poniedziałek, 29 października 2012

buziaczki ;)

Halo, halo, halo!!! Czy ktoś tu pilnuje tej panny? Mysikróliku, to miała być popołudniowa kawka, a nie schadzka. KAWKA!
Jako matka tego oto gorącokrwistego kawalera oświadczam, że odpowiedzialności za konsekwencje nie biorę ;) Niech się tata panienki Zofii martwi!


Na usprawiedliwienie panicza Kajetana rzec jedynie mogę, że wszystkie kobiety obdarza względami łącznie z prababciami i babciami. Buziaczki :)

czwartek, 25 października 2012

Mój album ciążowy

Dwa lata temu w październiku zobaczyłam na teście 2 kreski. Dwa lata temu. Dokładnie 5 października 2010 r. Wkrótce potem rozpoczęłam tworzenie swojego wspomnieniowego albumu. Jak można zauważyć - im dalej w las, tym mniej ozdób, bo czasu miałam coraz mniej. I brakuje ostatniej strony, choć pełno mam do niej materiałów - pamiątek ze szpitala :)


Londyn z Justynką - tutaj jeszcze niczego nie podejrzewałam, a wszystko już się działo! Ale byłam marudna :) Przepraszam!

Test i pierwsze USG.

Zaczynamy fotografowanie brzuszka. Mam wory pod oczami jak stąd na księżyc i jestem wycieńczona mdłościami. Pierwszy trymestr to nie spacer przez park!  Plus najśmieszniejsze zdjęcia z USG (m.in. pozycja psa z głową w dół)

 Uszykowana na firmową "wigilię". W ten wieczór o mym stanie błogosławionym dowiedzieli się koledzy i koleżanki z pracy. Po prawej pierwsze ruchy i nareszcie zaokrąglony brzuszek.


 Panieński mojej Ani. Nawet tutaj znalazł się ktoś kto pilnował, aby nie jadła sushi! Ale oczywiście się nie posłuchałam :) Jeżeli jesteś w ciąży i robisz coś o czym podejrzewasz, że może być nielegalne, a potrzebujesz potwierdzenia, że możesz to robić dalej - pisz, na pewno to robiłam i chętnie zaświadczę, że można :D



USG 4D i odwiedziny mojej Matki Chrzestnej i wujka. 



 Malujemy pokój Malucha! Zmiany są kolosalne, a pokój w końcu zaczyna wyglądać tak jak powinien, a nie jak połączenie graciarni z biurem. Czy ktoś uwierzy, że Skoczek trzyma wałek w rękach po raz pierwszy. Gdzieś ty się chował, mężu?






 Urodziny Ani, obrona pracy podyplomowej Skoczka, mój brzuch. Było co świętować. Znou nażarłam się sushi :D



 Ostatnie ciążowe zdjęcia, bo zrobione kilkanaście godzin przed porodem...

 Ostatnia strona wciąż czeka na ukończenie, ale są postępy, bo już wywołałam zdjęcia z sali porodowej. Muszę przyznać, że nawet nieukończony (ale też nie wszystkie strony sfotografowałam!), mój album jest cudowną pamiątką z  tego najwspanialszego okresu w moim życiu. Polecam wszystkim oczekującym.






czwartek, 18 października 2012

Tarka ze szkłem błękitnym jak niebo!


Ja nie wiem jak to się dzieje, ja nawet czasami tego nie chcę! Ale ja po prostu sklepy ze starociami wyczuwam intuicyjnie, tak jako moje dziecko wyczuwa włączonego laptopa. Niczym świnka niucha po pokoju i odnajduje swojego trufla włączonego, ceiplutkiego, gotowego do odpalenia "Kaki" na YouTube. W ten sam sposób wyczuwam sklepy ze starociami.
W zeszłym miesiącu pojechaliśmy z mężem mym na bezdzietny romantyczny wyjazd. Przed wyjściem z domu Mamusia Akacji konspiracyjnym tonem rzekła: Ola, pamiętaj że macie  na trasie Bolesławiec!. Zdaje się, że również Tatuś Akacji coś tam mruknął o Bolesławcu puszczając mi konspiracyjne oczko. Można to posumować tylko w jeden sposób: biedny Skoczek ;) Miałam jakieś 160 km na przyzwyczajenie go do faktu, że w Bolesławcu robimy sobie zasłużoną przerwę. Zatrzymaliśmy się na niewyobrażalnie zatłoczonym parkingu przed fabryką ceramiki, ponieważ uznałam, że skoro jest tu tyle samochodów, to musi też być sklep firmowy. Po drugiej stronie ulicy WSZYSTKIE sklepy miały nalepkę na szybie "sklep  firmowy"... Karol zaparkował naszą furę na dachu innego samochodu, który uprzednio zepchnął w krzaki, popchnięty przez innego parkującego i tylko wyjęczał: błagam, pośpiesz się, bo nie mogę tu stać.  Ależ oczywiście, jak wiadomo, krótkotrwały proces decyzyjny to moja mocna strona ;)
Na chybił-trafił wybrałam pierwszy sklep i przy wejściu potknęłam się o tarkę do majteczek, oryginalną, wieloletnią, która zamiast blachy posiadała piękne bladoniebieskie szkło... Usłyszałam w głowie cichy szmer małego strumyka, przy którym siedziała młodziutka praczka, może miała 12 lat i takie jakby wołanie: Tu mówi twoja tarka, jestem twoja, jestem twoja, jestem twoja.... Ujęłam więc ją w dłonie i w hipnotycznym transie, chyba bez użycia nóg, lewitując, przesuwałam się w stronę kasy. Zwróciłam się w stronę znudzonego, zakopanego pomiędzy starymi obrazami żydowskich przekupek i brzozowych zagajników ekspedienta i szepnęłam  odruchowo (bo odpowiedź mnie nie interesowała) Ile? i już sięgałam w czeluść torebki po portfel. W ostatnim przytomnym odruchu powstrzymałam się od zapytania Czy pan też słyszy głosy? podejrzewając, że niektórymi faktami nie należy dzielić się z resztą świata. Ocknęłam się kiedy drzwi od sklepu trzasnęły i zadzwonił uwieszony przy futrynie dzwoneczek. A w ręce miałam tarkę i w podskokach udałam się do samochodu. Skoczek zmierzył nas wzrokiem, pokręcił głową i wrzucił kierunkowskaz. Chyba już stracił nadzieję :)
A 100 metrów dalej, za rondem ujrzałam parking PRAWDZIWEGO sklepu firmowego ceramiki bolesławieckiej :D No i cóż, to był idealny moment za zrobienie sobie drugiej przerwy w trasie. To już zupełnie inna historia, ale jeszcze bardziej dramatyczna, ponieważ wewnątrz sklepu doznałam paraliżu umysłowego, zawiesiłam się i prawie rozpłakałam wybierając numer telefonu Karolka szepcząc w słuchawce "Help". Było super :) 


A te pyszności wyżej to kompot z naszych własnych działkowych jabłek. Pani Babcia (babcia Pączka) zrobiła takich 40 słoików! Starczy do lipca i dzięki Bogu, bo Kajetan po prostu uwielbia wyjadać te jabłka prosto ze słoika.

wtorek, 16 października 2012

Anioły wstają wcześnie. Jak ptaki.

I jak nasz anioł, który tak skromnie stoi sobie w chustce na głowie. Tak ukrywa aureolę. A skrzydła pod fartuchem. Tęsknię bardzo... za tobą prababciu i za wszystkim, co się z Tobą każdego dnia budziło do życia o świcie. Za kurami, ptakami, rosą, trawą, ogniem w węglowej kuchni. Za tym jak włosy siwiutkie czesałaś grzebieniem i upinałaś wsuwkami w koczek. Za tym jak ścieliłaś te wymęczone po nocy pierzyny w tak magiczny sposób, że nagle robiły się ogromne i puchate, a przykryte narzutą stawały się idealnie płaskie i doskonałe. I tak tęsknię za niedzielą, kiedy wsuwałam głowę pod poduszkę, by jeszcze nie wstawać, a Ty pielgrzymowałaś do szafy dobierając chustki. Najpierw tę w maki przymierzałaś przed lustrem swojej toaletki, potem wracałaś do szafy, wybierałaś chustkę w róże, potem znowu i znowu... a te drzwi od szafy, jak one skrzypiały! Nawet pod stosem poduszek wciąż słyszałam ten hałas. Tyle bym dała, by móc jeszcze raz w życiu zobaczyć cię w niedzielny poranek przy szafie, kiedy szykowałaś się do kościoła. Obiecuję, że w innym życiu nie schowam głowy pod poduszkę, nie zmarnuję ani jednej naszej wspólnej minuty, będę cię wieczorem całowała po rękach i czesała o świcie. Bo tak strasznie marnujemy chwile mając kogoś na co dzień, nie myśląc o tym, że odejdzie, a my będziemy żałować tego wszystkiego, czego nie zrobiliśmy i nie powiedzieliśmy, kiedy jeszcze mieliśmy szansę.
Dla mojej babci, ze zdjęciem prababci, czyli matki. Książka piękna i smutna z zakładką  (i tylko szkoda, że nie sfotografowałam tyłu).



Jakieś takie fatalne te zdjęcia, ale lepszych już nie zrobię :)

środa, 10 października 2012

Jesienne wycieczki do babci


Jesień... dla wielu czas spadających liści, nostalgii, pięknych kolorów i blabla. Dla mnie czas na KASZKIECIK! :) Znacie mnie, mam fioła na punkcie ubierania mojego przystojniaka! Uważam, że nie ma nic bardziej uroczego niż dorosłe elementy garderoby w wersji mini. Chyba dlatego mój synek nigdy w życiu nie nosił wiązanych pod szyją niemowlęcych czapeczek w kolorze baby blue. Mistrzami świata w tego typu (małe-dorosłe) elementach garderoby są moim zdaniem projektanci z H&M. Nie mogę za często chodzić do tego sklepu, bo wpadam tam w rodzaj amoku... A tę piękną kurteczkę zawdzięczamy cioci Rasberry, która czujna zawsze jest i wypatrzy takie (przecenione!) perełki nawet pozornie skupiając się na wybieraniu bluzy dla swojej panienki. Ma się to oko ;) A oto fotorelacja z niedzieli u babci (wiedzieć należy, że babcia Bożenka ma wiele zalet, a jedną z nich jest zamieszkiwanie w kamienicy wychodzącej prosto na park, w którym tata Skoczek w dzieciństwie zjeżdżał na sankach).




W parku są tylko dwa ciekawe elementy: kuku (ew. kaka, czyli ptaki) oraz kamienie




 OJ, BAM!!!
 ... hmmm, ale  nawet miło, jakby się nad tym zastanowić. Bam w parku nie jest takie straszne...

Hmmm, co (kogo?) ci przypomina, co ci przypomina, uśmiech znajomy ten? Mam swoją teorię :)
 DAJ!

Na pewno jest jakiś sposób na wciśnięcie tego kasztana w tę dziurkę...

Owocnego jesiennego polowania na kaki i kuku życzy rodzinka T. :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails