poniedziałek, 16 lipca 2012

Misja: KOŃ

Kilka tygodni temu, jadąc z Długorzęsą do kliniki, w której mieli jej zrobić zabieg na oku, a konkretnie na powiece (A te oczy! Świat by wiele stracił, gdyby chirurgowi omsknęła się ręka. Dość powiedzieć, że kiedy razem byłyśmy u kosmetyczki, to ta - doświadczona przecież - przez 10 min próbowała Długorzęsej zmyć tusz z oka, nie przyjmując do wiadomości, że owego już tam nie było. Tak! Ta dziewczyna naprawdę ma takie rzęsy i takie niebieskie oczy!). Aby rozładować nerwową atmosferę paplałam sobie swoim zwyczajem o wszystkich pierdołach świata, aby te złowrogie myśli o pijanym/niewyspanym/niedoświadczonym chirurgu oka rozgonić. Między innymi opowiedziałam Długorzęsej o tym jakie mam szczęście do zdobywania przedmiotów, które sobie wymyślę i wymarzę, choćby nie wiem jakie były udziwnione. I że na przykład teraz wymyśliłam sobie dla Kaja drewnianego konia na biegunach, po którego zamierzam się udać do Czacza. W niedzielę ten cudowny plan zrealizowałyśmy z Mamusią Akacji. O tym, że czuję się w Czaczu jak dziecko pływające w basenie z cukierkami, jak Staś i Nel kiedy w końcu dotrali do wodopoju, jak Antek, któremu w końcu udało się przydybać Jagnę w stogu siana, jak Niebiański Skoczek, który po całym dniu wsiada do czołgu i wyrusza na misję rozwalenia Tygrysa... o tym później :)

Tak więc przeszedłszy połowę z jakichś 200 folii/stodół/chlewików miałyśmy już z Mamusią samochód wypełniony po dach (cały bagażnik i tylne siedzenie i dzięki Bogu, że Dlugorzęsa jednak z nami nie pojechała, bo musiałaby biec za samochodem, albo osiąść w Czaczu i na przykład zająć się uprawą  pomidorów w folii, co byłoby szczytem dekadenckiego życia jak na tę wieś :D). Zakupy szły nam REWELACYJNIE! Co chwilę jakaś perła wpadała nam w ręce i zaczęłyśmy się opamiętywać dopiero w momencie, kiedy już nie czułam rąk od dźwigania płaskorzeźby Matki Boskiej przypominającej ozdobę zabytkowych nagrobków wykonanej z czegoś w rodzaju cementu. Ale konia nie miałam... Wybiła 13:00 i już zaczynałyśmy odczuwać presję czasu (chłopaki zostali sami), głód (żołądka) oraz dotarła do  nas smutna prawda, że już nic nam się nie zmieści do samochodu i czas zainwestować w Żuka. Wróciłyśmy do samochodu, wyładowałyśmy go, aby ponownie załadować w sensowniejszy sposób (Matka Boska jechała na kolanach...) i wtedy powiedziałam do Mamusi: Jak już tu stoimy, to ty się baw w tego samochodowego tetrisa, a ja jeszcze wejdę do tej ostatniej folii - może będę miała szczęście. Folię obeszłam dookoła i już miałam wychodzić, kiedy pod nogi zaplątał mi się konik...  Niechaj to będzie puenta i nauka na całe życie: nie tracić wiary :) Konik kosztował mnie całe 40 zł (pytając o cenę udawałyśmy z Mamusią Akacji, która do tego czasu już zapakowała furę, całkowitą chłodną obojętność), po czym po wyjściu z folii oddałyśmy się wielkiej radości i całkowicie spełnione zakupowo wróciłyśmy do domu. Otóż i on, jest cudownie niedoskonały i nie ma jednego ucha...


...pan właściciel znalazł go w pokoju następnego dnia rano. A TO TO???






Mamusiu, jest piękny! Tylko trochę jakby rozczochrany. Załatwię to.



Teraz już jest godzien, abym na nim jeździł!



W następnym poście dotyczącym zakupów w Czaczu pokażę wam, co jeszcze zdobyłam (tylko muszę trochę odnowić i/lub powiesić) i przygotuję dla Was test psychologiczny niczym z Bravo na temat "Czy powinnam jechać do Czacza na zakupy?" :D 

ps. Tak, na podłodze w kuchni leżą resztki śniadania ;)

2 komentarze:

  1. Dios Mio! Ta pupa w cupcake'u wygląda obłędnie! :) Hehe, zwłaszcza na zdjęciu, na którym Pan Właściciel podziwia koński zadek :) Bomba! No i oczywiście fajny koń :))))) Nie wiem w takim razie, czy wyprawa do Czacza z Tobą jest bezpieczna. Trochę się zaczynam obawiać o stan mojego domowego budżetu ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoooooko, będziemy się targować do upadłego. Ja co prawda nie umiem, lol ;], ale może jak będę się targowała dla Ciebie to będzie mi łatwiej. Z reguły trudno mi utrzymać pokerową twarz, kiedy sprzedawca żąda sumy 10- ciokrotnie niższej niż byłabym gotowa zapłacić ;) Mam nadzieję, że masz ładowny samochód!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails