niedziela, 28 kwietnia 2013

Każdy dzień jak przygoda

Życie (prawie) dwulatka jest jednym wielkim pasmem odkryć i przygód. Oczywiście pod warunkiem, że się nie siedzi w domu chorym. No ale zakładamy wersję optymistyczną: chowaniec zdrowy. Najpiękniejsze przy takim małym odkrywcy jest to, że nie trzeba się starać w ogóle i trzeba starać się bardzo. W ogóle, bo pójście do pobliskiego marketu nic nie kosztuje (pomijamy rachunek w sklepie, ale to i tak by się wydało, z dzieckiem czy bez), a jest to dla niego największa radość i przyjemność. Jeszcze żaden Fisher Price nie wymyślił niczego, co by równie wielką radość dawało. No ale trzeba też starać się bardzo, angażować w odkrycia, przeżywać je wspólnie. Nie od dziś wiadomo, że ważne chwile z reguły najpiękniejsze są wtedy, kiedy mamy je z kim dzielić. A więc trzeba dzielić, a nie się obijać. I najpiękniejsze co daje dziecko: możliwość nieskrępowanego cieszenia się rzeczami małymi. Małymi dosłownie i w przenośni. No bo taki  na przykład robaczek, pomnożony na liściach dzikiego chrzanu, do wielkoludów nie należy...


Ale zacznijmy od początku, czyli wyruszamy w misję "Kupić jajka i mleko". Jestem pięknie odzianym osiedlowym rozrabiaką. Czasami na fochu. O, już nie!

No więc idziemy i idziemy, troszkę zbaczamy z trasy, o już jesteśmy na łące i ani się spostrzegliśmy, a już idziemy w przeciwnym kierunku i wgłąb. Trzeba się z takim obrotem wydarzeń pogodzić. Ewentualnie można z tym walczyć i zostać posiadaczem bardzo nieszczęśliwego okazu małego człowieka. Tej opcji nie wybieramy, bo mamy wrażliwe bębenki w uszach i szanujemy sąsiadów. Poza tym jesteśmy szczęśliwi kiedy Pączek jest szczęśliwy. No i bardzo jesteśmy szczęśliwi kiedy nie brynczy ;)

Syn odkrywa inwazję kolorowych robaczków.

I nagle słyszę ten znany mi dobrze okrzyk bezbrzeżnej radości pomieszanej z ciekawością. OOOOO, CO TO?OOOOO, CO TO?OOOOO, CO TO?

Zbywam: kwiatek. NE E! Robaczek! NE E. No dobra, poddaję się, podchodzę. No i wierzcie mi - prawie zawału dostałam kiedy zobaczyłam co wskazuje moje dziecko i ku czemy wyciąga ciekawskie łapy. To był ubłocony, sztywny... szczur!!! Dopiero kiedy mój sparaliżowany mózg odtajał i wymienił ponownie informacje z oczami, dojrzałam iż był to szczurek z Ikei za 1 zł. LOL :) Właściciele psów proszeni są o bardziej przemyślane zakupy zabawek dla swoich pupili ;) Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia!
Po pół godzinie okazało się, że jesteśmy dalej od marektu niż byliśmy jeszcze 15 minut temu, a tata Skoczek zdążył już załatwić przez telefon wymianę tłumika. Ale chyba nikt się nie łudzi, że po tych przygodach dotarliśmy do sklepu? O nie! Potem była zabawa jajem znalezionym pod balkonem dzień wcześniej (kolejny przykład na to, że nie warto w naszym przypadku inwestować w zabawki).


A kiedy już zaczynaliśmy wychodzić na prostą i zaczęłam mieć nadzieję, że się doczołgamy do sklepu przed zamknięciem, pojawiła się ONA. Kiedy tylko jej złoty blask zamigotał wśród traw, wiedziałam, że nie przejdziemy obok obojętnie. Błyszczące drobinki zadawały ściągać młode nóżki w swą stronę z hipnotyczną konsekwencją. ONA zawsze zostanie odnaleziona przez naszego potomka... mała, rozdeptana hałda piachu. Czyż nie jest to wzrok zdobywcy, wpatrującego się w swój skarb?


Jeszcze trochę czułości dla towarzyszy przygód...



I już prawie doszliśmy. A przynajmniej jeszcze się nie poddaliśmy.


Dwie godziny i pół tony piachu później, po pokonaniu teoretycznie około 600 metrowej trasy do sklepu i nazad (przy czym szacuję, że syn wydłyżył trasę co najmniej o kolejne 300 metrów) ... dostarliśmy spragnieni, zmęczeni i ubrudzeni do domu. Z zakupami! A teraz WODY!!! :)

Co za przygoda :)

7 komentarzy:

  1. No mamuśka, niezła stylóweczka ;)))) Wyobraziłam sobie tę akcję ze szczurem i sama się uśmiałam :D Ach, Ci nasi mali odkrywcy :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jam jest prawdziwa mama fashionistka: spodnie 10 zł z lumpeksu, bluzka 9,99 zł Pepco, czapeczka 19,90 (+koszty wysyłki) z Allegro. Najdrożej wyszła czapka, hehe ;) Buziaki i szykuj wymówki dlaczego na w niedzielę nie odwiedziliście!

    OdpowiedzUsuń
  3. No teraz to ciekawa tego szczura jestem ,choc pewnie tez bym na miejscu na zawal zeszla...Serio,wzrusza mnie to czasem;ten zachwyt nad rzeczami wydawaloby sie blahymi.Na razie cokolwiek dam tytulujac to "prezentem",wzbudza entuzjazm!
    P.s. pozdrawiam "kolezanke" komentatorke z gory;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihi, pozdrowienia dla Ciebie i Lily :)

      Usuń
    2. Skoczek też stwierdził, że mam wrócić i zrobić fotę szczurkowi. Zaprawdę powiadam - w pierwszej chwili był nie do odróżnienia, bo ubłocony i taki... całkiem prawdopodobny. Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  4. Fajne ubranko, ale zdecydowanie za ciepło na czapkę (to najkrótsza droga do kolejnej niechcianej infekcji...).

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails