Będzie o odżywianiu. Ojjjjj, ważne miejsce w naszym życiu zajmuje jedzenie, ważne. Tak ważne, że postanowiliśmy ambitnie podejść do kwestii żywienia naszego Pączka. Obiecywałam sobie, że nigdy nie będę jedną z tych matek, które rocznemu rozhisteryzowanemu dziecku ładują do buzi papkę bez smaku, a następnie piorą dywan, gdyż wdzięczny potomek wkrótce po radosnym posiłku zwrócił całą jego treść na naszego shaggiego Nie chcielibyśmy również mieć syna wybrednego lub niejadka. Sami nie znosimy, gdy ktoś wybrzydza przy jedzeniu, więc zdecydowanie takiego zachowania nie chcielibyśmy doświadczyć z naszym synem. Kochamy nad życie dobre jedzenie (przeklinamy je również skacząc wieczorami na stepperze) i od momentu narodzin Kaja rozmyślaliśmy co by tu zrobić, aby wychować małego smakosza. I tak, przy okazji innych zakupów, nabyłam książkę Bobas Lubi Wybór, którą od dechy do dechy przeczytałam dwa razy i już wiedziałam, że to jest to!
W wielkim skrócie, bo to interesujące być może wyłącznie dla rodziców niemowląt w wieku 0-6 miesięcy: metoda BLW (Baby-Led Weaning), to zaufanie dziecku w kwestii odżywiania. Zakładamy, że dziecko samo poczuje chęć do spróbowania i jedzenia stałych pokarmów, pozwalamy mu z nimi eksperymentować, pozwalamy mu wybierać, pozwalamy zjeść tyle na ile ma ochotę i jesteśmy szczęśliwi wiedząc, że dla naszego malucha taki posiłek to frajda, zabawa i wielka przygoda. Jaką przygodą jest sprzątanie po takim obiedzie, o tym później ;) Co z tego wszystkiego wynika lub ma wyniknąć? Dziecko będzie bardziej samodzielne, będzie lubiło jeść, będzie uwielbiało spędzać czas przy stole, będzie wiedziało kiedy jest czas na jedzenie a kiedy na zabawę (nie ma mowy o wpychaniu kaszki przed telewizorem), będzie ćwiczyło żucie, czyli nie tylko otwór pochłaniająco-mielący, ale też aparat mowy, co zapobiegnie w przyszłości wadom wymowy (chyba, że wada jest genetyczna) oraz przyśpieszy jej rozwój.
Przygodę z jedzeniem rozpoczynaliśmy w stroju bojowym wykonanym ze starej zasłony prysznicowej :D Nie polecam, ciężko to wyczyścić. Ale wygląda bombowo ;) Zdjęcie słabe, bo z telefonu.
Muszę też dodać jedną rzecz. To nie jest tak, że ja sobie wynajduję jakieś offowe ekofanaberie i koniecznie muszę wprowadzać je w życie. Dziecka w mleku z piersi nie kąpałam i śpię z nim w dużym łóżku niechętnie. Ja po prostu jestem w 100% za intuicyjnym rodzicielstwem. Jak można wpychać 4 miesięcznemu dziecku papkę do buzi, mimo iż gołym okiem widać, że nie jest na to gotowe? Cofnijmy się w czasie wyobraźnią... czy w poprzednich epokach matki miały czas na mielenie dobrze zbilansowanych obiadków dla niemowląt? Nie sądzę! Raczej karmiły piersią tak długo jak się dało, aż pewnego dnia gotowe do nowych wyzwań dziecko samo sięgnęło po kawałek chleba i go zjadało. Miało już też pewnie zęby (kolejny objaw gotowości) i chciało zaspokoić głód czymś innym niż mleko. Sama natura! Takie samo podejście miałam do mojego odżywiania w czasie karmienia piersią i nie byłam na diecie nawet połowy dnia. Bo tak sobie "wytentegowałam w głowie" (pozdrawiam Króla Juliana!) że przez setki pokoleń żadnej matce nie zabroniono jedzenia czegokolwiek, wręcz przeciwnie - zachęcano do dobrego odżywiania lub też mama jadła to, co akurat było do jedzenia. Jeszcze nasze mamy jadły normalnie. Więc ja - kierując się intuicją i obserwując dziecko - robiłam po swojemu i jadłam normalnie, inaczej niż sugerowały położne w szkole rodzenia (rodzić też, jak się okazało umiałam sama i żadna szkoła nie była mi potrzebna). Kajetan nie ma żadnej alergii pokarmowej, nie wiem co to kolka. YAY! :) Dlaczego na słoiczkach napisane jest, że coś jest od 4 miesiąca życia? Bo to miliardowy biznes i przesuwanie granicy w dół, to rozpędzanie strumienia gotówki wpływającej na konto firm słoiczkowych. A z resztą, nie będę się pastwić nad słoiczkami, bo też ich kilka w życiu Kajtek zjadł (czasami nie chce mi się sprzątać po samodzielnym jedzeniu, a poza tym Kajtek uwielbia przeciery owocowe). Dzisiaj jednak, przy próbie zaoferowania mu "Pysznego dyniątka z tłuczonymi ziemniaczkamki i cielęcineczką" urządził taką histerię, że natychmiast podałam mu na łyżce to co sama miałam na talerzu. Dramat zakończony! ;) A najlepsze w BLW jest to, że wiele matek tak właśnie karmi swoje dzieci, tylko nie wiedziały że ktoś nadał temu mądrą nazwę ;) W ten oto sposób zwierzyłam się Wam (i całemu internetowi) z moich rodzicielskich przemyśleń i chciałabym serdecznie podziękować każdej osobie, która dotrwała do tego momentu i nie zasnęła z nudów kilka razy po drodze ;) Przejdźmy do konkretów!
W ramach dobrego rozpoczęcia kulinarnej przygody ściągnęłam ze strychu cioci Reni moje własne osobiste krzesełko do karmienia! Boże, łza się w oku kręci. Krzesełko wykarmiło 5 dzieci i ostatnie 13 (chyba...) lat przeleżało na strychu u cioci. Było w nienajlepszym stanie i mimo że kocham tę czerwień...
...musiałam je przemalować. Ale Jasia i Małgosię idących do pieca zostawiłam! :D No co, że makabra. Ja kocham klasyczne bajki z dreszczykiem.
BLW można rozpocząć w momencie, gdy dziecko już samodzielnie siedzi. Nasze siedziało w 6 miesiącu, ale do 7 miesiąca nie było w ogóle zainteresowane jedzeniem. Dopiero na przełomie miesięcy 7/8 zainteresowało się żarełkiem. I zdecydowanie preferuje warzywa w kolorze zielonym. Oto jak to wygląda:
Minusy? Bajzel dokumentny w promieniu pół metra w każdą stronę od konsumenta. Ale ja nie z tych co są wrażliwi na bałagan ;)













