wtorek, 27 listopada 2012

Jesienny chłopak

Z tej drogi, którą przeszło
za wiosną swoją lato
nie patrzę już na przeszłość
przed siebie patrzę za to
ze wzrokiem na zakręcie
za którym jest już jesień
wciąż czekam nieugięcie
że ona mi przyniesie
jesienną dziewczynę
odmienną
niż inne
dziewczynę
z chryzantemami
(z Kabaretu Starszych Panów)



Oto i jesienna dziewczyna (nie dajcie się zwieść brakiem chryzantem) ze swoim jesiennym chłopakiem:

(fot. Tatuś Akacji, pseudonim operacyjny ŹAŹA) 
A to już sam jesienny chłopak. Zima za pasem, więc to z pewnością ostatnie złote zdjęcia roku 2012.


 Kuku w parku koło babci Bożeny:






niedziela, 25 listopada 2012

Jan, Jaś, Jasiu



Witamy na świecie Jasia (synek przyjaciółki, proszę powstrzymać ekscytację, hehe)! Spodziewaliśmy się go od co najmniej dwóch miesięcy, a on pojawił się po terminie. To było wejście w wielkim stylu ;) Cieszymy się ogromnie, że do naszego stadka dołącza kolejny piękny chłopiec. Piękni chłopcy to co, co lubimy najbardziej i na czym znamy się najlepiej ;)

Dla Jasia uszyłam moje pierwsze w życiu literki nad łóżeczko. A co się nagłowiłam z imieniem! Kto by pomyślał, Jan, nic trudnego, prawda? A jednak! Jaś - literka ś zaburzała mi harmonię zwisu :D Nie pasowało. Jan? Zbyt formalnie i za krótkie. Janek? Mnie się podoba, ale z ust przyszłych rodziców tej formy nie słyszałam. Więc co? Jasiu! Teoretycznie jest to forma wydarta wołaczowi, ale z drugiej strony, tak jak Krzysiu, w mowie potocznej funkcjonuje również jako mianownik. Tak mi się przynajmniej wydaje i błagam nie wyprowadzajcie mnie z tego przekonania, bo nie jestem w stanie tego skorygować :)
 ***
Drogi Jasieńku, chowaj się zdrowo i bądź najszczęśliwszym bobasem na świecie! Ciocia Ola całuje.
ps. Specjalne podziękowania dla taty Jasia, który z wielkim oddaniem wbijał gwoździe demolując meble w pokoju chłopca, jednocześnie konsultując smsowo kompozycję. Co złego, to nie my! ;)

czwartek, 22 listopada 2012

Ciąg dalszy przygody z jedzeniem, czyli BLW w 17 miesiącu



Co lubię najbardziej? Makaron: suchy i z wszelkimi sosami, a najbardziej pomidorowym. Ryż, najchętniej z mizerią (ale na przykład wczoraj zjadłem miskę ryżu z babcinymi buraczkami). Zupy chyba wszystkie, ale najbardziej biały barszcz, rosół i pomidorową. Jajecznicę! I różne pyszne kuleczki, takie jak groszek, cieciorka, kuleczki mozzarelli. Lubię też pieczone warzywa i keczup. Kefir piję duszkiem. Uwielbiam też wszystkie owoce na świecie, a obecnie jestem w fazie jabłek i winogron. Tak naprawdę jestem frutarianinem :)

Czego nie lubię? Mięsa... kurczaków, świnek, przepiórek, gołębi, krów, królików i w ogóle wszystkiego co posiada tkankę mięśniową. Nie lubię też kiedy mama próbuje mi to mięso przemycać i myśli, że się nie zorientuję. Kiedy kładzie mi na talerzu kurczaka, to siłą woli sprawiam, że robi się niewidzialny. Moim celem jest uczynienie z rodziców wegetarian i już prawie mi się to udało. Nie przepadam również za ziemniakami i chlebem. No chyba, że mówimy o drożdżowych bułeczkach z rodzynkami.

Czego nie znam? Kiedyś usłyszałem na spacerze słowo batonik, a innym razem czekoladka z nadzieniem. Nie bardzo wiem co co. 

Co jeszcze jest fajne? To, że mam swoje miejsce przy stole i swoje krzesełko, i że rodzice albo dziadkowie zawsze są przy mnie kiedy jem i również jedzą, nie skupiając się na mnie. Przy stole jem w swoim tempie, czasami bawię się jedzeniem, sprawdzam jego konsystencję i zapach. Zupę jem czasami rączką, a kefir łyżeczką i co z tego? Rodzice pozwalają mi na eksperymenty, dzięki czemu jedzenie to fajna zabawa. Lubię też, że  do niczego mnie nie zmuszają i nigdy mnie nie karmią. No czasami tylko trochę pomogą, kiedy jedzenie ucieka mi z łyżeczki. Jestem taki samodzielny :) A tak sobie radzę w wieku 17 miesięcy:


A co lubią rodzice? To, że nie marnują czasu i energii na pakowanie jedzenia do dziecięcego przełyku. Rodzice są leniwi i lubią w spokoju zjeść sobotnie śniadanie, którego głównym składnikiem nie jest wrzeszczące i protestujące dziecko ;) Czasami tylko mama nie je, a trzyma telefon i kręci film.
***
Gdyby ktoś chciał poczytać więcej o metodzie BLW to zachęcam do lektury książki Bobas Lubi Wybór, którą kupiłam przypadkiem, a od której wszystko się zaczęło:


ps. Nie stosowaliśmy się restrykcyjnie do zaleceń z tego podręcznika. Dokarmiałam małego łyżeczką do 16 miesiąca (kiedy nauczył się sam jeść łyżeczką) podając mu jogurty, kaszki, musy owocowe. Uznałam, że zbyt dużą stratą byłoby, gdyby mały tych pokarmów nie dostawał. Wg. powyższej książki dziecko nie powinno w ogóle być karmione przez rodzica.

ps. 2. Nasze filmy:
BLW 7/8 miesięcy, BLW 9/12 miesięcy, BLW 14 miesięcy

niedziela, 18 listopada 2012

Słownik Kaja


Długo nas nie było i zdecydowanie nie robiliśmy w tym czasie tego, co lubimy robić najbardziej (a lubimy np. jeździć na wycieczki, bawić się i jeść). Chorowaliśmy. Wszyscy po kolei, a biedny nasz chłopiec najciężej. Na szczęście już wszystko jest dobrze, a antybiotykom, sterydom, wenflonom i innym takim powiedzieliśmy gromkie "PAPA!" i obyśmy się więcej w tym (i następnym i każdym kolejnym) roku nie mieli okazji powitać. 
Dla uczczenia okresu stagnacji, niemocy i beznadziei postanowiłam w końcu coś wytworzyć. Ponieważ dziecko nasze wstępuje w fascynującą fazę rozwoju mowy (nie powiem, żeby wbiegał w tę fazę z prędkością światła ;), to już zawczasu się do tego postanowiłam przygotować. Ze zwykłego szarego zeszytu z makulatury zrobiłam "Słowniczek Kaja", czyli notatnik, w którym zapisywać będziemy na pamiątkę pierwsze słowa i półsłówka, zdania, powiedzonka i złote myśli naszego synka. Jestem pewna, że za parę lat będzie z tego super ubaw.


Do zrobienia notatnika użyłam starych gazet, pociętej starej spódnicy, stempli i kropelek akrylowych. Miał być wielki stempel z sową, ale NIGDZIE nie mogłam takiego znaleźć. I nie chodziło o sowę typu kreskówkowego, ale o rycinę naturalnej sowy. Nie ma, nie ma! A jak jest, to będę dozgonnie wdzięczna za podpowiedź gdzie :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

ŹA-ŹA


Jak wiemy z filmu "Chłopaki nie płaczą" trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej dobre dziecko. A dobrego dziadka? Ze świecą, ze świecą! A taki dziadzia (czyt. ŹAŹA) jak ten kajetanowy, to jak wygrana w totolotka :)


 20 października 2012 r. Park w Nowym Tomyślu




LinkWithin

Related Posts with Thumbnails