czwartek, 22 listopada 2012

Ciąg dalszy przygody z jedzeniem, czyli BLW w 17 miesiącu



Co lubię najbardziej? Makaron: suchy i z wszelkimi sosami, a najbardziej pomidorowym. Ryż, najchętniej z mizerią (ale na przykład wczoraj zjadłem miskę ryżu z babcinymi buraczkami). Zupy chyba wszystkie, ale najbardziej biały barszcz, rosół i pomidorową. Jajecznicę! I różne pyszne kuleczki, takie jak groszek, cieciorka, kuleczki mozzarelli. Lubię też pieczone warzywa i keczup. Kefir piję duszkiem. Uwielbiam też wszystkie owoce na świecie, a obecnie jestem w fazie jabłek i winogron. Tak naprawdę jestem frutarianinem :)

Czego nie lubię? Mięsa... kurczaków, świnek, przepiórek, gołębi, krów, królików i w ogóle wszystkiego co posiada tkankę mięśniową. Nie lubię też kiedy mama próbuje mi to mięso przemycać i myśli, że się nie zorientuję. Kiedy kładzie mi na talerzu kurczaka, to siłą woli sprawiam, że robi się niewidzialny. Moim celem jest uczynienie z rodziców wegetarian i już prawie mi się to udało. Nie przepadam również za ziemniakami i chlebem. No chyba, że mówimy o drożdżowych bułeczkach z rodzynkami.

Czego nie znam? Kiedyś usłyszałem na spacerze słowo batonik, a innym razem czekoladka z nadzieniem. Nie bardzo wiem co co. 

Co jeszcze jest fajne? To, że mam swoje miejsce przy stole i swoje krzesełko, i że rodzice albo dziadkowie zawsze są przy mnie kiedy jem i również jedzą, nie skupiając się na mnie. Przy stole jem w swoim tempie, czasami bawię się jedzeniem, sprawdzam jego konsystencję i zapach. Zupę jem czasami rączką, a kefir łyżeczką i co z tego? Rodzice pozwalają mi na eksperymenty, dzięki czemu jedzenie to fajna zabawa. Lubię też, że  do niczego mnie nie zmuszają i nigdy mnie nie karmią. No czasami tylko trochę pomogą, kiedy jedzenie ucieka mi z łyżeczki. Jestem taki samodzielny :) A tak sobie radzę w wieku 17 miesięcy:


A co lubią rodzice? To, że nie marnują czasu i energii na pakowanie jedzenia do dziecięcego przełyku. Rodzice są leniwi i lubią w spokoju zjeść sobotnie śniadanie, którego głównym składnikiem nie jest wrzeszczące i protestujące dziecko ;) Czasami tylko mama nie je, a trzyma telefon i kręci film.
***
Gdyby ktoś chciał poczytać więcej o metodzie BLW to zachęcam do lektury książki Bobas Lubi Wybór, którą kupiłam przypadkiem, a od której wszystko się zaczęło:


ps. Nie stosowaliśmy się restrykcyjnie do zaleceń z tego podręcznika. Dokarmiałam małego łyżeczką do 16 miesiąca (kiedy nauczył się sam jeść łyżeczką) podając mu jogurty, kaszki, musy owocowe. Uznałam, że zbyt dużą stratą byłoby, gdyby mały tych pokarmów nie dostawał. Wg. powyższej książki dziecko nie powinno w ogóle być karmione przez rodzica.

ps. 2. Nasze filmy:
BLW 7/8 miesięcy, BLW 9/12 miesięcy, BLW 14 miesięcy

23 komentarze:

  1. Lubie te twoje posty i ich wypatruje.Zawsze czytam,rzadko komentuje;)
    Ja tez z tych leniwych.Na poczatku karmilam cycem pare mc a kiedy dziecko poznalo co to butelka,od samego poczatku obslugiwalo sie samo.Upodobala sobie trzymanie jedna reka,od spodu.Nie wiem co to niejadek i dziecie raczej nie gardzi jedzeniem,a jak juz gardzi to nikt absolutnie nie robi z tego problemu.Zdarza sie ze idzie spac bez glownego posilku (bo u nas wieczorami) .Slodyczy raczej nie zna i kiedy dostanie od swieta to jara sie jak ja kiedys bananem czy mandarynka na swieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ewo w klubie leniwych, którym to na dobre wychodzi ;) Widzę, że masz podobne podejście do jedzenia co ja. Nam również zdarzają się dni bez apetytu, ale tak samo jak ty, uważam, że nic się dziecku nie stanie jak nie zje obiadu. Skoro nie je, to znaczy, że nie potrzebuje lub jest chore. Jestem dumna z tego, że nigdy w swoim życiu nie biegałam za dzieckiem z talerzem po domu :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Aaaaa, jak On już pięknie sobie z łyżeczką radzi :) Bomba! Zapowiadamy się z wizytą w Rocket zanim spadnie pierwszy śnieg :) Muszę to na własne oczy zobaczyć :DDDDD ps. Ale nad odpowiedzią na pytanie "czy smakuje kefirek" musiał się trochę zastanowić ;) cmoki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ty ciotka myślisz, że on tak będzie rzucał słowa na wiatr? bez zastanowienia klepał ozorkiem? To jest poważny młody człowiek, najpierw pomyśli, potem powie :D LOL

      Usuń
  3. Moja córcia ma 5m-cy. Mażę o wprowadzeniu jej BLW, bo mażę o tym, żeby nie było jak z pierwszym dzieckiem (teraz 2,5 roczku). Prawie nic nie chce jeść. A co było i jest to nie będę się rozpisywać. Mam pytanie, jak sobie poradziłaś/radzisz z komentażami rodziny? Mnie uważają (włącznie z mężem) za wariatkę, która dziecku chce zaszkodzić, bo "się naczytałam głupot w internecie i książkach". Nie wiem jak się bronić. Im bardziej tłumaczę-tym bardziej mam wrażenie, że się pogrążam. Staram się wszystko puszczać mimo uszu, ale wiem, że tylko będą czekać na potknięcia i porażki. Jaka jest reakcja rodziny, że Kaj nie je teraz mięsa (przecież wcześniej - jadł)? Mi by to nie przeszkadzało, bo białko i żelazo - znajdzie w innych produktach, ale ... presja rodziny - to masakra.
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam postępową rodzinę, bo żadnych komentarzy nie było :) U mnie wszyscy bardzo cenią samodzielność, więc metoda szybko się przyjęła. Nawet jeżeli na początku uważali, że oszalałam, to efekty były tak świetne, że szybko się przekonali. Polecam moje filmiki z okresu, kiedy Kaju miał jakieś 8 miesięcy, to powinno twoją rodzinę przekonać, że nie jesteś jedyną matką-wariatką na tym świecie i że to działa. Trudniej jest mi przekonać wszystkich dookoła, że dziecko ma nie jeść cukru. Już i tak je go bardzo dużo w owocach, więc uważam, że nie powinno dostawać nic ponadto. Pozwalam na jedzenie ciasta (najczęściej w weekend), bo sama jem, a babcia i mama za dobrze pieką, aby dało się powstrzymać. Ale generalnie przekonanie rodziny, że dziecko nie powinno jeść czekoladek to orka. Dla mnie oczywistym jest, że jak zje czekoladę, to nie zje brokuła. Już nie mówiąc o innych negatywnych stronach. Wprowadzam niniejszym zasadę, że kto poczęstuje moje dziecko cukrem, ten się zgłasza na ochotnika na chodzenie z nim do dentysty!

      Usuń
    2. ps. Mięso. Czasami mam wrażenie, że panuje jakaś ogólna histeria dotycząca jedzenia mięsa przez dzieci. A ja nawet wolę, aby on wolał inne białkowe produkty. A je ich bardzo dużo, bo uwielbia warzywa strączkowe, a produkty mleczne fermentowane je nałogowo. Żelazo znajdzie natomiast w warzywach. Jestem pewna, że niczego mu nie brakuje i wierzę, że on się kieruje wewnętrzną intuicją, która mu podpowiada co jeść, a czego nie. Skoro nie tyka mięsa, to znaczy, że nie potrzebuje. Taką mam wizję :) Oczywiście od czasu do czasu zje plasterek szynki drobiowej, czasami przyjmie kawałek kurczaka z rosołu, ale generalnie jest na nie. I masz rację, to się po prostu zmieniło. Pewnie jeszcze wiele takich zmian smaków przeżyjemy. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego nagle mięso stało się be. No i jeszcze tak się pocieszam: są dzieci, które nic nie jedzą. Te mamy pewnie zamartwiają się, czy maluch dostarcza sobie jakiekolwiek składniki odżywcze. A u mnie tylko mięsa w menu brakuje :) Pozdrawiam serdecznie i trzymam za ciebie kciuki. Będzie dobrze, tylko wierz w siebie i swoją intuicję!

      Usuń
    3. Przepraszam, że się podłącze do odpowiedzi pod ten post, ale nie tylko białka i żelazo jest w mięsie, ale przede wszystkim jest ono głównym źródłem witamin z gruby B! Oczywiście można je częściowo zastąpić warzywami liściastymi, leguminami, drożdżami czy melasą, ale nie nie w 100% (dlatego, że w innych produktach spożywczych jest mniejsze stężenie tych witamin ...żelaza zresztą też). Jeśli dziecko nie je mięsa drobiowego i bydlęcego, to niech chociaż je ryby (małe niedrapieżne gatunki, bo w niektórych jest wyższe stężenie rtęci) i owoce morza. Nie musi jeść tego mięsa codziennie, ale chociaż 2 razy w tygodniu powinno.

      Co do opinii otoczenia: - Szczerze? Olałabym ich, bo to oni są zacofani. Bądź pewna siebie! Tysiące ludzi na świecie to robi, a ty się przejmujesz komentarzami grupki Polaków, którzy mało gdzie byli i mało co w życiu widzieli. Pokaż im różne filmy na YouTube (nie tylko polskie!) z samodzielnie jedzącymi maluchami i się zamkną. Nie daj się zakrzyczeć.

      Usuń
    4. Teraz jeszcze słówko do Akacji:
      Absolutnie nie jesteś odosobnionym przypadkiem nie dającym dziecku cukru! :) Powiem Ci, że coraz więcej młodych wykształconych matek tego nie robi, bo po prostu WIE CO ROBI. Osobiście mam w rodzinie JUŻ 6 latki, które nie jedzą słodyczy i WIEDZĄ, że im NIE WOLNO. :) Jak dostaną od kogoś np. czekoladę albo cukierki na jakichś imprezach rodzinnych u dziadków, to sami już mówią, że dziękują ale nie jedzą słodyczy, bo czekoladę mogą jeść tylko w sobotę i taka jest prawda - mają wydzielane słodycze w soboty, ale nie jakiekolwiek pierwsze lepsze, tylko wybrane z głową (byle szitu z tablica Mendelejewa w składzie nie dostają). Co w tygodniu zamiast słodyczy w ramach przekąski? - Owoce (świeże), suszone owoce, orzechy (przeróżne), chipsy warzywne (domowej roboty), smoothie i gęste koktajle (domowe) itp. DA SIĘ!!!

      Usuń
    5. To prawda z witaminą B, ale ja też staram się pamiętać, że wit. B mały dostaje w mleku modyfikowanym. Owszem, to nie jest naturalna witamina B, ale myślę że wystarczy (skoro tyle dzieci wyrosło na mleku modyf. i są zdrowe, to myślę, że jest ok). Czasami też zje rybę, ale mały burżuj najchętniej jadłby ją w sushi, hehe. Trudno to zorganizować na co dzień ;) Aboslutnie podpisuję się pod wezwaniem... Anonima? (miło byłoby poznać imię :), aby olać wszystkich i być pewnym siebie. Intuicja ci powie co robić, a jeśli jej nie posłuchasz, to potem będziesz miała do siebie pretensje. Kto rodzi ten ma decydujący głos :P

      ps. jak ja marzę o tym, aby mały wiedział w przyszłości, że cukierki, czekolada itd jest od święta. Na razie i tak woli owoce, więc UF.

      Usuń
    6. Myślę, że po 12 miesiącu przy kompletnej diecie jaką zapewniasz dziecku (a sądząc po postach i filmach jestem w 99.9% przekonana, że zapewniasz) mogłabyś już spokojnie podawać zwykłe pełnotłuste mleko krowie z chłodni (takie normalne z popularnej w okolicy Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej, krótko leżące, nie UHT). Moim skromnym zdaniem szkoda kasy na modyfikowane, szczególnie jeśli dziecku absolutnie niczego nie brakuje w diecie, tym bardziej, że jak sama wiesz syntetyczne suplementy diety są gorzej przyswajalne przez organizm niż naturalne. Nie daj się zwodzić reklamom. Mleko modyf. po roku jest dobre dla dzieci, dla których to właśnie mleko jest jedynym źródłem jakichkolwiek wartości odżywczych, bo poza nim dostają tylko puste węglowodany w postaci kakao, chrupek i słodyczy, bo na wszystko inne kręcą nosem, albo plują dalej niż widzą i generalnie grozi im anemia - a to z pewnością nie jest wasz przypadek.

      /Iza (przepraszam, ciągle zapominam się podpisać, a nie mam akurat żadnego z kont preferowanych przez Blogspota/Bloggera).

      Usuń
  4. Ja też z pytaniem :) Akacjo, czy znasz książkę kucharską BLW i pytanie wynikające z odpowiedzi, czy warto ją nabyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna mnie wyręczyła w pięknym stylu :) Dzięki Joasiu! Ja sama książki nie znam, ale chyba nawet nie potrzebuję, bo ja mam z reguły więcej pomysłów na posiłki dla nas wszystkich niż dni w miesiącu na realizację tychże. Pozdrawiam was dziewczyny!

      Usuń
  5. Renata - ja nie Akacja ale książkę posiadam i uważam, że jest świetna. Ładnie wydana ( w porównaniu, do tej pierwszej ) w wstępie zawarty jest skrót wszystkich istotnych informacji z pierwszej ( czyli spokojnie można nabyć książkę kucharską bez kupowania pierwszej ) a przepisy naprawdę świetne, trafiające w potrzeby maluchów oraz zasad ogólnie uznawanych za zdrowe. Polecam.

    Co do jedzenia jeszcze nie stosujemy BLW, gdyż Marceli nie siedzi stabilnie. Chcę powiedzieć o mojej córce ( ma zaraz 16 lat ), że gdzieś wewnątrz czułam, że nie jest właściwe popędzanie dziecka w jedzeniu oraz ingerowanie, dlatego córka jadła od wczesnych miesięcy samodzielnie we własnym tempie. Zawsze starałam się jej proponować zdrowe jedzenie a nawet przerobiłam bajkę o czerwonym kapturku i "wkładałyśmy" do koszyczka tylko zdrowe rzeczy do jedzenia. :)Obecnie, nie jest szczupła, gardzi fast foodami, nadal je długo, czasem do 1 godziny solidne porcje i nigdy nie kupi batona aby się najeść ( znam wielu dorosłych, stosujących ten fortel ). Reasumując: to naprawdę ma sens :D.

    Akacjo pozdrawiam i gratuluję zdrowego podejścia. Kajetan niezwykle uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie taka Patrycja to moje marzenie! :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Miało być, że Patrycja obecnie JEST szczupła :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super Akacja! :) Bardzo popieram to co robisz i uważam, że inni rodzice, którzy tego nie robią powinni natychmiast wziąć z Was przykład!

    PS#1 Czemu Kaj nie lubi winogron ze skórką? A pestki mu nie przeszkadzają? Nie wypluwa ich? A może też je usuwacie przed podaniem?

    PS#2 Czy Kaj lubi ryby i owoce morza? Może choć to skompensuje mu tę jego bezmięsną dietę. Spróbuj krewetek (zwykłych i jumbo). Dzieci zazwyczaj bardzo je lubią. No i pieczonego łososia w oliwie i soku z cytryny (oczywiście z przyprawami). :) I koniecznie daj znać jak poszło!

    PS#3 Z owoców polecam spróbować świeżego dojrzałego ananasa (nie z puszki) i pitaję (dragon fruit)! Dzieciak je pochłonie! :D A no i liczi (śliwkę chińską), ale świeżą dojrzałą, a nie z puszki (tylko trzeba pamiętać o usunięciu pestki).

    PS#4 A poza jajecznicą lubi jajka na twardo i na miękko?

    PS#5 Próbowaliście podać kaszę gryczaną lub czerwony ryż, albo dziki? Jak poszło? Przyjęły się? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za miłe słowa :)
      1. Takie ma widzimisię, że winogron nie lubi ze skórą :) Winogrona u babci brał do buzi całe, a skórę wypluwał. Te ze sklepu są większe i nie radzi sobie z ich obraniem (wypluwa połowę owocu), więc mu ułatwiam i obieram. Pestki są mu obojętne, ale raczej je wyciągam. Skoro i tak męczę się przy obieraniu, to już i pestkę wyciągnę. Generalnie przyjmuję zasadę: letnie owoce w całości, zimowe raczej obieram.
      2. Ryba tak, owoców morza nie próbowałam. Jeszcze się zakocha w krewetkach tygrysich albo przegrzebkach i pójdziemy z torbami :D
      3. Ananas był wielkim sukcesem! Również wszystkim polecam :) Pitaji nawet sama nie jadłam (kupujesz to w jakichś konkretnych delikatesach?), a liczi może raz próbowałam mu dać i nic nie pamiętam. Dopóki było ciepło, to mieliśmy dużo rodzimych owoców z działki, a teraz je wyjadamy ze słoików :) Śliwki od sąsiadki mieliśmy takie, że grama cukru do powideł moja mama nie dodała.
      4. Jajka w każdej formie lubi, ale najbardziej jajecznicę. To również duża zmiana dla nas. Do pewnego momentu gardził jajkami. Przemycałam je w zupach.
      5. Z kaszy to już chyba wszystkich próbowałam oprócz pęczaku. Wszystkie były sukcesem, a gryczana w szczególności. Ryż uwielbia biały, a ja szczerze mówiąc innego nie kupuję, tylko jaśminowy w Almie lub Kuchniach Św., importowany z Tajlandii lub podobne. Szalejemy na jego punkcie! Zaraziłam tym też moją mamę i niestety wydatki na ryż wzrosły jej x5 ;) Ale jakość życia też polepszyła się pięciokrotnie, hihi

      Usuń
    2. 2. To spróbuj! :) Możesz zacząć małymi kroczkami, np. jak będziecie w Ikei możesz wziąć mu taką małą miseczkę małych krewetek z sałatą lodową, cytryną i sosem koktajlowym (...chociaż ten sos bym raczej odpuściła nie wiedząc co ma w składzie). Napisz jak poszło. :)
      3. Pitaję dostaniesz na dużych targach/bazarach/halach gdzie sprzedawane są przeróżne warzywa i owoce, ale w dobrze zaopatrzonych hiperparketach i delikatesach też powinny czasem bywać. Jednak najlepsze i najbardziej dojrzałe są właśnie na dużych bazarach. Ja kupuję u siebie w Halach Banacha w Warszawie (to jeden z takich typowych miejskich mega bazarów farmersko-wielobranżowych z mydłem i powidłem... i m.in. owocami i warzywami świata). Polecam również spróbować szarona (persymonę), ale musi być dojrzały i miękki, wtedy jest słodki (wygląda jak pomarańczowy pomidor i ma śliczny przekrój w formie gwiazdki/kwiatka, dzięki czemu fantastycznie nadaje się do dekoracji różnych deserów i potraw; jego bonusem jest też brak pestek). Na jesieni jest akurat sezon na oba. :)
      5. O tak! :) Ryż jaśminowy jest pyszny. Spróbujcie też dzikiego i czerwonego - również są super. Ja staram się kupować na codzień naturalny albo brązowy ze względu na wyższą wartość odżywczą w stosunku do białego, choć czasem nie ze wszystkim się komponuje smakowo i nie do wszystkiego pasuje.

      Spróbuj jeszcze podać małemu karczocha (upieczonego w folii aluminiowej z czosnkiem i oliwą), żeby sobie sam skubał listki. Zakocha się! :)

      /Iza (tak tak, to znowu nie podpisana ja)

      Usuń
    3. A jeszcze mi się coś przypomniało: próbowaliście mu podać świeże mleko z kokosa? Jeśli nie, to naprawdę polecam, bo jest smaczne, zdrowe, a z miąższu możesz wygenerować cały głęboki talerz domowych świeżych wiórek (nie będę pisała, że nie ma z nimi zachodu, bo bym składała i szczerze mówiąc trochę się trzeba przy nich napracować, ale warto, bo świeże wiórki kokosowe, ledwo co wysuszone w domu, smakują absolutnie inaczej niż te z torebki - dużo dużo LEPIEJ!), które będą jak znalazł do deserów, ciasta, mufinów czy panierki jakiegoś mięsiwa na słodko.

      Fajne są też kukurydze w kolbach do obgryzania przez malucha. Nich sobie obgryzie tyle ile da radę, a resztę może wykończyć mama lub tata. My akurat właśnie przerabiamy teraz fazę na kukurydzę ...i pieczone plantainy albo frytki z tychże jako mniej zdrowa alternatywa (plantainy to takie duże długie grube przerośnięte zielone twarde banany, które zastępują klasyczne ziemniaki i są bardzo bardzo smaczne i słodkawe w smaku; można je dostać na bazarach j.w. ale bywają też w hipermarketach i pewnie je już gdzieś widziałaś)

      /Iza (już podpisana; będę pamiętać)

      Usuń
    4. * skłamała, a nie składała

      Usuń
  8. PS> mam mega prośbę do anonimów - podpisujcie się choćby imieniem! Będzie nam wtedy wszystkim łatwiej i przyjaźniej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesli ktoras z Was poszukuje przepisow na posilki dla dzieci (i przy okazji reszty domowkikow) to tu jest ich pelno:
    http://grysik.com/
    Moze sie komus przyda ta stronka.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails