czwartek, 3 stycznia 2013

Migawki z przełomu 2012 i 2013

Czyli co się u nas działo w grudniu i styczniu... Jak zwykle dużo. Jakże by inaczej z dzieckiem, które ma tylko dwa tryby życiowe: spanie i bieganie? Ależ dziękujemy ci synu za ten prezent świąteczny, najlepszy z możliwych: 3 dni przed Bożym Narodzeniem postanowiłeś przestawić wewnętrzny budzik z godziny 5:50 na 7:50. My to doceniamy, uwielbiamy, szanujemy i... trochę jesteśmy przestraszeni, bo przyzwyczailiśmy się do tych luksusów w 1 dobę i blady strach na nas pada na myśl o powrocie do starych zwyczajów.
Acha! Zapomniałam, jest jeszcze tryb jedzenia. Dumna chodzę jak paw na myśl o tym jak i co je mój syn. I będę sobie taka dumna chodziła, a co, zasłużyłam na to ciężką pracą przy myciu podłogi w pierwszych miesiącach BLW ;) W grudniu nic nie przebije barszczu zabielanego z makaronem. Młody przy Wigilii wiosłował przy misce tak, że spalał ten barszcz na bieżąco. Ponadto hitem był ryż zasmażany z groszkiem i kukurydzą polany tzatzikami oraz kasza gryczana na sucho (zanim zdążyłam coś z niej zrobić, to mały wyjadł część łyżką... tak, taką suchą kaszę, z lodówki, nie pytajcie). Potem umotałam z niej kotleciki, dołożyłam fasolki (w oliwie i soku z cytryny) i sos jogurtowo-czosnkowy do ryżu. Am mniam!




 W kwestii jedzenia dziecko moje jest jednak silnie nieprzewidywalne. Zasadniczo lubi wszystko, ale co zechce zjeść danego dnia: zagadka. Dzisiaj wydarł babci siłą różyczkę surowego brokuła i chrupał ją po cichu w kąciku, ale już ugotowanego z zupy nie tknął. Generalnie uwielbia makaron, ale wczoraj nie miał na niego ochoty, mimo że był głodny. Codziennie jakaś niespodzianka.

Można odnieść wrażenie, że bardzo dużą wagę (graniczącą z obsesją) przykładam do jedzenia. Tak, tak właśnie jest, to dobre wrażenie. Wszystkie inne kwestie typu: picie z butelki ze smoczkiem czy ze szklanki, spanie z rodzicami czy samodzielnie, oduczanie smoczka czy dawanie smoczka itd. uważam za drugorzędne i mało istotne w kontekście całego procesu dbania i wychowywania dziecka. To są problemy, które prędzej czy później same się rozwiążą i żadne z nich nie ma wpływu na zdrowie dziecka (może poza trzymaniem smoczka w buzi 24h do 3 roku życia). Ale odżywianie jest MEGAważne! Bo nie chodzi w tym wszystkim o ilość (a w naszym kraju to zdaje się być priorytet nr 1, żeby zjadło coś, cokolwiek, nieważne, byle zjadło), ale o jakość i wartość odżywczą. Dzieciom rosną kości, rozwijają się mózgi, budują mięśnie. Każda czekoladka, każde słodkie kupne ciastko, każda chrupka to jest dla mnie strzał kulą w płot i wyrzut sumienia. Lepsze dwa gryzy warzywa niż pół paczki ciastek, lepsza łyżka zupy warzywnej niż pół białej bułki, lepsza mandarynka niż czekoladka. Nauczenie dziecka jedzenia jogurtu naturalnego to nie rocket science, wystarczy po prostu nie zapoznawać go z jogurtem słodkim :) Kwestii negatywnego wpływu cukru na organizm dziecka, psuciu się zębów, energetycznym kopie już nawet nie rozwijam, bo to chyba oczywiste. Więc proszę mi pozwolić na moją małą obsesję, bo wiem, że to zaprocentuje (już procentuje). Wiem, że mózg mojego malucha jest dobrze odżywiony, wiem, że kości sobie spokojnie rosną i wierzę, że w wieku przedszkolnym i szkolnym będę zbierać żniwo mojej pracy, yay! :) I nie myślcie sobie, że jestem fanatyczką, moje dziecko też je ciasto, kiedy ja jem. Ale tylko wtedy, kiedy wcześniej zjadło normalny zdrowy posiłek. Nie jakieś kosmiczne dziwactwa z książek pt. "100 dań z kaszy jaglanej i otrębów", normalny obiad czy śniadanie.


A teraz do rzeczy mniej poważnych i zupełnie niepoważnych. Dlaczego nie warto inwestować w zabawki dla dziecka w wieku 18 miesięcy? Albo nie, bez sensu, na innych blogach widzę, że jednak są dzieci, które się bawią zabawkami. No chyba, że blogi kłamią ;) Inaczej więc: dlaczego nie warto inwestować w zabawki dla Kajetana?  Bo na koniec i tak okazuje się, że najlepsza zabawa to uruchamianie zmywarki i szary papier do pakowania, z którego można zrobić tunel. Aż żal ściska na myśl ile kartonów dzisiaj w pracy wywaliłyśmy ;)


Kilka dni temu przypomniałam sobie też o zabawce, którą kupiłam już jakiś czas temu i czekałam aż mały podrośnie. Chodzi o kredkę do malowania po wannie. Boże, gdybym ja miałam w dzieciństwie taką kredkę, to bym była najczystszym dzieckiem na świecie. W zasadzie resztkami siły woli powstrzymuję się przed tym, aby nie wziąć jej ze sobą do kąpieli! Picasso w akcji:



 Czyściochy pozdrawiają! :)

ps.  W zeszłym tygodniu obejrzałam odcinek Superniani, w którym matka karmiła 5-letnie dziecko zupkami chińskimi. Musielibyście widzieć moją minę i słyszeć komentarz! Niestety wyżywać mogłam się tylko na Skoczku, który umówmy się, nie rozegrał w tym momencie swojej życiowej partii w WoT. Ma żonę przeszkadzajkę ;)

10 komentarzy:

  1. Mega słodziak! Szczęścia i uśmiechu w Nowym Roku kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również życzę wiele szczęścia i samych miłych niespodzianek w 2013 :)

      Usuń
  2. Malowidla cudne!!! A co do obsesji, to kazda mama ma jakas:), a Twoja jest przynajmniej zdrowa. Tak trzymac!!! / pzdr, Magda

    OdpowiedzUsuń
  3. Obsesja godna pozazdroszczenia :-) Malowidła piękne,czy mogła byś zdradzić gdzie kupiłaś takie cudeńko do malowania. Pozdrawiam.Szczęśliwego Nowego Roku dla całej rodzinki. Karolina W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekażę Pablo wyrazy uznania ;) Kredkę kupiłam na Allegro. Można znaleźć np. tu: http://allegro.pl/aqua-studio-mulkti-kredka-z-gabka-do-wanny-i2884019321.html

      Pozdrawiam :) (wszystkie was dziewczyny pozdrawiam, tak nawiasem)

      Usuń
  4. Bardzo dobra masz te obsesje.Ja jestem dumna gdy moje dziecko je rukole:)dobaga sie by jej polozyc na buleczke.Dziecie od zawsze jadlo az milo,dzis na ponad 2 lata i apetyt ciut mniejszy,ale u nas jest zasada "zjesz to zjesz,nie to nie" bo wiem ze nawet jak pojdzie spac bez kolacji to ruszy na nowo nastepnego dnia.Nigdy nie zmuszam,nie biegam ,a gdy nie ma na cos ochoty,nie latam zastepujac czyms co moze zjadlaby chetniej.Pewnie podobne odczucia jak ty na widok zupki,mam wtedy gdy slysze od matki "ze musiala dac mu te jajka niespodzianki",ze "jej dziecko jest uzaleznione" (mowa o dwulatku),ze musi dac mu te parowki,bo inaczej nie zje nic innego itd itd.U nas slodycz typu ciastko czy kawalek czekoladki nie sa tabu,ale raczej od swieta i podobnie jak u was,nie przed posilkiem.Bardzo latwo zapchac sobie zoladek czyms takim,po czym stwierdzic ze na marchewke miejsca juz nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, śmieje się kiedy słyszę: "moje dziecko jest uzależnione od...". Wydaje mi się, że taka osoba powinna powiedzieć "uzależniłam/łem moje dziecko od...". Poza tym mam tę samą zasadę: nie chcesz jeść, ok, zjesz później albo jutro. I szykuję się powoli do mniejszego apetytu dwulatka, zauważyłam, że to całkiem normalne i trzeba się do tego dostosować. Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  5. O mój Picasso! Talent po mamusi, nie ma co :) Hihi, pewnie Karol szoruje wannę po tych kąpielowych harcach :)))) Dorwałam dzisiaj tę kredkę w P&M, w drodze do kasy z fotelikiem ;)))) Ekstra sprawa, tylko Zocha jeszcze trochę musi do niej podrosnąć, bo póki co, po pierwszych oględzinach chciała ją skonsumować ;pppppp Widzę, że małpiszon jest intensywnie eksploatowany :) Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pablo pytał kiedy przyjedzie do niego Zosia w swoim nowym foteliku, bo chce jej pokazać swoje kredki i pierwsze obrazy ;)

      Usuń
  6. Strzeż się Pablo, Zocha nadciąga! :)))) Czysta, pachnąca, po kąpieli w basenie, drzemce w nowej zdobyczy (oby ;) i głodna wrażeń oraz... obiadu teściowej :))))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails