poniedziałek, 13 sierpnia 2012

A to to?

No właśnie, niechaj spytam w języku mego dziecięcia... a TO TO?


A to mój nowy wynalazek! Wpadłam na jego stworzenie, kiedy umartwiona siedziałam w poczekalni do pediatry po raz 3 w jednym tygodniu . I patrzyłam na tę smutną książeczkę zdrowia myśląc, że jeżeli będę jej używać z równą częstotliwością, to za pół będę świadkiem jej całkowitego rozkładu. No i doznałam wizji - radosna okładka! Uszyłam więc dwie. Jedna dla pana Pączka, który przestał w nocy pokasływać, jak tylko ją uszyłam i nawet miałam ochotę na wycieczkę do lekarza :)


I niespodzianka :) Druga okładka dla nowonarodzonej córeczki mojego niedawno (i po latach) odnalezionego kolegi ze szkolnej ławki, towarzysza licealnej doli i niedoli, Marcina. W ostatniej fazie pracy dotarło do mnie, że słowackie ( i polsko-słowackie) maluchy mogą mieć zupełnie inne niż nasze książeczki zdrowia! Dlatego też okładka podpisana jest wyłącznie imieniem małej Matildy. W najgorszym razie będzie okładką na zeszyt za kilka lat. Marcin, mam nadzieję, że niespodzianka się udała, pisz mi szybko adres na priva :)


Pozdrawiamy wszystkie mamy w poczekalniach. Bądźcie silne!

9 komentarzy:

  1. Piękne:)Dorcik i Patryś zazdraszczają:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Motyw lokomotywy mnie rozczula... :)

    Ed

    OdpowiedzUsuń
  3. Piesek i kotek - tak jak u nas ;)
    Bardzo ładnie to wymyśliłaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecudne, oczywiście od razu pomyślałam, że też takie zrobię dla Zunki, ale przypomniałam sobie, że nie umiem szyć, haha

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeejku dziękujemy :D Matilda, Mama i Tata

    PS: Na Słowacji, nie wiedzieć czemu, nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, żeby każdy miał w domu własną książeczkę zdrowia, do której da się kiedykolwiek zerknąć. Tu lekarz rodzinny ma twoją kartotekę i basta. Małżonka mówi, że ponoć trzeba mieć dobrą pamięć ;) no i jak wszędzie najlepiej w ogóle nie chorować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki dzięki dziewczyny i chłopaki! u nas też lepiej nie chorować, ale jak już, to w dobrym stylu! Dla mnie książeczka zdrowia jest kulą u nogi, bo ja mam w głowie chaos i ciągle jej szukam. A wiadomo, historia mego ekspresowego porodu warta jest zachowania, plus te wpisy ze szczepień, kilogramy, centyle itd. Co jakiś czas dopada mnie blady strach, że jak ją w końcu naprawdę zgubię, to moje dziecię przestanie istnieć :D
    Ciocia Edzia, ta kurka w ostatnim wagonie to Ty, tylko zapomniałam jej doszyć książki :)
    Marcin, niechaj się okładka sprawdzi jako ubranko na zeszyt :)
    PO ZDRA WIA MY!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna okładeczka! Moja córa odpukać przez 16m-cy jeszcze nie była na nic chora!Co wcale nie znaczy,że książeczka zdrowia ma być bezokładkowa!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails