wtorek, 30 kwietnia 2013

We follow you

Najpierw nagrałam materiał, a nagrywając układałam w głowie kadry. Potem w samochodzie usłyszałam piosenkę i wszystko złożyło się w całość. Zmontowałam tak jak widziałam i jest - wiosenny teledysk do piosenki Lykke Li (nie pytajcie, nie wiem kto to, na co dzień nie słucham takiej muzyki :). Ale nawet Skoczek stwierdził, że mu się podoba, choć zazwyczaj serwuje nam bardzo mocne "UUUUUU", jak interpretuje to syn. Z tą wiosenną pocztówką zostawiam bloga na długi weekend :) Bawcie się dobrze!

Kliknij, aby obejrzeć.  Nie chce się załadować do bloggera, ale jest piękny (nie link, film ;)




niedziela, 28 kwietnia 2013

Każdy dzień jak przygoda

Życie (prawie) dwulatka jest jednym wielkim pasmem odkryć i przygód. Oczywiście pod warunkiem, że się nie siedzi w domu chorym. No ale zakładamy wersję optymistyczną: chowaniec zdrowy. Najpiękniejsze przy takim małym odkrywcy jest to, że nie trzeba się starać w ogóle i trzeba starać się bardzo. W ogóle, bo pójście do pobliskiego marketu nic nie kosztuje (pomijamy rachunek w sklepie, ale to i tak by się wydało, z dzieckiem czy bez), a jest to dla niego największa radość i przyjemność. Jeszcze żaden Fisher Price nie wymyślił niczego, co by równie wielką radość dawało. No ale trzeba też starać się bardzo, angażować w odkrycia, przeżywać je wspólnie. Nie od dziś wiadomo, że ważne chwile z reguły najpiękniejsze są wtedy, kiedy mamy je z kim dzielić. A więc trzeba dzielić, a nie się obijać. I najpiękniejsze co daje dziecko: możliwość nieskrępowanego cieszenia się rzeczami małymi. Małymi dosłownie i w przenośni. No bo taki  na przykład robaczek, pomnożony na liściach dzikiego chrzanu, do wielkoludów nie należy...


Ale zacznijmy od początku, czyli wyruszamy w misję "Kupić jajka i mleko". Jestem pięknie odzianym osiedlowym rozrabiaką. Czasami na fochu. O, już nie!

No więc idziemy i idziemy, troszkę zbaczamy z trasy, o już jesteśmy na łące i ani się spostrzegliśmy, a już idziemy w przeciwnym kierunku i wgłąb. Trzeba się z takim obrotem wydarzeń pogodzić. Ewentualnie można z tym walczyć i zostać posiadaczem bardzo nieszczęśliwego okazu małego człowieka. Tej opcji nie wybieramy, bo mamy wrażliwe bębenki w uszach i szanujemy sąsiadów. Poza tym jesteśmy szczęśliwi kiedy Pączek jest szczęśliwy. No i bardzo jesteśmy szczęśliwi kiedy nie brynczy ;)

Syn odkrywa inwazję kolorowych robaczków.

I nagle słyszę ten znany mi dobrze okrzyk bezbrzeżnej radości pomieszanej z ciekawością. OOOOO, CO TO?OOOOO, CO TO?OOOOO, CO TO?

Zbywam: kwiatek. NE E! Robaczek! NE E. No dobra, poddaję się, podchodzę. No i wierzcie mi - prawie zawału dostałam kiedy zobaczyłam co wskazuje moje dziecko i ku czemy wyciąga ciekawskie łapy. To był ubłocony, sztywny... szczur!!! Dopiero kiedy mój sparaliżowany mózg odtajał i wymienił ponownie informacje z oczami, dojrzałam iż był to szczurek z Ikei za 1 zł. LOL :) Właściciele psów proszeni są o bardziej przemyślane zakupy zabawek dla swoich pupili ;) Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia!
Po pół godzinie okazało się, że jesteśmy dalej od marektu niż byliśmy jeszcze 15 minut temu, a tata Skoczek zdążył już załatwić przez telefon wymianę tłumika. Ale chyba nikt się nie łudzi, że po tych przygodach dotarliśmy do sklepu? O nie! Potem była zabawa jajem znalezionym pod balkonem dzień wcześniej (kolejny przykład na to, że nie warto w naszym przypadku inwestować w zabawki).


A kiedy już zaczynaliśmy wychodzić na prostą i zaczęłam mieć nadzieję, że się doczołgamy do sklepu przed zamknięciem, pojawiła się ONA. Kiedy tylko jej złoty blask zamigotał wśród traw, wiedziałam, że nie przejdziemy obok obojętnie. Błyszczące drobinki zadawały ściągać młode nóżki w swą stronę z hipnotyczną konsekwencją. ONA zawsze zostanie odnaleziona przez naszego potomka... mała, rozdeptana hałda piachu. Czyż nie jest to wzrok zdobywcy, wpatrującego się w swój skarb?


Jeszcze trochę czułości dla towarzyszy przygód...



I już prawie doszliśmy. A przynajmniej jeszcze się nie poddaliśmy.


Dwie godziny i pół tony piachu później, po pokonaniu teoretycznie około 600 metrowej trasy do sklepu i nazad (przy czym szacuję, że syn wydłyżył trasę co najmniej o kolejne 300 metrów) ... dostarliśmy spragnieni, zmęczeni i ubrudzeni do domu. Z zakupami! A teraz WODY!!! :)

Co za przygoda :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Piękny Lolo zrzucił kombinezon


Pierwszą niedzielę kwietnia należało uwiecznić, gdyż była świadkiem wielkiego wydarzenia tego roku: można było ubrać dziecko inaczej niż w kombinezon ruskiego kosmonauty, przeznaczony na temperatury polarne, czyli dokładnie takie jakie mieliśmy przez 3,5 miesiąca roku 2013. Wielkie WOW. Czapka czekała 2 miesiące, kurteczka 2 miesiące. Ja czekałam 6 miesięcy i byłam już na granicy osunięcia się w otchłań obłędu. Pół roku zimy nadwyrężyło moją psychikę i byłam jak nigdy blisko zaryzykowania podróży przez Atlantyk w łajbie zbitej z desek, mając nadzieję na wynurzenie się na brzegu Florydy. Nie przerażała mnie nawet wizja podawania do końca życia hamburgerów w Mac'u, byle tylko w końcu było mi ciepło! Na szczęście o wszystkim co złe, szybko się zapomina, szczególnie jeśli się ma takiego pięknego chowańca :)

























A jeszcze chłopcy zrobili mi przyjemność i pojechali ze mną do Ikei. Z jednej strony super, z drugiej: byłam zmuszona do przebiegnięcia przez moją świątynię konsumpcyjnego szczęścia, ponaglana karcącym wzorkiem Skoczka, który zdawał się krzyczeć "Wybieraj tę pościel szybciej, bo twoje dziecko właśnie odłącza wtyczki od kontaktów na dziale z oświetleniem, a ja jestem bliski powieszenia się na haku w jakiejś szafie". W zasadzie koszmar zaczął się już na parkingu w czasie polowania na miejsce parkingowe. Zapamiętać raz na zawsze: Polacy chodzą do kościoła w niedzielę wyłącznie w statystykach episkopatu! W rzeczywistości jeżdżą do Ikei! NIGDY WIĘCEJ IKEI W NIEDZIELĘ! No ale ja zawsze staram się zachować optymizm, więc film poniżej jest pozytywny, a poza tym już niestety reklamacji  na Skoczka złożyć nie mogę, bo mnie teściowa ostrzegała przed ślubem, żebym za zgreda za mąż nie wychodziła. Cóż, serce nie sługa, mam karę i już wiem, że należy słuchać starszych, szczególnie kiedy mówią, że w niedzielę należy iść do kościoła lub rozsądnie wybierać w kim się człowiek zakochuje! No dobra, żartuję, kocham zgredka bardzo :)




W ostatnim tygodniu mały mógł nawet ściągnąć kurtkę. Szaleństwo. 
Ps. Kurteczka i czapka: allegro.pl, ta ostatnia to podpowiedź zakupowa cioci Anity. Dziękujemy :)

środa, 17 kwietnia 2013

Miś Serce

Najbardziej chciało mi się szyć w niedzielę. Oj jaki miałam pęd do craftu, ile sił i jaka wena! A jeszcze Skoczek mnie podpuszczał: "A może masz ochotę zetrzeć kurze?" albo "No chodź, pogramy sobie razem" (podśmiechiwał się leżąc na kanapie w swoim ukochanym poranniczku misia polarnego, za który chciałby podziękować cioci Halince). Po kilku tak irytujących komentarzach zalała mnie krew i tym samym ustanowiłam dramatyczny kontrast pomiędzy kolorem oblicza a kolorem obicia fotelowego oraz białych kartek, z których uczyłam się do testu. No bo jak inaczej wytłumaczyć nagły przypływ craftowej weny jak nie faktem, że musiałam siedzieć i uczyć się angielskiego (który nota bene kocham). Przyzwyczaiłam się do wolnych wieczorów i nie lubię ich marnować. A w sumie wiele ostatnich wieczorów właśnie zmarnowałam na wylegiwanie się, gdyż dopadła mnie wczesnowiosenna niemoc i senność. No to miałam okazję zrobić coś pożytecznego. Pozostaje nadzieja, że czas spędzony na nauce takich słów jak extortion, embezzlement, espionage nie będzie zmarnowany i będę miała wiele okazji do ich użycia ;) 
Na szczęście Miś Serce powstał przed wiosennym przesileniem i czeka sobie grzecznie na ciąg dalszy prac. Będzie integralną częścią prezentu dla pewnego małego chłopca :)


ps. Wystawiłam Lidkę na stół, ale tak mi się dzisiaj nie chce... Może chociaż na chwilkę położę się na kanapie. Na 5 minutek ;) Ta... położę się na 5 minutek i ani się obejrzę, a znowu będę siedzieć  w samochodzie w drodze do pracy. Niech to mnie zmobilizuje do nie marnowania wieczoru!

piątek, 5 kwietnia 2013

Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą

Ja cię kocham, a Ty śpisz, czyli o przygodach pana Pączka w pierwszych miesiącach roku 2013. Jak spałem, jak "grałem na gitarze", jak pozowałem z królikami i obserwowałem samoloty, jak dbałem o zwierzęta hodowlane i i jak pływałem, czyli kilka scen z życia naszego chowańca :)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails