piątek, 28 września 2012

Mama montażystka w akcji

Dzisiaj filmy. Jeden bardzo zaległy, a drugi również zaległy :) Nic aktualnego, ale na pamiątkę.

Pierwszy dokumentujący życie naszego Pączka w miesiącach 9-12, czyli to tu znajdziemy ten piękny przełom jakim były pierwsze kroki. Trochę głupio wzruszać się na własnym filmie, ale po 10:30 min. robi się dość rozczulająco...



Drugi film to część 1 (z 2) filmu z miesięcy 12-15. Miałabym również część drugą, gdyby ciocia Marta zlitowała się nade mną i przysłała mi zdjęcia z 18 - stki naszych kuzynów. Oj ti, ti! ;P


Otóż i jest część druga!


środa, 19 września 2012

Ławka i kredens

Nigdy nie dajcie się wystraszyć "życzliwym" osobom, które będą was przestrzegać przed niewyobrażalnymi kosztami z jakimi wiąże się posiadanie dziecka. Wyposażenie jego pokoju wcale nie musi dużo kosztować! Oto dwa przykłady mebelków, które kupiłam za naprawdę rozsądne pieniądze i sama przerobiłam. Pierwszy to ławeczka ze skrzynią na zabawki. Wyszperałam ją pomiędzy innymi brudnymi, zakurzonymi gratami i kupiłam za ... 30 zł. Od razu zwróciłam uwagę na to jak prosta będzie renowacja, gdyż drewno użyte do zrobienia tej ławeczki było całkowicie surowe. Bosko! Żadnego ścierania lakieru! :)


Zaczęłam od wymontowania siedziska i oparcia (mocowanie na śruby) i usunięcia starych materiałów:


Następnie uszyłam oparcie z mojego ukochanego lnu w kropeczki (ten materiał pojawia się w moich pracach co chwilę, ale kocham go i mam go niewyobrażalną ilość) i obiłam na nowo siedzisko przy użyciu pistoletu tapicerskiego (szatańskie narzędzie!). Całkiem przypadkowo weszłam w posiadanie cudownego materiału tapicerskiego w pasy. Ławkę pomalowałam na biało i turkusowo, a z przodu chlasnęłam konika na biegunach. Gdyż Kajetan kocha swojego konika :) Zanim zamontowałam siedzisko i oparcie, to Tata Skoczek z asystentem skręcili ławeczkę do kupy.


Gotowe :)


Kotek, schowaj pajacyka do skrzyni.


 BRAWO!
(obyś ty synu mój nigdy nie musiał trupa do szafy chować... bo zaprawdę powiadam ci, kapitan Sowa, go znajdzie bez problemu)


No i jest jeszcze kredens, który pokazywałam w tym poście. Piękny niezniszczony kawał drewna kupiony za 450 zł. Kiedy postawiliśmy  go na tle ciemniejszej ściany w paski, to jego kolor przestał pasować do czegokolwiek. Ale od czego jest emalia akrylowa? ;) Oto kredens po mojej interwencji:


A można powiedzieć, że zdążyłam wtedy na ostatnią chwilę...


Uwielbiam dawać przedmiotom drugie życie. A satysfakcja jest ogromna! Jestem bardzo zadowolona z efektów wizyty mebli w moim farbiarskim salonie regeneracji. Kto następny?

poniedziałek, 17 września 2012

We dwoje

Było cudownie. Choć Dolny Śląsk źle działa na moją psychikę. Przejeżdżając przez okoliczne wioski mam ochotę rzucić wszystko i kupić sobie dom szachulcowy w ruinie. Ale na szczęście mam mojego Niebiańskiego Skoczka, który stanowi mój łącznik z ziemią :)
A teraz, po powrocie,  kontynuujemy przytulanie się pod kołdrą, tylko że z gorączką. Z romantycznego weekendu przywieźliśmy sobie wirusówkę. Sweet :) Dobrze, że póki co potomek wciąż chodzi do żłobka.


środa, 12 września 2012

Crazy Lego Land

Czy 15-miesięczne dziecko potrafi bawić się klockami Duplo? To zależy jak definiujemy zabawę klockami. Nasze uwielbia przechylać wiaderko z klockami nad głową i wysypywać sobie klocki na twarz. Potrafi również w trybie ekspresowym zburzyć każdą konstrukcję. A jednak... dziwna sprawa, mimo wszelkich sygnałów braku gotowości naszego syna, klocków przybywa. A czy 33-letnie dziecko jest się w stanie powstrzymać od zabawy klockami? Chyba nie. Na początku Tata Skoczek troszkę jakby się hamował, niby że dla synka na przyszłość. Ostatnio jednak w ogóle się nie krępuje i bezwstydnie oddaje się zabawie  układając klocki w fantazyjne konstrukcje. Czy ktokolwiek mógłby się spodziewać, że z zestawu z Kubusiem Puchatkiem można ułożyć helikopter?!






Tato, jaka to jest wspaniała zabawa te kolorowe cosie!
Nadepnąłem na klocka!!!
Jestem w rozpaczy...
Ale nie aż takiej, aby nie pobawić się w "Gdzie Kajtuś ma język?" :)
Włosy też mam! Ucinam więc wszelkie insynuacje jakobym miał być, tak samo jak mama, łysy do 2 roku życia!

Moją ulubioną konstrukcją z klocków był Kościół p.w. Świętej Dwójcy Zwierzęcej. Kazania Wielebnego Prosiaka były tak przejmujące, że zwierzęta ściągały z całej okolicy. Co prawda wyznawców było tylko dwóch, ale było również dwóch wolnych słuchaczy.

Wielebny zawsze tryska optymizmem...


Co niestety nie na wszystkich potencjalnych wiernych robi wrażenie.

Na szczęście sława Wielebnego prosiaka szybko się rozchodzi i wyznawców przybywa z każdym dniem. Bogu niech będą dzięki!


Drodzy parafianie! Zebraliśmy się tutaj, aby pomodlić się za wszystkich nieobecnych ze Stumilowego Lasu. Dzisiejsza zbiórka pieniędzy przeznaczona zostanie na pomoc samotnej matce Kangurzycy. Chrzciny Maleństwa odbędą się w przyszłą sobotę.  Módlmy się dopóki Wielki Destroyer nie dobrał się do murów naszej świątyni...


Cóż mogę powiedzieć na temat konstrukcji budowanych przez mego drogiego męża? Jako synowa najprawdziwszego wykształconego teologa, powiem tylko że The only one who could ever reach me, was the son of a preacher man ;)

niedziela, 9 września 2012

Urosło nam się...

Nie mam kiedy napisać jakiegoś dłuższego posta, bo a to katary, kaszle, praca, zwolnienia, wyjazdy, odwiedziny itd. Ale te dwa zdjęcia, ku pamięci, dam radę. Bo ładnie pokazują jak się pewnemu kawalerowi urosło...

Nowy Tomyśl, 28 sierpnia 2011


Lipe, 1 września 2012, czyli prawie równy rok później.


:)

poniedziałek, 3 września 2012

Moje lato trwa

Kolejne lato naszego życia trwa, kolejna jesień przed nami. Jesień ma w sobie coś pięknego. Wraz z pierwszym chłodnym powietrzem pojawia się we mnie jakiś niepokój. Z jednej strony czekam z niecierpliwością na jesienne słońce i dziwne, rześkie powietrze, z drugiej wspominam lato. Lato 2012 było najdłuższym w moim życiu. Mam wrażenie, że trwało kilka lat. Zaczęło się kiedy tylko przestałam Kajetana owijać w zimowy kombinezon i kiedy na spacery zaczęliśmy wychodzić tylko z kocem.  W maju już był krótki rękawek, a potem długie ciepłe dni. Moje lato zaczęło się około marca i trwa nadal, choć nie mogę nie zauważać wszystkich oznak jego przemijania. Nie zmarnowałam żadnego ciepłego dnia, nie przegapiłam żadnego promienia słońca, nie umknął mi żaden zachód, a nawet dane mi było być świadkiem kilku wschodów słońca. To wszystko zawdzięczam mojemu synkowi, który mobilizował mnie cały rok do intensywnego korzystania z dobrodziejstw pogody i pokazywania mu świata każdego dnia. Codziennie czułam wiatr na skórze, codziennie promienie słońca rozgrzewały mi twarz, a kiedy nie było pogody... to też chodziliśmy na spacery. Nigdy nawet nie pomyślałam, że jest za gorąco albo w jakiś inny sposób źle. Jedliśmy tylko ogrodowe pomidory i zrywaliśmy kwiaty. To było najbardziej nieskończone i najintensywniejsze lato mojego życia. Prawdziwie niezmarnowany czas.






 

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails