piątek, 11 października 2013

Sztuka przetrwania odc. 1 (rower, stempelki, kasztany)

Jakie szczęście, że ktoś wymyślił rowerki biegowe. Jaki to jest cudowny wynalazek. I przy okazji ja poprawiam kondycję, bo dogonić rozpędzonego dwulatka nie jest łatwo. No wiadomo, że mi się nie chce biegać! Ale takie zrywy do sprintu na pewno robią mi dobrze na serducho, gorszy byłby trucht ;)


Wiedzieć trzeba, że moje dziecko nudzi się szybko. Nie ma mowy o zabawkach, którymi bawiłby się tygodniami, czy miesiącami. A jeśli już jakąś zabawkę upatrzy sobie do codziennego stosowania, to z każdym kolejnym dniem czas przy niej spędzany się skraca. Tak było ostatnio z piętrowym parkingiem. Bawi się nim codziennie, ale czas spędzony przy zabawce skraca się o 5 min każdego dnia. Startowaliśmy z pułapu ok 30 min ciągłej zabawy. W tej chwili 5 min to huk, a 2 minuty łaskawa norma.
Co to oznacza? Że mój mózg pracuje na wysokich obrotach wymyślając zabawy. Oczywiście nie mogą to być zabawy, które kosztują, bo już dawno żylibyśmy pod mostem. Na szczęście jedno go nie nudzi, rowerek.



Dzisiaj nazbieraliśmy kasztanów, a następnie bawiliśmy się w ich układanie, ubieranie w czapeczki i rozpoznawanie smutnych i wesołych minek.

Potem sięgnęłam do moich przepastnych walizek i wyciągnęłam stempelki. To było prawdziwe odkrycie! Kilkanaście zł w emipku, a zabawy na dłuuugi czas (w kontekście mojego dziecka oznacza to godzinę podzieloną na dwie części). 


Ja się też dobrze bawiłam, uwielbiam stempelki :) To moje ukochane akcesoria scrapowe.
Oprócz dobrej zabawy było też dużo jęczenia, marudzenia, braku subordynacji i trochę frustracji, kiedy to z ust mego dziecięcia wyjęłam któryś z kolei kamień.  Wiele razy liczyłam do 10, gdyż przyrzekłam sobie, że głosu swego nigdy nie podniosę. Jestem twarda! Jestem cierpliwa. Jestem kim?! Wiadomo ;)
(żeby to było zrozumiałe za 10 lat: klik)
Zasadniczo po 3 dniach spędzonych z moim dzieckiem w domu (7:00-17:00) chciałabym uroczyście oświadczyć: kocham moją pracę! I przepraszam cię, droga praco, jeżeli kiedykolwiek miałam chwile zwątpienia. Wybacz, będę w poniedziałek, już się nie gniewaj!
Twoja Ola


Ps.  W następnych postach kolejne moje pomysły na zabawy.
Ps.2 Czy on to doceni, że ma taką fajną mamę? ;)
Ps.3 Ostatnio wiele się rozwodziłam nad tym, jakie cudowne jest życie z dwulatkiem. Chyba nie wzięłam poprawki na to, że od marca jest w świetnej kondycji i chodzi do żłobka na cały dzień, gdzie z jego uzależnieniem od jedzenia kamieni, potrzebą rzucania żwirem w samochody oraz energią zmagają się Ciocie. Proszę o niepodejmowanie decyzji prokreacyjnych na podstawie moich wywodów oraz naszych sielankowych popołudni i wieczorów!

4 komentarze:

  1. Jesteś ZWYCIĘZCĄ!!! :) No ja myślę, że wracasz, bo też zaczęłam odczuwać niedobór jaj w moim organizmie, a konkretniej w żołądku :p ps. ale taką trochę wyrodną matką to też jesteś. Te peany na cześć pracy, no wiesz co... ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że musimy wznowić obrady firmowego Klubu Złej Matki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieee, ja to bym wszystko oddała żeby choć jeden dzień w tygodniu roboczym spędzić z moim maluszkiem. Wielkie oburzenie Olu :P

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails