poniedziałek, 11 marca 2013

Jedna brukselka, a tyle filozofowania!

Myszon zeżarł jedną brukselkę. To dużo czy mało? Raczej mało, no ale spróbował i to mu się chwali, bohaterowi mojemu, co ostatnio nawet syrop z czosnku łyka! Brukselkę obsmażyłam w maśle z czosnkiem i łyżeczką miodu. Boże, jaka była pyszna :)




Jeszcze kiedyś zje dwie, a potem trzy, a potem cały talerz. Mogę się o to założyć. Zje, bo widzi, że my jemy, a do tej pory nie było lepszej metody nauczania naszego dziecka dobrych zwyczajów, jak ich praktykowanie na jego oczach.Trzeba się trochę poświęcić i zrezygnować z wylegiwania na kanapie z miską spaghetti na brzuchu. Szkoda (ale robimy to czasem po kryjomu, tylko ciii, nic mu nie mówcie, przyznamy się, jak już będzie jadł brukselkę ;).
Poza tym siedzimy grzecznie przy stole, a chowaniec tyłem do tv, żeby nawet nie kusiło go sprawdzanie, czy sprzęt nie wypluwa z siebie przypadkiem Świnki Peppy. Kiedy dziecko gapi się w tv to owszem je, ale jedzenia nie polubi, bo robi to nieświadomie - to droga donikąd.
No więc poświęcamy się. Osiem godzin przy biurku w pracy i jeszcze godzina w domu przy stole. Z głośników płynie muzyka i nie za głośno, bo jak będzie za głośno, to jakby zaproszenie do tańca dla naszego Patricka Swayze. 
Na szczęście jedno nie wymaga od nas poświęceń - jedzenie :) Kto nas zna, ten wie, że pomidorowej za kołnierz nie wylewamy! Jemy z tak wielką chęcią, że zielenizna wiruje na talerzach, a likopen chlupocze w jelitach. Pączek obserwuje to wszystko z fascynacją, dumny, że uczestniczy w tym wielkim show na pełnych prawach konsumenta i chętnie bawi się z nami w żarłoka. Dziś próbował sobie łososia spryskać octem balsamicznym w sprayu. Macza makaron w keczupie, goni oliwki po stole, wybiera kaszę gryczaną po ziarenku (skrupulatnie omijając ukryte w niej kawałki kurczaka) i zabarwia się na czarno jagodami ze słoika. A my podziwiamy siedząc z boku i wypełniając żołądki, karmimy jednocześnie oczy tym pięknym widokiem. Tylko rano nie ma czego podziwiać, gdyż śniadanie nie jest mocną stroną tego pana.

Często słyszę, jak mamy mówią:
Moje dziecko w życiu by tego nie zjadło.  A Ty byś to zjadła? Bo jeśli nie, to dziecko pewnie dobrze wie, że coś z tym jedzeniem jest nie tak.
Dziecko nie chce siedzieć przy stole. A rodzice siedzą? 
Dziecko generalnie nie lubi jeść. A wy lubicie, czy zmuszacie się dla tego, albo nie przywiązujecie do jedzenia żadnej wagi? Dzieci mają lepszą intuicję, niż nam się zdaje. 
Dziecko zaczyna płakać już na etapie zapinania w pasy. Przypinanie do krzesełka?! O zgrozo, to chińska  tortura, czy obiad? ;) Choć niektórym dzieciom to w ogóle nie przeszkadza.
Ja muszę dać mojemu dziecku chrupka, żeby zjadło cokolwiek. Nie musisz ;)
Ostatnio w książce "Łatwo kochać, trudno dyscyplinować" przeczytałam, że dziecko należy nasycić widokiem pozytywnych zachowań. I tak sobie myślę, że gdybym do tej pory odżywiała się niezdrowo, nieregularnie i w sposób mało urozmaicony, to to byłby najlepszy moment, aby zrewolucjonizować swoje życie i zaprowadzić pozytywną zmianę. No i jeszcze sobie myślę, że skoro tak, to trzeba się dużo przytulać i całować :) Każdego dnia można rozpocząć rewolucję, bo jak wiemy z Ani z Zielonego Wzgórza: Jutro jest zawsze czyste i wolne od błędów
No, a jeśli będziemy mieć drugie dziecko i stosując te same metody wychowamy niejadka, to jak Boga kocham, wszystkie powyższe teorie odszczekam, szczek szczek i przyznam, że nie wiem nic o dzieciach! Na razie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie wiem nic o budowaniu odporności dziecka i o tym co zrobić, aby wolało bawić się klockami niż mąką i kaszą. Pozdrawiamy i zapraszamy na krótki film, w którym występuje nie tylko pan Pączek, ale również nowa Gwiazda youtuba, koleżanka Zofia :)







10 komentarzy:

  1. Brakuje mi ostatnio Waszych nowych postów... :) Pewnie mało czasu, co?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas? Hmmm? A cóż to takiego? Czy to to, czego będę miała w nadmiarze po śmierci? ;) A tak na serio: u małego infekcja goni infekcję, stajemy na głowie, aby zapewnić mu opiekę, pędzimy na łeb na szyję z domu do pracy, z pracy do domu, błagamy babcie o pomoc i... nadziwić się nie możemy jak ludzie radzą sobie z więcej niż jednym dzieckiem! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czosnek mu przemycaj codziennie cichaczem w ciepłym posiłku. Surowy, nieoprawiony termicznie, przeciśnięty przez praskę i ukryty w jedzeniu. Około 5 gram dziennie (= +/- jeden duży ząbek polskiego - nie chińskiego czosnku) should do the trick. Czosnek to naturalny antybiotyk, który w przeciwieństwie do syntetycznych nie wyniszcza flory bakteryjnej jelit. Najlepiej zapić go jeszcze po posiłku kefirem (w domowej temperaturze).

      Poza tym dawaj mu tran z wątroby dorsza (np. norweski Peter Moller's albo islandzki Lysi), tylko najlepiej naturalny niearomatyzowany (no chyba, że będzie się bardzo wzbraniał, to wtedy owocowy, ale warto spróbować najpierw ze zwykłymi, bo dziecko się może z czasem po prostu przyzwyczaić do tego dziwnego smaku).

      No i owoce bogate w witaminę C (np. świeży sok z grejpfruta i cytryny). Można z nich zrobić też syrop dodając cebulę lub czosnek (albo jedno i drugie), zalewając odrobiną miodu (oczywiście naturalnego, a nie sztucznego) i odstawiając przykryte w ciepłym miejscu na noc.

      Z leków OTC bezpieczny i skuteczny jest suplement z cynkiem i klasyczny Rutinoscorbin.

      Dbaj również o odpowiednią temp. w mieszkaniu, żeby mały się nie przegrzewał. W dzień powinno być średnio 21 stopni, a w nocy 18 stopni. Sprawdzaj też czy się nie poci na spacerach i później to wszytko na nim nie wysycha, bo wtedy infekcja jak się patrzy. I nie przesadzaj z czapką w sezonie poza zimowym. Tzn. jak jest +5/+10 stopni i nie ma zimnego wiatru to nie ma co szaleć z czapami (ewentualnie doraźnie kaptur wystarczy).

      (Mały łapie wam infekcje za infekcją, bo przy pierwszej dostał antybiotyk o szerokim spektrum działania, który wyjałowił mu organizm z bakterii odpowiedzialnych na produkcje enzymów trawiennych, które są niezbędne do syntezy składników pokarmowych dostarczanych w pożywieniu. Innymi słowy to co w tej chwili dostaje do jedzenia po prostu przez niego przelatuje i nie ma takich właściwości odżywczych jak powinno, dlatego organizm jest niedożywiony, osłabiony i nieodporny na drobnoustroje. Antybiotyk to błędne koło. Niestety odbudowanie flory bakteryjnej po jednej kuracji antybiotykowej jest wieloletnim i żmudnym procesem.)

      Usuń
    2. Jeśli 5 gram czosnku będzie za dużo na porcję posiłku i będzie zbyt wyczuwalny, to można rozłożyć go na 2x dziennie po około 2 do 2,5 gram (jedna porcja np. w porze lunchu, druga w porze obiadu).

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za wszystkie rady i wszystkie do serca biorę. Dziś zainwestuję w tran. Od 3 dni podaję małemu syrop: czosnek+miód+sok z cytryny+ woda. Próbowałam już wcześniej, ale musiałam przemycać, od 2 dni pije go jednak z łyżeczki, więc jestem super szczęśliwa! Jogurt naturalny, czyt. GUGU, to jego najukochańsza rzecz do jedzenia, więc tu się nie martwię.
      Twoje podejrzenia co do tego dlaczego tak choruje są trafne po części. W okresie październik - marzec (czyli wtedy kiedy zaczął chorować) otrzymał antybiotyk dwa razy. Raz na przełomie paź/listop. kiedy zachorował na zapalenie płuc i po prostu innego wyjścia nie było. Po tym był miesiąc w domu, próbowaliśmy go wzmocnić. I drugi raz w zeszłym miesiącu, kiedy przewlekły kaszel tak się nasilił, że biedak nie mógł trafić łyżeczką do dzióbka. A przyczyna tego wszystkiego jest taka, że mały chodzi do żłobka. Cudownego, prywatnego, nowoczesnego, kameralnego, ale jednak żłobka. BU, niech mnie ktoś pocieszy :(

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o cynk to mam na myśli zincum gluconicum.

    Jeszcze jedno: jak mały podrośnie i będzie w stanie pić gorące rzeczy (bo teraz oczywiście jest na to za mały) i złapie infekcje to rób mu taki napar: imbir (obrany i pokrojony w kostkę) + cytryna (obrana i pokrojona na kawałki) + miód (naturalny), zalać wszytko wrzątkiem, przykryć, odczekać trochę i podać gorące do picia, potem fik pod kołdrę i wypocić się (tylko nie leżeć w wilgoci i nie schnąć, najlepiej podłożyć pod dziecko na prześcieradło i poduszkę ręcznik kąpielowy). Podobny efekt daje gorące mleko z masłem, mleko z masłem i miodem, albo mleko z utartym żółtkiem z cukrem (czyli kogel mogel).

    Uff, to chyba wszytko. Życzę zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (I wyjazd w góry lub nad morze dobrze by mu zrobił, jeśli trafi się dłuższy wolny weekend. Tam jest inny klimat, dobry dla dróg oddechowych i wolny od wielu szczepów bakterii skolonizowanych w kontynentalnej nizinnej części kraju.)

      Usuń
    2. * tj. nie tylko bakterii ale i wirusów oczywiście

      Usuń
  4. No to ja w związku z komentarzem numer cztery "Anonimusa" - uciekać z "kontynentalnej nizinnej części kraju" nad morze w te pędy!!! Czekamy, zapraszamy, przeskakujemy z nóżki na nóżkę z niecierpliwością, oczywiście w granicach możliwości po złamaniu (czytaj, kurna, drepczemy ślimaczo, podtrzymując się na dwóch kulach:) i obiecujemy zapewnić szereg atrakcji typu "KAKA", borówki, brokuły, czosnek, spacery i garnki do zabawy (w środku resztki żarcia, oczywiście, żeby Nasz Niewyczochrany Po Bujnych Włosach Przez Ciotkę miał co skrobać łychą)! No i lokomotywa, of kors! Ruszać się, bo mi się łydka już wystarczająco zastała, a i mięsień udowy z lekka zapadnięty, zwisa bezładnie i czeka na wyzwania.

    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chciałabym zeznać, że dziś rano w drodze do pracy zanotowałam temperaturę -16,5 stopnia. MINUS SZESNAŚCIE I PÓŁ, w marcu. Jeszcze tydzień i strzelę sobie w łeb. A co do przeskakiwania z nóżki na nóżkę, kochana kózko, to opanuj się proszę, bo wiesz jak to się kończy ;) Zaproszenie nad morze międlimy w naszych umęczonych mózgach i wypatrujemy ciepłych dni, aby w końcu móc wyruszyć w kierunku twierdzy Westerplatte. Całusy wielkie! :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails