, a w ogóle odkąd zaczęłam mieszać mu w głowie tym psem, to kota też przestał pokazywać. Próby nauczenia go "jak robi świnka?" napotykają na mur obojętności pomieszanej z pogardą... zawiesiliśmy starania ;]
Tryb życia: Pobudka o godz. ok. 7:00, śniadanko o 8:00 i być może drzemka o 10:00 (poprzedzona mlekiem). Jeśli tak, to kolejna drzemka o 14:00 (w sumie ok. 1,5 do 2h). Jeżeli nie o 10:00, to wtedy jedna dłuższa drzemka w południe (ok.1,5h). W ciągu dnia różne stałe posiłki (ulubione jedzenie: cukinia pieczona, brokuły, kurczak, makaron i pomidorowa oraz wszystkie owoce świeże i suszone, jogurt naturalny i kaszka manna z cynamonem made by mama). Mleczko popołudniowe ewentualnie acz niekoniecznie. Podwieczorek i dobranoc mówimy sobie ok. 19:30 - 20:00, co jest poprzedzone butlą z 260 ml mleka. Potem jeszcze dokładka o 23:00 i śpimy do rana z krótkimi pobudkami ok 2:00 i 4:00, żeby matka broń boże nie zapomniała horroru nocnych karmień (te zniknęły z planu dnia po 8 miesiącu). W tych sytuacjach smoczek wystarcza. A każdy kolejny dzień to przygoda okraszona setkami lub tysiącami, sama już nie wiem, podnoszeń i opadań, kucnięć i powstań, potknięć i turlania oraz odkrywania na nowo faktu, że coś można do czegoś włożyć...




A tak to z pchaczem było. Pozdrawiamy :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails