środa, 16 października 2013

Jabłecznik sypany

Jak ktoś wpadł na pomysł takiego ciasta? Zagadka. Jak to możliwe, że się udaje? Też zagadka. Nie wymaga miksowania, ucierania, wyrabiania, a wszystko odmierza się na szklanki. Jedno jest pewne: jest wspaniały, ma chrupiącą skórkę jak Crème brûlée i jest nieprawdopodobnie prosty w przygotowaniu. Jedyna trudność to starcie na tarce 2 kg jabłek (daję pół kg więcej niż w przepisie, z którego korzystałam). Jedyny warunek, który bezwzględnie trzeba spełnić, aby wyszła to... prawdziwe i dobre kwaśne jabłka. Pierwsze lepsze rady nie dadzą.


Na tę okoliczność przytargałam z działki wspaniałe jabłka z baaaardzo starych ogromnych jabłoni. Niech im ziemia żyzną będzie i niech jeszcze trochę pociągną. To chyba szare renety (ale zbierałyśmy spod trzech jabłoni, więc może być mix). Jeśli jednak ktoś zna się lepiej niż ja na jabłkach, to mile widziane sprostowanie :)
Najpyszniejsza jest na ciepło, parująca, prosto z pieca. 

Przepis znajdziecie m.in. na blogu Moje wypieki.

3 komentarze:

  1. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce17 października 2013 00:02

    W końcu coś o jedzeniu! Tęskniłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak - kocham ten przepis :) ja robię tę szarlotkę z mąki razowej, a jabłek nie trę - tylko obrane kroję jak leci i surowe wrzucam - polecam na ciepło i do tego lody waniliowe. Aaa i cynamonu dużo dodaję, bo uwielbiam połączenie jego aromatu z jabłkami.

    Ale mi smaka narobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem zrobię na mące gryczanej, którą szczerze uwielbiam, ale aktualnie mam jej zero w szafce. Znalezienie jej w sklepie nie jest banalne.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails