niedziela, 29 września 2013

Lody malinowe


Czego będzie brakowało Pączkowi w zimie? Lottów! Zrobiłam więc myszonowi malinowego lolotta na szydełku. Najpierw spróbował, czy jadalne...


... a potem nakarmił nimi Rexa :)





środa, 25 września 2013

Menu jednego dnia dwulatka

Z okazji ostatnich ciepłych dni tego lata nakręciłam drugi film z cyklu "Menu jednego dnia". Jest na nim wszystko, co zjadł nasz dwulatek w pewną słoneczną niedzielę wrześniową. Oczywiście z komentarzem spożywającego. W szczególności polecam minę i tekst, którym dziecko uraczyło nas w restauracji, kiedy to do jego ust przypadkiem trafił szparag. Minę potraficie sobie pewnie wyobrazić :D

Traktuję to jako rodzaj podsumowania i żywię nadzieję, że żaden regres nas nie spotka. Metoda BLW sprawdziła się u nas fenomenalnie, a styl jedzenia Kaja został pochwalony nawet na oficjalnym zebraniu w żłobku. Oczywiście dumnam, a jak! I wdzięczna za to, że Ciocie taktowanie nie wspomniały o ostatniej zabawie, jaką wymyśliło nasze dziecko - rzucaniu jedzeniem w stronę swojego ulubionego żłobkowego kolegi. Wczoraj zostałam przez syna poinstruowana przy kolacji "Mamusia, nie rzucamy". Będę pamiętać :)
Tak to dziś wygląda u nas. W innym poście będzie relacja z wycieczki, którą oglądamy na filmie. Dzień był pełen atrakcji!


Chciałabym się również ze wszystkimi podzielić kilkoma inspiracjami związanymi z tematyką jedzenia. W serwisie Inspiracje Allegro, z którym jestem osobiście i emocjonalnie związana, w związku z czym mogę śmiało polecać, znajdziecie produkty naprawdę wyjątkowe. Wszystkie do kupienia na Allegro.

Coś co ucieszy nie tylko bobasa, ale również (a może przede wszystkim) rodziców:


Myślę, że mój syn oszalałby na punkcie wozu strażackiego :) Aż się boję zakupić.
Linki: 1 - TUTAJ,  2 - TUTAJ,  3 - TUTAJ,  4-TUTAJ,  5-TUTAJ,  6-TUTAJ,  7-TUTAJ

I kilka fajnych zabawek, które mogą malucha zainteresować tematem jedzenia. Wiele jest bowiem dzieci, których lista życiowych priorytetów nie obejmuje jedzenia. Skoro Szwedzi już wpadli na to, że jedzeniem można się bawić (ale nie rzucać!), to może warto iść w  ich ślady :)


1-drewniane warzywa z rzepem w środku do krojenia (bardzo popularna u nas zabawka) TUTAJ
2 - TUTAJ,  3 - TUTAJ,  4-TUTAJ,  5-TUTAJ,  6- TUTAJ,  7-TUTAJ

Jeżeli nie macie pomysłów na prezenty dla zaprzyjaźnionych dzieci (lub ich rodziców) to Inspiracje Allegro są ich kopalnią! Znalazłam w sumie mnóstwo przepięknych drewnianych zabawek "jedzeniowych" i również nie omieszkam się podzielić :)

niedziela, 8 września 2013

Tucia!

Tata alias Dziadek Świnka przestrzegał mnie w samolocie powrotnym do PL, żebym nie pisała na blogu wiesz o czym, bo na dużą część naszej opowieści wakacyjnej świat nie jest gotowy. No więc nie zagłębię się w temat wirusów (a szkoda w sumie, bo dzisiaj jak o tym opowiadam, to boki zrywam), które zabraliśmy ze sobą do Turcji, z gorącymi pozdrowieniami od naszego żłobka, i zastanówmy się, o czym tu pisać :) Może tylko jeszcze złożę oświadczenie: nie poczuwam się do odpowiedzialności za wybuch epidemii bostonki w ZSRR!

Co do samych wakacji, to niestety nie dowiedzieliśmy się o Turcji niczego więcej poza tym, że ma dostęp do morza, gdzie jest brodzik i którędy do hotelowego spa. Przepraszam wszystkich Turków, to nie ignorancja, to dwulatek. Takie podejście zupełnie nie jest w naszym stylu, bo uwielbiamy zwiedzać, ale rys kulturalno-oświatowy nie zainteresował naszego dziecka, więc szybko przyjęliśmy to do wiadomości i przestawiliśmy się w tryb RELAX (co z resztą co chwila powtarzał mi masażysta i zaczęłam się nad sobą zastanawiać, czy ja przypadkiem nie jestem zbyt spięta?).  Było to możliwe tylko dzięki babci i dziadkowi, którzy już pierwszego dnia pojęli na czym polegają wakacje z naszym synem: łopata i kopamy dół, dziadzia, kopamy dół. Ewentualnie: Mamusia, kopamy zamek! Babunia, kopamy! Również przyjęli to do wiadomości, podjęli łopatę i wiaderko i zaczęli kopać.

A ten nasz mały szczur lądowy ani razu nie wykąpał się w morzu, mimo wielokrotnych deklaracji: Atkiem mo mozu! Pojedziemy atkiem mo mozu! Oto i wspomniane atko:


 Jak widać mieliśmy dość odmienne wyobrażenie o tym, czym jest "mozie". No cóż, jak wspomniałam, dziecko nasze, ku mojej rozpaczy jakem syrenka, rak w zodiaku, jest szczurem lądowym. Fal się boi, na plaży kopa dół, a basen wybierał taki, w którym wody miał po kolana i mógł godzinami spławikować na materacyku. No ale oddać mu trzeba: był przy tym przegrzeczny i zajmowały go te czynności na całe godziny...


No dobra, może raz się zainteresował morzem i falami i postanowił zaryzykować kąpiel. Tak biegłam po aparat, że piach z kamieniami i ruskimi petami wykopywany i podrzucany przez moje stopy w czasie biegu do leżaka zasypywał mi oczy. Ale uwieczniłam!





Po takich wrażeniach nie pozostawało nic innego jak przydrzemać w objęciach najlepszych przyjaciół.



Otóż jest i matka. Najwspanialsze ze wszystkich są chwile szczęścia w jej opiekuńczych ramionach. W takich momentach czułości nawiązuje się między matką a synem szczególna więź, której żadne podmuchy morskiego wiatru nie są w stanie zerwać. Teraz i na zawsze - kocham Cię mamo, z nikim mi nie jest tak dobrze jak z Tobą. W skrócie: DO BAZIENU, JA CIĘ DO BAZIENU!!!


Podsumowując, było ekstra :) Dziadek Świnka wybrał idealny hotel na wakacje z małym dzieckiem, więc odpoczęliśmy, zjedliśmy kontener pomarańczy, bo tak dobrych nigdy wcześniej nie jedliśmy, popływaliśmy, poskakaliśmy na falach, pospaliśmy, poopalaliśmy się. A dołów nakopaliśmy tyle, że w PL przy takim wkładzie pracy można byłoby spokojnie położyć kanalizę w niejednej wsi!























 Ach, byłabym zapomniała! Na łeb nam spadały figi w hotelowym ogrodzie, więc oprócz lenistwa uprawialiśmy też szeroko zakrojone szabrownictwo. Bo w restauracji podawali jabłka i śliwki :) Nie tknęłam, bo śliwki toleruję w powidłach, a jabłka w szarlotce.
A fig mieliśmy dwa gatunki po drodze na plażę!




























Jeszcze słowo pocieszenia dla mam planujących lot samolotem z dwulatkiem: da się! I pamiętajcie drogie dziewczyny, 250 zł za odtwarzacz DVD i 19,90 zł za siedem odcinków Peppy to nie są ceny wygórowane! To się naprawdę zwraca. Trzy godziny z dzieckiem, które oka nie zmrużyło z ekscytacji (a lot do Tuci mieliśmy w godzinach 20:00 - 23:00) przetrwaliśmy dzięki: naklejkom, kolorowankom oraz przede wszystkim: dziadkom, ich iPadowi oraz naszemu odtwarzaczowi DVD. Bożesztymój, ile ja się Peppy naoglądałam w te wakacje ;) Mój ulubiony obecnie odcinek: Peppa jako pomocnik na przyjęciu urodzinowym Edmunda słonia. Przy starcie potomek darł się na cały samolot: Mamusia!!! Lecimy do góly! Siosioko! Do góly, siosioko!!! Sikaliśmy ze śmiechu. Mniej śmieszne były ostatnie 20 min. lotu do Poznania, kiedy wrzeszczał i płakał, żeby go wypuścić. Przysięgam, że czułam podobnie, tylko mnie nie wypadało ryczeć i krzyczeć ;)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails