wtorek, 7 maja 2013

Majówka w oazie normalności

Ach, co tu napisać, żeby nie prawić banałów, że sielsko, anielsko, bez fejsbuków i innych niepotrzebnych do życia pierdół? Są jeszcze na tym świecie oazy normalności. Po oborze nie hula wifi. Sąsiadka i przyjaciółka mojej babci, która nas do siebie zaprosiła na popołudnie, nie zarządza gospodarstwem w oparciu o scrum i nie urządza zwierzętom groomingów co środę przy żłobie. I jakoś to wszystko działa ;) A jak tam pachniało ciastem drożdżowym... och Boże jedyny, który już chyba tylko tam bywasz i się objawiasz w postaci kwiatów i warzyw w ogródku, jak tam pachniało. "Siasia" Martusia potwierdzi, bo wszędzie nam towarzyszyła i te radości z nami przeżywała. Nachwalić się nie zdołam jaka to wspaniała ciocia dla Pączka (pierwszy raz użył dla niej tego słowa!), jakie miała do niego podejście, jak sobie rozmawiali bez słów. Skąd ona to wie w wieku 21 lat? Nie wiem, ja w jej wieku nie wiedziałam. Natural born talent. 


W tym pięknym świecie prostych radości i pięknych prawd życiowych takich jak ta, że mleko daje krowa, w tym świecie, w którym przysiąść można z sąsiadką-przyjaciółką na ławce by porozmawiać o tym komu kiełkuje fasolka, a komu bób i czy było się na majowym... chciałoby się pozostać. Gdybym mogła się odłączyć od sieci i móc w tym świecie się zanurzyć, to bym to zrobiła. Tylko jeszcze nie mogę (i nie tylko dlatego, że kto by bloga pisał), ale w lipcu do babuni wracamy opędzlować krzaki porzeczek. Poza tym mój mały farmer tęskni!

6:40 i wołanie na cały dom "Zia Zia!!! Zia Zia!!!". Tak rozpocząłem sobotę. Zaczynamy dzień, bo tu się tyle dzieje. Nie śpimy ziazia i babu, zwiedzamy!


Ziazia zabrał mnie za dom, pogmerał w trawie i mówi "Jedz szczaw". Ale zia zia, CO TO? czy tu się przed chwilą nie wysikała ciężarna kotka? A co tam, idę na całość!


Wieść gminna niesie, że ta słodka pani sąsiadka, która ma nysie, zaprosiła mnie na popołudniowy obchód gospodarstwa. Skąd wiedziała, że mam w sobie coś z farmera (albo raczej na sobie - gumioki)? Czekałem dzielnie pół dnia i w końcu się zlitowali i mnie zabrali. Ale w życiu nie spodziewałem się tego, że pozwolą mi dosiąść wielkiej maszyny! Na szczęście asekurowała mnie moja naulubieńsza siasia Marta. Odpalaj brykę maleńka, jedziemy rozrzucać obornik!


Ta chwila szczęścia nie trwała długo, resztę dnia kazali mi się bawić tym. To wręcz obraźliwe.


Na a dalej to już były same cuda, jako rzecze znana polska pieśń ludowa. Choć ten tekst akurat nie odnosi się do zawartości obory, ale damskich ludowych majtasów. Nieważne, cuda panie, cuda!


Największe wrażenie zrobiły na mnie krowy. No bo nysie jak to nysie, nie były imponujących rozmiarów. Ale krowy, o to co innego. Jesteście wielkie, szanuję was. Poza tym wzbudzacie jakąś zaskakującą, odrobinę niezdrową ekscytację u mamu. To bardzo ciekawe!


Po dokonaniu przeglądu trzody uznałem, że czas się pobawić na świeżym powietrzu i tym razem zatroszczyć się o jakieś atrakcje dla mamy i cioci. No bo ja, jakem Boryna, zwierząt  doglądam, a one biedne nic z życia nie mają. Ale nic się nie martwcie dziewczyny, wymyśliłem dla was ekstra rozrywkę. Pchanie spychacza.
 Jestem wprost genialny.

One w rewanżu wymyśliły dla mnie prace polowe. Miałem podlewać u babci ogródek warzywny. Mam pewne przypuszczenia, że wykorzystywanie dzieci do pracy na wsi to jednak nie mit! Ale pracuję, dzielnie pracuję dla dobra rodziny i żeby było co w słoiki włożyć. I zapowiadam, że wyciągnę konsekwencje, jeśli z tego co tu rośnie nie będzie jak obiecywała mamu "pysznego am".Na szczęście mam moją siasię do pomocy. Co ja bym bez niej zrobił?


Po całym dniu przygód to ona wylała na moje rozanielone serce wiaderko miodu mówiąc "A może jeszcze pójdziemy na spacer?".  I zabrała mnie na siup. Bratnia dusza, czy co? Ma doświadczenie ze Stasiami dużymi i małymi oraz talent do robienia zdjęć ;)


Majówka była niezapomniana, bardzo Wam kochani dziękuję i oświadczam, że już tęsknię. Pączek.
ps. Na zakończenie zdjęcie z Prababu.
ps. 2. Przesyłam słodkie (trochę umorusane i trochę szczawiowe) buziaki dla zaprzyjaźnionych księgowych z Gdańska, które dzisiaj były mobilizacją dla mamy, aby usiadła, zdjęcia obrobiła i posta napisała ;)





13 komentarzy:

  1. Tak mi się ten post podobie, Akacjello majowa! My pod samiuśki koniec miesiąca ruszamy na trzy tygodnie do Polski (ostatnio na Wielkanoc byliśmy), w planach połowa tego czasu na wsi w domku letnim rodziców. I bratanie się z pobliskimi krowami, koniami, kozami, kurami i czym tam jeszcze... A jak traktor przejedzie (a przejedzie, zawsze przejeżdża) to będzie szał. Gdyby William widział Pączka w traktorze to byłby jak nic zazdrosny! Dobrze, że śpi snem sprawiedliwego :)
    P.S. Piękne to ostatnie zdjęcie, zdecydowanie ramkowe... :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ pójdzie w ramkę Marcheweczko, jak nic pójdzie. Szkoda, że się prababu uśmiechnęła, bo mały zmarszczył czoło na zdjęciu dokładnie tak jak ona. No i powiedz na co nam przyszło... żeby się w wieku 30 lat traktorami ekscytować?! Świat się kończy ;)

      Usuń
    2. Marchewcia, nie chcesz nowego kotka, który by ci lukę w sercu zapełnił po stracie? Patrz: 3 komentarze niżej :)

      Usuń
  2. Siosia KOCHA małego Pączka! :*:*:*:*:*:*:**:*
    Dzisiaj nieszczęśliwa podlewałam ogródek sama :( A jakie piękne tulipany babci wyrosły... z kim będę je zrywać ? eeehh.
    Dwa dni i żeby tak się zakochać w tym małym szkrabie?

    PS. Gdzieś tam we mnie drzemie ten instynkt macierzyński :D
    Najbardziej niesamowite i najpiękniejsze jest to, że Mały zachwyca się wszystkim tym, co na nas nie robi żadnego wrażenia... Mucha na ścianie ? Stachna pewnie w 5 sekund złapałaby za klapke, a Pączek wyciągnął rączki i zrobił wielkie oczy z zapytaniem 'MAMUUUUU, COO TOOOO?'. Nawet jedzenie dla niej odstawił... Nie wspominając o szanownych mrówkach. PIĘKNIE!

    BU 'ZIA' KI! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MUA! :* fotki zrobiłaś pieeeerwsza klasa. Ps. Jak tam nasza matka kotka polka???

      Usuń
    2. 5 kotów - małe synki + jeden rudziak :D fotki podeśle niebawem!

      Buziaki!

      Usuń
  3. fajna majówka i fajny Pączek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaprzyjaźniona księgowa z Gdańska (która, nadmienię, na życie swe przysięga, że już niedługo zawód zmienia, bo nie pociągnie dłużej w klimatyzowanym pomieszczeniu, przytłoczona papierzyskami, bez szczypty tulipana, traktora i krowy - choć nie - odwołuję! Krów świętych to Ci u mnie dostatek w zasadzie! Ale tylko tyle...) czuje na poliku szczawiowego buziola i odwzajemnia się wobec tego czysto kawowym! Zdjęcia urody przecudnej! Muzą być dla Ciebie to jak upragniona wygrana w totka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wiadomo piszę sobie a muzom ;) Buziole! I rany mi tam proszę enefzetowskie leczyć i o bliznach na honorze nie zapomnieć, a do naskórnych nie dopuścić! :))

      Usuń
  5. Cudna majówka, fajne zdjęcia z krowami - takie plastyczne:)
    Pytanie Olka po waszej dzisiejszej wizycie- a dlaczego jak Kajtek był u Olka to Olek chodził goły? hmmmm, no właśnie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dobre pytanie: zapisać w zeszycie ze złotymi myślami z adnotacją "Przemyśleć i wnioski wyciągnąć". Kajetan natomiast, w takiej był ekscytacji, że w drodze powrotnej nie zasnął! Mimo iż była godzina 19:30, czyli dokładnie czas zasypiania. Cuda jakieś... albo poziom fruktozy we krwi :D

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails